Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

środa, 06 marzec 2019 22:33

Podbabiogórze znane i nieznane – Podróż w czasie

W ostatnim czasie wiele instytucji dzięki digitalizacji udostępniło swoje dokumenty za pomocą bibliotek cyfrowych, które stwarzają olbrzymie możliwości osobom poszukującym informacji z przeszłości. Jednym z cennych źródeł historii Podbabiogórza jest książka pt. Cudzoziemcy w Galicyi. W książce tej austriacki botanik i naukowiec – Joseph AugustSchultes zdaje relację z wyprawy w rejon Babiej Góry. Opisuje on pobyt w Makowie, jak również wyprawę na Babią Górę. Interesują go także mieszkańcy regionu – górale żyjący w skrajnej nędzy. Ci zahartowani w surowym klimacie oraz trudnym terenie ludzie doznają ucisku ze strony austriackiej magnaterii. Poniżej zostanie przytoczonych kilka, najciekawszych fragmentów reportażu z pierwszej dekady XIX wieku.

 

Górale – opowiada nasz autor – dzielą się na cesarskich, osiadłych w dobrach kameralnych, oraz na poddanych tutejszych ziemian. Ci ostatni zatracili wiele ze swoich cech oryginalnych. Są wszakże bardziej przemyślni i nie znoszą między sobą Żydów. Jedni i drudzy lubią wódkę, a ponieważ ci silniejsi z natury, przeto też spotrzebowują znaczniejszą ilość tego trunku. Trafiają się wśród górali ludzie, wypijający dziennie po sześć (?)kwart wódki. Jest to fenomen fizyologiczny, któremu nigdy nie dalibyśmy wiary, gdyby nas o tem nie zapewnili naoczni świadkowie. W Makowie żyliśmy na sposób hiszpański, to jest gospodarz pozwalał nam ugotować przy swoim ogniu strawę, o którą samemu trzeba się było postarać i przyrządzić. Na szczęście, znalazło się u inspektora stare wino węgierskie, które też wzięliśmy na zapas w dalszą drogę na Babią Górę. Ku niemałemu zdziwieniu znalazłem w Makowie wzorowo urządzoną szkołę, w której uczono też języka niemieckiego. Pewna część dziatwy już włada tą mową. Górale okazują chęć do nauki, posiadają wiele zdolności i są o wiele czynniejsi, ruchliwsi od reszty chłopów polskich. Kształcenie tego ludu nie byłoby rzeczą trudną, gdyby sobie ktoś zadał pracę pod tym względem. Człowiek osiadły wśród gór, jest zawsze lepszy. Pod surową powierzchownością kryje skarby kosztowne. Wynajęliśmy przewodnika, który miał nas zaprowadzić do Wilcznej (?) wsi, leżącej u stóp Babiej Góry. Tam musieliśmy się zatrzymać w dużej, drewnianej chacie, zamieszkanej przez kilka rodzin. Wszyscy mieszkańcy byli zgromadzeni wokoło wielkiego ogniska. Palili tytoń, pili wódkę i przygrzewali swą strawę w popiele. Wpółnagie dzieci pełzały do koła, a od czasu do czasu zaglądała do izby nierogacizna. Krótko mówiąc, wśród górali czuliśmy się gdyby między Ostyakami lub mieszkańcami Kalifornii. Pod tym samym dachem, oddzielonym tylko ścianą od reszty mieszkańców, mieszkał leśniczy dystryktowy.

Po nocy, spędzonej na słomie, w stodole, wybrali się nasi wędrowcy wczesnym rankiem na Babią Górę. Las, okrywający jej stoki, sprawiał wrażenie smętne i jednostajne. Na polanach wśród lasu pasano w porze letniej owce, zaś chorzy na piersi, używający żentycy, musieli się mieścić w skleconych niezdarnych szałasach. Schultesowi pokazywano jeden z takich szałasów, w którym pewien szlachcic zwykł był przepędzać lato. Na dzień przed jego odjazdem, gdy w szałasie nagromadziło się sporo serów, znalazło się u szlachcica kilkunastu opryszków z poczernionemi twarzami, którzy zabrawszy wszelkie zapasy i gotówkę gospodarza, obili go bez litości i uciekli. Górale twierdzili, że owi opryszki przyszli z węgierskiej strony. Natomiast Węgrzy zwalali całą winę na górali galicyjskich. Widok, roztaczający się ze szczytu Babiej Góry, miał być przepyszny, przewyższający o wiele krajobrazy, podziwiane ze szczytów alpejskich. Widzi się ztąd równocześnie Galicyę, Węgry i część Prus Południowych (). Po krótkim odpoczynku na szczycie Babiej Góry ruszył Schultez z towarzyszami w powrotną drogę. Wszędzie u chłopów – słowa listu – spotkaliśmy ten sam zimny, martwy, zatumiony wyraz twarzy ().

W dalszej części autor listu wiele miejsca poświęca stosunkom ekonomicznym. Za fatalną sytuację górali obarcza magnaterię. Posiadają oni olbrzymie majątki ziemskie, których prowadzenie ogranicza się do wyzysku poddanej ludności oraz grabieżczego gospodarowania ziemią (nadmierna eksploatacja ziemi rolnej, grabieżcze pustoszenie lasów). Ponadto możni pozostają bierni na pilną potrzebę rozwoju szkolnictwa, medycyny, czy też wprowadzenie nowoczesnych technik uprawy roli i hodowli zwierząt. Pozostała część ziemi charakteryzuje się dużym rozdrobnieniem przez co nie pozwala na uzyskiwanie zadawalających plonów. Znajduje się ona w rękach chłopów oraz drobnej szlachty. Schultes bardzo chwali obie warstwy społeczne, zwłaszcza tą drugą, o której pisze; Najwięcej obiecującą klasą w społeczeństwie polskim – czytamy w dalszym ciągu listu – jest drobna szlachta. Obyczaje patrayarchalne, zachowane przez nią, zasługują na szacunek. Starać się jednak gorliwie należy o podniesienie stopnia oświaty wśród tej warstwy społeczeństwa, gdyż tylko z jej pomocą mogliby ci ludzie dojść z czasem do starannej i umiejętnej uprawy roli, do czego jeszcze w Galicyi daleko. Prócz książek gospodarskich należałoby jeszcze rozpowszechnić tej treści pisma, rozdając je ziemianom bezpłatnie. Duchowieństwo winnoby też posiadać więcej od szlachty wykształcenia, ale tak nie jest niestety. Proboszczowie wiejscy mało co się różnią wykształceniem od wieśniaków, a zresztą nie mogą oni równocześnie mieć pieczę o swe owieczki i kłopotać się sprawami doczesnymi.

Następnie wspomina autor o rodzajach gleby galicyjskiej, o nędznym stanie chowu bydła i koni w kraju, o zaniedbaniu sadownictwa. Lasy tutejsze – słowa listu – są w bardzo złym stanie. Sąg drzewa kosztuje szesnaście złotych reńskich i jeszcze mieszkańcy są zadowoleni z posiadania opału, uzyskanego kosztem opłacania lasów. Od Mogilan do Skawinki drzewostan przedstawia się w sposób zadawalający, lecz od Skawinki do Makowa, na przestrzeni dwudziestu mil, widać tylko nagie góry, pokryte olbrzymimi głazami, utrudniającymi wszelką wegetacyę. Doliny, poorane strugami, zarzucone kamieniami, posiadają drzewa bardzo mało. Krótko mówiąc, w całej okolicy nie ma porządnego lasu, i nieco brzeziny musi starczyć mieszkańcom za cały opał w ciągu długiej, dziewięciomiesięcznej zimy. Górale powracają do domu z dołów w jesieni z tak małym zarobkiem, iż po upływie kilku tygodniu muszą ponownie opuszczać swe chaty w wędrówce za chlebem. Niektórzy z nich rozchodzą się po całej monarchii, zarobkując jako tkacze albo też domokrążstwem obnosząc rozmaite drobiazgi z miejsca na miejsce. Wszystkie te zajęcia nie dają im dostatecznego utrzymania i dlatego też bardzo często popadają oni w nędzę (). Jałowa ziemia wydaje zaledwie jęczmień, owiec i hreczkę, lecz upraw tej ostatniej mało jest dotychczas rozpowszechniona. Wyrabiają też górale meble jak najprostszej kontrukcyi, które jedynie w kraju mogą znaleźć źródło zbytu i przemysł ten jest jednym z głównych sposobów ich zarobkowania.

Maków jest jedynem, większym miasteczkiem w tej okolicy. Mieszczanie tamtejsi żyją przeważnie z handlu i chełpią się, iż tygodniowo biją jednego woła na swoją potrzebę. Myślę wszakże, że gdyby gościniec rządowy został raz wykończony, to i sto wołów nie starczyłoby na potrzeby miasteczka. Gościniec, kończący się opodal od Makowa, utworzyłby w razie wykończenia drogę handlową przez tę miejscowość, która stałaby się niezawodnie bardzo uczęszczaną.

Wzruszeni nędzą ludu górskiego zapytacie zapewne, dlaczego ci ludzie tak pracowici, a siedzący na ziemi tak nieurodzajnej, nie zajmą się uprawą żyznych obszarów, leżących ugorem w sąsiednich Węgrzech, czy też na Bukowinie? Jest to fenomen, którego nie zdołam sobie wytłumaczyć. Być może, iż przyczyną jest uporczywe przywiązanie do ziemi rodzinnej, choć ta nie może ich wyżywić, a być też może, iż bogaci właściciele obszarów bukowińskich i węgierskich nie umieją sobie pozyskać tego ludu, tak biednego i tyle pracowitego (). Należy się spodziewać polepszenia istniejących stosunków pod rządami następców Józefa II. Pokój, panujący obecnie, nastręcza ministrom porządną sposobność do układania planów, mających na celu polepszenie doli mieszkańców tego kraju (). Zanim to jednak nastąpi, ziemia w górach wyjałowieje do tego stopnia, iż nawet lasy mogą zaginąć. Był czas, iż chwalono bardzo wykarczowywanie lasów pod pola uprawne. W razie jednak dłuższego trwania nieporządnej gospodarki lasowej, trzeba więc będzie znów pola zalesiać…

KB

 

BIBLIOGRAFIA;

Cudzoziemcy w Galicyi (1787-1841), Schnür-Pepłowski, Stanisław, 1902

Małopolska Biblioteka Cyfrowa, pisownia oryginalna cytowanych fragmentów

 

            ZDJĘCIA;

            Fot. 1. Babia Góra i okolice pod koniec XVIII wieku, www.mapire.eu;

            Fot. 2. Babia Góra widziana z Makowa, zdjęcie własne.

 

Home