Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

czwartek, 11 lipiec 2019 20:25

W przypływie złości męża, dzieci chowały się pod stołem w kuchni, czyli historia o tym, jak przemocowy partner wpływa na rozwój dzieci.

Codzienność, w której dzieci stykają się z przemocą, diametralnie zmienia ich późniejsze życie. Wszystkie negatywne wydarzenia mają wpływ na dorosłość i podejmowane w niej decyzje. Rozmawiamy z panią Karoliną, która wspólnie ze swoimi dziećmi doświadczyła przemocy. Ośrodek Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem okazał się miejscem, które odmieniło ich los. Dziś to wszystko jest już przeszłością. Jak wyglądało wyjście na prostą i powrót do normalności? Poznajcie niezwykłą historię z happy end’em.

Pani Karolino, dziękujemy, że zgodziła się pani z nami porozmawiać. Pewnie trudno mówić o tym, co się wydarzyło…

- Tak, ale to dla mnie ważne, by podzielić się moją historią ze względu na kobiety, które też dotyka przemoc ze strony mężów, ale boją zrobić się pierwszy krok, który pomoże tę sytuację rozwiązać. 

Co spotkało panią ze strony męża?

- Mężczyzna, który miał stać u mego boku, chronić i kochać, okazał się manipulantem i przemocowym partnerem. Mąż zamienił moje życie w pasmo strachu. Przemoc psychiczna i fizyczna była dla mnie czymś abstrakcyjnym, a jednak spotkało to właśnie mnie.

Jak przemoc w domu wpłynęła na pani dzieci? Czy miały one świadomość tego, co tak naprawdę się dzieje?

- Mam trójkę dzieci. Najmłodsze miało to szczęście, że patowa sytuacja w domu działa się, gdy miało zaledwie kilka miesięcy. Pozostała dwójka niestety była starsza i o wiele bardziej świadoma koszmarnej codzienności. Sytuacja w domu źle wpływała na dzieci, które po prostu bały się taty. W przypływie złości męża, chowały się pod stołem w kuchni. To były okropne chwile, których niestety było zbyt wiele w ich krótkim życiu. Pamiętam sytuację, w której córka nie chciała dokończyć jeść spaghetti. Mąż rzucił talerzem o ścianę i kazał jej sprzątać. Po tym incydencie córka, która lubiła wcześniej spaghetti, przez kilka lat nawet nie chciała patrzeć na to danie. Podobną sytuację przeżył syn, który podczas mojej nieobecności nie chciał zjeść tostów. Mąż rzucił nimi o ziemię, a potem kazał jeść je z podłogi. O całym zajściu opowiedziała mi córka, która później usłyszała od ojca, że „jeszcze pożałuje”.

Czy w domu często były kłótnie?

- Tak, chodziłam i płakałam. Dzieci podobnie. Starałam się unikać konfrontacji z mężem, tylko po to, by żadna nasza kłótnia nie odbijała się na nich. Niestety on robił, co chciał. Nawet najmłodszy synek „działał mu na nerwy”. Kilkumiesięczne dziecko potrafiło go tak wyprowadzić z równowagi, że wychodził z domu i albo wracał, albo nie. Potrafił jedynie wysyłać ironiczne sms'y po 23:00 - „nie czekaj z kolacją”.

Jak taka codzienność wpłynęła na pani dzieci?

- Wszystkie przeżycia negatywne się na nich odbiły. Córka zaczęła mieć kłopoty w szkole. Zaledwie 9-letnia dziewczynka zaczęła się niegrzecznie odzywać do nauczycieli i kolegów z klasy. Rozmawiałam z Panią pedagog, która zaopiekowała się córką. Po kilku miesiącach wszystko się uspokoiło, ale to efekt czegoś więcej. Wówczas były mąż wyprowadził się z domu. Podobnie było ze średnim synem, który przyjął inną taktykę. Był bardzo grzeczny i bardzo zamknięty w sobie. Trudno było stwierdzić, co tak naprawdę myśli i czuje. Dojście do niego zajęło sporo czasu.

Czy dzieci zdawały sobie sprawę z tego, co tak naprawdę dzieje się wokół nich?

- Myślę, że cała sytuacja była dla dzieci bardzo myląca. Z jednej strony bały się taty. Z drugiej, gdy był w dobrym humorze, to był fajnym kolegą do zabawy. Wiedząc, jak może zachowywać się w złości, podświadomie starały się go nie denerwować. To, co zapamiętam do końca życia to to, że jego wyprowadzka była dla nas wyzwoleniem. To słowa starszych dzieci po wyprowadzce taty. Zarówno córka, jak i syn powiedzieli, że smutno im, że tata się wyprowadził, ale... za to teraz w domu jest spokojniej. To słowa, które padły z ust 10-latki i 7-latka...  

Gdzie szukała pani pomocy?

- Zgłosiłam się do Ośrodka Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem. Otrzymałam bardzo szerokie wsparcie. Część dotyczyła moich rozmów o dzieciach z panią psycholog i konsultacji działań np. jak zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, jak dalej żyć i jak je wspierać. Bezpośrednio pani psycholog spotkała się kilka razy ze mną i moim najmłodszym synem (spotkania odbywały się w ciągu kilku lat) i diagnozowała syna. Pani psycholog pomogła w skierowaniu go na badania w ramach zaburzeń sensomotorycznych, które ostatecznie się potwierdziły. Dzięki temu mieliśmy opinię i zalecenia. Dodatkowo otrzymaliśmy bezpośrednią pomoc, która dotyczyła wyprawki do szkoły. Jeśli dobrze pamiętam, Ośrodek wspierał nas przez niemal dwa lata. Wtedy byłam w trudnej sytuacji finansowej.

Jak pani myśli, jak na rozwój i dorastanie dzieci wpłynęłoby pozostanie ich w domu, w którym miała miejsce przemoc?

- Na pewno wpłynęłoby destrukcyjnie. Tak też powoli zaczynało się dziać. Uczestniczyłam w grupie wsparcia kobiet, które doświadczały przemocy. Usłyszałam wiele historii i wszystkie z nich, w których ta przemoc trwała aż do dojrzewania dzieci lub ich dorosłości – miały smutne konsekwencje. Dzieci przejmowały mechanizm przemocy i stosowały ją wobec matek albo nie radziły sobie w życiu. Miały bardzo duże problemy ze sobą i z „uspołecznieniem”. Często nie miały rodziny lub wpadały w takie same sidła swojej własnej rodziny, w której współmałżonek stosował przemoc.

Co by było, gdyby nie zdecydowała się pani na pomoc?

- Odpowiedź jest prosta – nie byłabym w tym miejscu, w jakim jestem. Nie byłabym tą osobą jaką jestem. Może mnie by już nie było. Wtedy czułam, że umieram. Może żyłabym nieszczęśliwie. Z przemocowym  małżonkiem, który wmawiałby mi dalej, że to wszystko moja wina. Z mężem, który nie chce mnie gnoić, ale musi, żebym wiedziała gdzie jest moje miejsce (takie słowa dosłownie usłyszałam pewnego dnia po zastraszeniu, a potem spokojnym tonem, jakby chciał mnie przekonać, że to dla mojego dobra). Bałabym się oddychać, żeby tylko nie był zły i mnie nie ranił. Nie wyżywał się na mnie i na dzieciach. Dzieci żyłyby w strachu przed tatą, ale wciąż zabiegałyby o jego zainteresowanie i miłość. Kto wie, do czego mogłyby być zdolne – może do tego, żeby i mnie traktować tak, jak traktował mnie mąż (słyszałam od innych kobiet, że miały tak w swoim życiu).  Żyłabym nadal złudzeniami, że się zmieni, że nasza sytuacja się poprawi (choć granice były przesuwane coraz dalej i byłoby – obiektywnie mówiąc – coraz gorzej). Gdybym nie poszła do ośrodka, mąż nadal mógłby mi wmawiać, że to ja jestem psychiczna i powinnam iść do lekarza, a ostatecznie może do tego by właśnie doszło.

Czy ta zmiana w pani zachowaniu to efekt współpracy z psychologiem?

- Kontakt z psychologiem znającym mechanizmy przemocy i pokazującym mi, jak one się ujawniają w relacjach przemocowiec – ofiara,  dały mi świadomość, która jest bezcenna. Wówczas moje złudzenia minęły. Zaczęłam walczyć o siebie i dzieci, ale nie na noże. Stanowcze wyznaczanie granic, konsekwencje, słowność w tym, co mówię z tym, co robię. Dodatkowo wybaczenie mężowi (to było moje nawrócenie). Twarde robienie tego, co uważałam za słuszne dla mnie i dla dzieci (niezgoda na patchorkową rodzinę i  pobyt dzieci w nowym domu z nową rodziną ich taty), okazywanie szacunku mężowi, ale niezgadzanie się na chwyty manipulacyjne i przemocowe. Jako priorytet jednak zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i poczucia, ze są kochane.

Jak pomoc Ośrodka odmieniła życie pani i dzieci?

- Dzięki pomocy ośrodka, wierze i swojej konsekwencji wyszłam na prostą. Nauczyłam się wyznaczania granic, pomimo lęku czy strachu. Dzieci rozwijają się dobrze – mają 18, 15 i 9 lat. Każdy, kto nas spotka ze znajomych, z rodziny, czy nowo poznanych osób twierdzi, że  w ogóle nie widać, że są to dzieci z rozbitej i przemocowej rodziny. Dzieci mają marzenia, cele, funkcjonują prawidłowo w gronie rówieśników. Kilka razy w tygodniu spotykają się z tatą, ale zaledwie na 2-3 godziny. Mają zdrowy dystans, bo widzą, jaki jest i nie zabiegają na siłę o jego zainteresowanie. Są wobec niego kulturalne i spokojne. Były mąż na szczęście nie stosuje wobec nas manipulacji i przemocy, bo wie, że jak powiem, że pójdę do sądu albo na policję – to zrobię tak, jak mówię. Zostawiłam go w spokoju z jego życiem i nie obchodzi mnie, na kim teraz stosuje przemoc (a pani psycholog powiedziała mi, że taki mechanizm przemocowy nie mija). Najważniejsze, że na nas już tego nie zrobi i zawsze będę o to dbać :)

Ośrodek Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem działa w 7 punktach Małopolski. Jeśli jesteś w sytuacji, która wymaga wsparcia, to przyjdź lub zadzwoń. Jeśli jesteś świadkiem przestępstwa, tym bardziej się nie wahaj. Działaj! 

Dyżur telefoniczny pełniony jest całodobowo, we wszystkie dni w roku, również w dni wolne i świąteczne, tel. 504 704 933

Okręgowy Ośrodek Pomocy Pokrzywdzonym Przestępstwem

Kraków: ul. Kapelanka 60, 30-347

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Poniedziałek 08:00 - 20:00

Wtorek 08:00 - 20:00

Środa 08:00 - 20:00

Czwartek 08:00 - 20:00

Piątek 08:00 - 20:00

Sobota 08:00 - 13:00

Infolinia: (12) 421 22 88 (w godzinach pracy biura),

504 704 933 - telefon całodobowy, poza godzinami pracy biura

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

______________________________________________________________

Lokalne Punkty Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem

Niepołomice: ul. Bocheńska,  26, 32-005 (w budynku Ochotniczych Hufców Pracy)

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu: 

Wtorek 15:00 - 17:00

Czwartek 15:00 17:00

Infolinia: 504 704 933 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Oświęcim: ul. Stefana Okrzei 12, 32-600, Centrum Logopedyczno Terapeutyczne dla dzieci i dorosłych Stokrotka

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Poniedziałek 16:00 - 18:00

Wtorek 15:00 - 17:00

Czwartek 15:00 - 17:00

Infolinia: 504 704 266 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Myślenice: ul. Kazimierza Wielkiego 5, 32-400 (w budynku Ośrodka Interwencji Kryzysowej)

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Poniedziałek 10:00 - 12:00

Środa 13:00 - 15:00

Czwartek 15:00 - 17:00

Infolinia: 510 132 396, 506 318 838 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Sucha Beskidzka: ul. Kościelna 5B, 34-200 (w budynku Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie)

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Środa 15:00 - 19:00

Infolinia: 33 8742101 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Radocza (pow. Wadowicki): ul. Dworska 9, 34-100 (w budynku Ośrodka Interwencji Kryzysowej)

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Poniedziałek 11:00 - 14:00

Wtorek 16:00 - 19:00

Infolinia: 338731001 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Krzeszowice: Pl. Fr. Kulczyckiego 1, 32-065 (w budynku Gminnej Biblioteki Publicznej)

Dni przyjęć osoby pierwszego kontaktu:

Środa 16:00 - 20:00

Infolinia: 504 704 933 (w godzinach przyjęć osoby pierwszego kontaktu)

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Home