Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

wtorek, 19 wrzesień 2017 16:04

ALPS. Orlikowa pigułka (17 września)

Trzecia, deszczowa kolejka Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego przyniosła wiele niespodziewanych rozstrzygnięć, choć sensacyjne wyniki takimi są tylko z pozoru. Niemniej dzięki nim rozgrywki nabrały jeszcze większych rumieńców.

 

I liga:

Sportowe Świry Juszczyn – AKS Las 1:6

Po słabym początku sezonu rewelacja rundy wiosennej wreszcie zwarła szyki i sięgnęła po cenne zwycięstwo. Zadanie miała tyleż łatwe, że beniaminek z Juszczyna hegemonem nie jest i w niedzielę pokusił się tylko o honorowe trafienie, którego autorem został Artur Bogacz. Tymczasem w zespole z powiatu żywieckiego z hat tricka cieszył się Tomasz Ponikiewski, ze zdobycia dwóch bramek Michał Bargiel, a raz piłkę w siatce umieścił Krzysztof Lenart.

ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn – Playboys Budzów 5:0 (walkower)

Co tu pisać. Budzowianie wystawili juszczynian do wiatru. Pozostaje wierzyć, że był to pierwszy i ostatni raz kiedy Playboys nie pojawili się na placu gry. Kolejna taka wpadka będzie oznaczać wyrzucenie z ligi, a tego byśmy nie chcieli.

Beton2 Sucha Beskidzka – Monter Kurów 0:9

- Co powiedzieć po takim meczu. Zagraliśmy naprawdę fajne spotkanie. Większość okazji wykorzystaliśmy. Rywale jakby od początku nie mieli pomysłu na grę. Cieszy fakt, że spotkanie było czyste. Trochę się obawialiśmy, że po zmianie stron rywale będą grać ostro, gdyż nieraz tak bywa jak mecz się nie układa, ale nic takiego nie nastąpiło – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. W jego ekipie godnym uznania wynikiem strzeleckim popisał się Paweł Gach, który cztery raz wpakował piłkę do siatki, dwa razy trafił Mariusz Spyrka, a po razie Sławomir Krupka, Mariusz Gach i Jacek Wajdzik. - Na początku spotkania toczyliśmy grę jak równy z równym. Później zaczęliśmy robić fatalne błędy podczas wyprowadzania piłki, co skutkowało zabójczymi kontrami. Z przodu też nie mieliśmy zbyt wiele klarownych sytuacji, a jeżeli już się jakaś zdarzyła to zabrakło wykończenia. Będziemy musieli szukać punktów w następnych meczach – mówi Mateusz Fronczak z suskiego Beton2.

Lachy Lachowice  - Los Asfaltos Sucha Beskidzka 4:4

Skazywani na pożarcie lachowiczanie rozegrali dobre zawody i osiągnęli wynik, który najbardziej zadowolił… Gambę Furiosę, Montera i ZrobioneZdrewna.pl, czyli najgroźniejszych rywali Los Asfaltos w walce o mistrzowską koronę. - Mecz bardzo wyrównany. Po szybko straconej bramce, już w pierwszej minucie, mogło się wydawać,  że to będzie egzekucja. Szybko jednak otrząsnęliśmy. Wyszliśmy na prowadzenie 2:1 a później 3:2. Nawet przegrywając 3:4 potrafiliśmy wyrównać. Nawet mogliśmy wygrać, na co nie pozwolił sędzia nie odgwizdując ewidentnego podania piłki w ręce bramkarza Asfaltosów i wyrzucając niesłusznie naszego zawodnika na ostatnie dwie minuty meczu. Ale remis został obroniony – komentuje Rafał Ząbek z Lachów. Dla beniaminka trafiali Mirosław Kachel (jego pięknej urody gol dał remis), Marcin Uflant, Andrzej Kąkol, a samobója zaliczył Michał Pilarczyk. Dla broniących tytułu suszan dwa razy trafił Rafał Pietrusa, a po razie Paweł Józefiak oraz Michał Pilarczyk. - Trzecia kolejka, drugi remis i to w takim samym wymiarze jak pierwszy czyli 4:4. Przeciwnikiem nie można chyba powiedzieć że beniaminek, bo drużyna która już kilkakrotnie gościła w 1 lidze czyli lachowickie Lachy. A że drużyna waleczna i grająca ofensywny futbol to udaje im się wyrwać jeden punkt w starciu z nami. Przed meczem wiedzieliśmy, że należy przykryć szczelnie Mirka Kachla bo to najgroźniejszy zawodnik przeciwników. Niestety dwa razy odpuściliśmy krycie i dwa razy zostaliśmy skarceni. Szczególnie ładna ostatnia bramka na 4:4 gdy przepchnął Marcina Pęczka i uderzył z powietrza po długim rogu. Z drugiej strony przeciwnicy mimo niewielu sytuacji zagrali bardzo skutecznie i należą im się brawa za ambitną walkę. Nasza gra i komunikacja w drużynie też wymaga poprawy i nie ma się co usprawiedliwiać jej przebudową czy plagą kontuzji. Świadomi doświadczeń ostatnich sezonów gdzie utrata punktów w jednym meczu mogła przesądzić o mistrzostwie postaramy się powalczyć o pełną pulę w każdym meczu. Jeśli się nie uda to nic się nie stanie i będzie dodatkowa mobilizacja – komentuje Krystian Krzeszowiak, który zauważa, że w niedzielę poza nim w Los Asfaltos zabrało między innymi Grzegorza Sitarza, Jana Kuczka, czy też Pawła Cieślewicza. – Z naszych nieobecnych można by złożyć solidną ekipę – zauważa.  

Zawojski.pl Sucha Beskidzka - Gamba Furiosa Zembrzyce 3:6

Wygrać wysoko mecz i narzekać. Niemożliwe? A jednak. Kapitan zembrzyczan pomimo zainkasowania przez jego zespół kompletu punktów twardo stąpa po ziemi. - Zagraliśmy bardzo słaby mecz. Stać nas na dużo więcej niż na to co pokazaliśmy. Mecz był ciężki i z "gry" nie wchodziło nic – komentuje Jakub Nosal. Cieszy go natomiast to skuteczne rozegranie piłki po stałych fragmentach gry. - Dwa pięknie wykonane rzuty wolne wykonane przez Piotra Bachorczyka dają nam prowadzenie. Gość ma fenomenalnie ułożona lewą stopę. Przed końcem pierwszej połowy przeciwnik strzela kontaktowa bramkę i robi się gorąco. W drugiej połowie gra wyglądała już dużo lepiej i spokojnie zdobywaliśmy przewagę nad przeciwnikiem – zauważa.  Nie owija jednak w bawełnę i dodaje - Ładnie wygląda na papierze lecz w rzeczywistości wcale tak pięknie nie było. Takie mecze też się trafiają, lecz trzeba umieć wyjść obronną ręką z takich sytuacji... Nam się udało. Zadowoleni jesteśmy z 3 punktów lecz gra daje wiele do życzenia – kończy. W jego zespole poza wspomnianym już Piotrem Bachorczykiem po dwie bramki zdobyli także Konrad Lenart i Lucjan Palcar. U pokonanych także o dwie bramki pokusił się Jakub Kaczmarczyk, ale pozostali zawodnicy nie byli już tak bramkostrzelni. Jednego gola dorzucił jeszcze Tomasz Smyrak i na tym koniec. - Kolejny mecz walki. Przeciwnicy może i nie byli od nas lepsi, ale na pewno skuteczniejsi. Straciliśmy dwa gole z rzutów wolnych. Tomasz Smyrak po ładnej akcji strzela i łapiemy kontakt. Potem znowu błędy w kryciu i Gamba znowu strzela dwa gole, ale i my odpowiadamy – wracają piłkarze Zawojski.pl do dokonać Jakuba Kaczmarczyka, który pierwszego gola zdobył po tym jak w bramce stał już tylko… obrońca, ale drugi był ładnej urody – po strzale zza pola karnego w same widły. – Gamba szybko odpowiedziała i było pozamiatane. Za tydzień nieobliczalne Lachy – starają się zapomnieć o porażce i myśleć już o kolejnym rywalu.  

II liga:

BVB Budzów – Stolarze Sucha Beskidzka 6:2

Przed laty Halina Kunicka śpiewała, że jest w orkiestrach dętych jakaś siła. I jak tu po sobotnim meczu się z tym twierdzeniem nie zgodzić. BVB, którego kadra opiera się na muzykach budzowskiej orkiestry, rozegrało kapitalne zawody, obnażając słabości Stolarzy. Kolejny raz instynktem strzeleckim wykazał się Krystian Nowak i aż trzy razy wpisał się na listę strzelców. Dwukrotnie znalazło się na niej nazwisko Bartłomieja Maślanki, a raz Patryka Ryszawego. Stolarzy stać było na wyrzeźbienie dwóch bramek. Do siatki trafili Andrzej Szafraniec i Jerzy Czarny. – Postanowiliśmy pójść rywalom na rękę i na ich prośbę zagraliśmy w sobotę. Efekt był taki, że nie mieliśmy nawet jednego na zmianę, a rywale przyjechali w dziesięciu. Zagraliśmy na miarę naszych możliwości. Może porażka z przebiegu meczu zbyt wysoka, ale trudno. Gramy dalej. W końcu to jest piłka. Raz się zdobywa puchar ligi a parę sezonów później ciężko walczyć w II lidze – komentuje nie tylko to spotkanie, ale i ostatnie chude czasy Andrzej Szafraniec, napastnik Stolarzy.

Błękitna Gwiazda Białka - RKS Huwdu Bieńkówka 1:3

- Przed meczem wiedzieliśmy że Huwdu to bardzo wymagający rywal, mający szybkich i dobrych technicznie zawodników. Już przez sam fakt że w zeszłym sezonie otarli się o awans wystarczył, aby postawić ich w roli faworyta rozgrywek. W spotkaniu zabrakło nam pomysłu na grę w ataku, natomiast byliśmy skupieni na grze w defensywie. Niestety popełniliśmy trzy poważne błędy w obronie, po których Huwdu cieszyło się z bramek. Pomimo porażki jestem zadowolony z postawy swoich zawodników.  Mimo wszystko wynik 1:3 nie jest wysoką przegraną. Myślę że na następne mecze wyciągniemy wnioski z tego spotkania, a przeciwnikom życzę powodzenia w następnych spotkaniach – mówi Kamil Kozina, kapitan Błękitnej Gwiazdy, która zdobyła bramkę po strzale Marcina Rzeszótki. Rywale odpowiedzieli trafieniami Bartka Szczepanka, Daniela Pupczyka, a raz białczanie sami skierowali piłkę do bramki. – Naszych ostatnich przeciwników znamy lepiej niż inne zespoły z ligi, zagraliśmy przeciwko nim dużo sparingów, więc wiedzieliśmy, że ten mecz nie będzie łatwy. W pierwszej połowie nic nam nie wychodziło, nie mogliśmy zawiązać żadnej akcji, zmarnowaliśmy multum stuprocentowych - jak by się mogło wydawać – okazji. W drugiej połowie zaczęliśmy więcej grać piłką i to przyniosło efekty. Dodatkowo pressing, narzucony przez nas, zmusił rywali do graniu długich piłek, które przejmowaliśmy. Ostatecznie skończyło się 3:1, ale gdyby nie nieskuteczność to bramek padłoby o wiele więcej. Już w ciągu pierwszych pięciu sekund meczu oddaliśmy dwa strzały. Ostatecznie jesteśmy zadowoleni z 3 punktów, a przeciwnikom życzmy powodzenia – komentuje Damian Putyra z RKS Huwdu.

FC Fikoł Skawica - Granda Kojszówka 6:2

Bez zagłębiania się w szczegóły można byłoby mówić o niespodziance, a nawet sensacji. Gdy jednak weźmie się pod uwagę, że kojszowianie wystąpili bez kluczowego dla nich Jakuba Stanka to wynik przestaje dziwić. Przy okazji widać jednak ogromne znaczenie na postawę Grandy ma ten zawodnik. Bez niego stać ją było tylko na dwie bramki, którymi podzielili się Dawid Nocoń i Grzegorz Frydel. Tymczasem skazywany nie tylko na porażkę w tym spotkaniu, ale wręcz na okupowanie dolnych rejonów tabeli Fikoł imponował. Ze zdobycia dwóch bramek cieszyli się tak Dariusz Giertuga, jak i Tomasz Pacyga, a po jednym trafieniu dołożyli jeszcze Adam Gasek i Mateusz Matyja. - No co ja mogę powiedzieć. W końcu udało mi się zebrać chłopaków do grania. Jeśli będzie ten skład na meczach co dziś (w niedzielę – przyp. autor) to nie będziemy takimi chłopcami do bicia, a będziemy mogli częściej sprawiać jakieś niespodzianki i łapać kolejne punkty – nie kryje zadowolenia Mateusz Matyja, kapitan Fikoła.

Rafkop Grzechynia – Mucharz Team 4:5

- Mecz był ciężki. Mieliśmy dużo sytuacji, których nie wykorzystaliśmy, ale w końcu to my wygraliśmy i jedziemy dalej – mówi Dominik Gajda z Mucharz Team o dość nieoczekiwanej wygranej z grzechynianami. W jego zespole trafiali Arkadiusz Zębaty (2), Piotr Żurek, Jan Łach i Tomasz Siwek. Rafkop samodzielnie pokusił się o… trzy bramki - Krzysztof Kozina, Andrzej Malczewski, Rafał Zielonka, a jedną rywale im podarowali.

Viper Żarnówka – No Goal Budzów 4:1

Zgodnie z przewidywaniami typowany na kandydata do awansu Viper nie miał kłopotów z budzowianami. No Goal co prawda nie zagrał na miarę swojej nazwy i pokusił się o jedną bramkę (autorstwa Stanisława Łopaty), ale żarnowianie byli zdecydowanie bardziej bramkostrzelni. Piłka dwukrotnie zatrzepotała w siatce po strzałach Filipa Szpaka, a po razie po uderzeniach Jakuba Szpaka i Damiana Migasa.  

 

HomeSportALPSALPS. Orlikowa pigułka (17 września)