Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

poniedziałek, 22 styczeń 2018 23:21

ALPS. Futsalowa pigułka (20 stycznia)

Nie wiedzieć kiedy przeleciało siedem kolejek i futsalowa odmiana Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego wkroczyła w decydującą fazę. Może nie na ostatniej prostej, ale na wirażu przed nią doszło do dwóch hitowych pojedynków. W innych emocji było już znacznie mniej.

  

Monter Kurów – Oldboys Sucha Beskidzka 2:3 (mecz zaległy)

Na to spotkanie czekano od dawna. Z jego stawki zdawali sobie sprawę nie tylko jego bohaterzy, ale i zawodnicy innych ekip. Stąd nieprzypadkowo wydarzeniom na parkiecie z uwagą przyglądali się piłkarze Blok Ekipy, trzymając kciuki za ekipę Montera, choć w największym stopniu satysfakcjonował ich remis. – Znakomite spotkanie. Trzymało w napięciu do ostatniego gwizdka – mówi Tomasz Wala, zawodnik Oldboys. – Zacięty mecz, ale co ważne stojący na bardzo wysokim poziomie i z tego faktu należy być zadowolonym. Widać było, że spotkały się dobre drużyny. My możemy żałować, że nie mógł zagrać Mariusz Spyrka, który z Pawłem Gachem wzajemnie się uzupełniają – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. I to właśnie po bramce Pawła Gacha kurowianie objęli prowadzenie, ale nie cieszyli się nim długo. – Chyba błędem była zmiana całej czwórki. Straciliśmy dwie bramki w pięć minut, a pod koniec połowy trzecią (dla Oldboys dwukrotnie trafił Bartłomiej Łękawa, a raz Janusz Rak). Mieliśmy swoje okazje, ale nic nie chciało wpaść – ubolewa Tadeusz Copija. Uważa, że po zmianie stron jego ekipa wyszła na boisko bardziej skoncentrowana, co zaowocowało tym, że zagrała na zero z tyłu, a Sławomir Krupka zdobył kontaktowego gola. Kurowianie ambitnie dążyli do remisu, który byłby chyba najbardziej sprawiedliwym wynikiem, ale Oldboys dzielnie się bronili. Nie dali się złamać nawet wówczas gdy po faulu Andrzeja Szafrańca (ledwo wszedł na boisko) na Tadeuszu Copiji przyszło im przez dwie minuty grać w liczebnym osłabieniu.    

 

Abrakadabra Sucha Beskidzka - Blok Ekipa 3:7

Wbrew wynikowi mecz bez historii, a dlaczego zakończył się takim, a nie innym wynikiem tłumaczy najlepiej komentarz Mateusza Mazura z Blok Ekipy. - Najważniejsze były dla nas 3 punkty. Po zdobyciu bramki na 4:0 odechciało nam się grać. Mecz bez większego zaangażowania. Zrobiliśmy swoje i teraz czekamy na Montera. W nim pokażemy tę samą intensywność, co w starciu z Gambą. Nie możemy się już doczekać tego pojedynku – mówi Janusz Czarny. W jego ekipie w sobotę aż pięć bramek zdobył Dawid Dyrcz, a po jednej Robert Bachul i Mateusz Matyja. W zespole pokonanych także było trzech strzelców - Maciej Pyka, Arkadiusz Szwed i Robert Sumera.

 

Mucharz Team – ZroboneZdrewna.pl Juszczyn 1:6

Oj nie idzie na hali sympatycznej ekipie z powiatu wadowickiego. Kolejny raz zebrali tęgie lanie. Trzeba wierzyć, że zespół z Mucharza wyciąga z tych porażek wnioski i za rok wróci do rozgrywek silniejszy. Tym razem w trakcie lekcji futbolu oceny dwukrotnie wystawiali Damian Barcik i Łukasz Sarna, a po jednej pale obrońcom wlepili Łukasz Kaczmarczyk i Marcin Masło. W szeregach pokonanych pochwałę w dzienniczku zarobił Damian Graciarz, który dla Mucharz Team zdobył bramkę honorową.

 

Rafkop Grzechynia - Błękitna Gwiazda Białka 3:7

- Mecz dla nas nie rozpoczął się najgorzej. Graliśmy od samego początku skupieni i po kilku minutach wynik na 1:0 otworzył Mateusz Bala (zakończył mecz z dwiema bramkami na koncie – przyp. red.) znakomitym uderzeniem z lewej nogi, a następnie swoje trzy bramki dołożył Marcin Rzeszótko. Jedna z nich wpadła w górny róg bramki. Naprawdę piękne uderzenie. Także swoje dwa znakomite gole dołożył Wojciech Bachul, który najbardziej wyróżniał się na boisku. Był naprawdę wszędzie – relacjonuje Kamil Kozina, kapitan Błękitnej Gwiazdy. Chwali także Piotra Targosza oraz Tomasza Malika którzy także zagrali bardzo dobry mecz. Zauważa, że w nieco słabszej formie był napastnik Mariusz Czarny, który próbował coś ustrzelić, ale nic nie mogło wpaść. - Miesiąc przerwy lekko wybił go z rytmu. Liczę jednak, że Mariusz w następnym meczu pokaże co potrafi i poprowadzi nas do zwycięstwa. Jest bardzo dobrym i doświadczonym zawodnikiem, dużo wnosi do gry naszego zespołu. Wygraliśmy 7:3, ale nie było lekko. Walka do samego końca się opłacała – puentuje Kamil Kozina. Jego ekipie krwi napsuli Krystian Głuc, który zdobył dwie bramki oraz Krzysztof Kozina, autor jednego trafienia.

 

Granda Kojszówka – Oldboys Sucha Beskidzka 1:7

Przed meczem Karol Dudziak, kapitan Grandy deklarował, że jego ekipa nie boi się utytułowanego przeciwnika, a gra o honor jest tym, co in dobrze wychodzi. – Wyszło przez pierwsze dziesięć minut. Wyszliśmy na prowadzenie po bramce Rafała Bednarza, a co jeszcze ważniejsze, prowadziliśmy grę. Potem po dwóch naszym zdaniem kontrowersyjnych decyzjach arbitra straciliśmy dwie bramki i się posypało. W starciu z tak rutynowaną drużyną ciężko wrócić do meczu gdy się przegrywa. Życzymy jej powodzenia w walce o mistrzostwo – mówi Karol Dudziak.  W szeregach Oldboys ponownie instynktem strzeleckim wykazał się Bartłomiej Łękawa, który w sobotę upolował hat-tricka. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Marcin Banaś, a po razie Janusz Rak i Karol Głuc. - Mecz z Grandą zaczyna się tradycyjnie od gwizdka sędziego, chwila gry od nogi do nogi na rozpoznanie przeciwnika... i przegrywamy 0:1. Później z górki, wyrównanie, potem karny, po którym prowadzimy. Czy niesłuszny? Niech oceniają inni. Chwilę później powinna być kolejna "11", co przyznał nawet faulujący, ale futbol to gra błędów, do których ma prawo także sędzia. Od stanu 2:1 wszystko wraca do normalności, czyli…. kontrolujemy piłkę, a Janusz krzyczy. Rozbijamy ataki Grandy, a Janusz…. krzyczy. Strzelamy kolejne braki, a Janusz, a jakże wciąż krzyczy! Wygrywamy 7:1, a on, że mogło być 27:1. Są rzeczy, które się nie zmieniają. A tak poważnie,  jeszcze dwie trudne przeszkody i może po kilku sezonach Stolarze/Oldboys znowu będą na szczycie. Mam miejsce na kolejny okazały puchar – mówi Marcin Banaś, kapitan Oldboys.

 

Gamba Furiosa Zembrzyce - Monter Kurów 3:3

Po piątkowym, zaległym, pojedynku na szczycie był to kolejny mecz spośród tych, które zdecydują nie tylko o mistrzostwie ligi, ale i podziale miejsc na podium. Jego uczestnicy, przystępując do rywalizacji mieli już na koncie po jednej porażce (Monter poległ z Oldboys, Gamba przegrała z Blok Ekipą), więc ci wiedzieli, że na kolejną nie mogą sobie pozwolić. No i tak bardzo się pilnowali, że w zasadzie wyłączyli się z walki o mistrzostwo ligi, gdyż podzielili się punktami. Większy niedosyt może czuć niewątpliwie Monter. – W piątek nie było Mariusza Spyrki, a w sobotę Pawła Gacha. Gamba była do ogrania. W meczu padło wszak sześć goli, z których pięć to my strzeliliśmy. Tylko, że dwa do własnej bramki. Mało tego, Gamba gola na wagę remisu zdobyła siedem sekund przed końcem meczu. Bramkarz widział piłkę, ruszył do niej, ale ta przeszła po czubku głowy obrońcy i minimalnie, ale jednak zmieniła tor lotu. To wystarczyło. Poza tym trochę zabrakło nam sił. Piątkowy mecz z Oldboys dał nam się we znaki. Może gdybyśmy grali w piątek z kimś innym to z Gambą byśmy sobie poradzili – rozważa Tadeusz Copija, kapitan Montera. W jego zespole bramki zdobyli Andrzej Knapczyk,  Mariusz Spyrka i Szymon Tlałka. Dla dotychczasowego lidera trafił Piotr Bachorczyk, a dwie pozostałe bramki zapisano – jak już wspomniano - na konto piłkarzy z Kurowa. - W ostatnich trzech meczach mieliśmy wielkie problemy kadrowe. Dwóch zawodników ma kontuzje, ktoś na wyjeździe. No i ... największy problem - brak bramkarza. Jego zachowanie po meczu z Blok Ekipą było karygodne. Nie patrząc na werdykt zarządu ligi, uznałem, że można tolerować takiego zachowania i usunąłem go z drużyny. Do meczy przystąpiliśmy w 6 osobowym składzie, z czego jeden z nas bronił – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Nie kryje zaskoczenia, że pomimo takich kłopotów kadrowych, a tym samym niewielu zmienników na ławce jego drużyna prowadziła do przerwy 2:0.- Graliśmy bardzo solidnie w obronie, kryliśmy i szybko kontrowaliśmy przeciwnika. Niestety, w drugiej połowie opadliśmy z sił, ale inaczej być nie mogło.  Jeden zmiennik to stanowczo za mało. Przegrywaliśmy, ale nie złożyliśmy broni i zostaliśmy za to nagrodzeni. Jesteśmy zadowoleni z remisu, ale czujemy, że mogliśmy wygrać ten mecz – komentuje hit kolejki Jakub Nosal.

 

HomeSportALPSALPS. Futsalowa pigułka (20 stycznia)