Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

wtorek, 29 maj 2018 22:28

ALPS. Orlikowa pigułka ( 27 maja)

Bywało już, że kolejki ALPS obfitowały w niespodzianki. Ostatnia była jednak pod tym względem rekordowa. Zaskakujących wyników było bez liku, a może to poziom drużyn się wyrównał? Ale to temat na inny artykuł. Na razie cotygodniowe podsumowanie kolejki.

 

 

I liga:

 

Zawojski.pl Sucha Beskidzka – RKS Huwdu Bieńkówka 3:4

W przedmeczowych zapowiedziach typowaliśmy wygraną suszan, ale dopiero teraz, za co posypujemy głowę popiołem, oświeciło nas, że ci w tej rundzie grają w kratkę. I to dosłownie sobie i kibicom urządzają roller coaster. A, że tydzień temu wygrali, to teraz musiała przyjść porażka. I RKS Bieńkówka wykorzystał prawo serii, choć faktycznie faworytem nie był. Wynik otworzył Dominik Putyra, na 2:1 trafił Bartłomiej Szczepaniak, do remisu doprowadził Michał Rymarczyk, a tuż przed końcowym gwizdkiem gola na wagę trzech punktów zdobył Marcin Banaś. Dla pokonanych dwie bramki zdobył (zawodnik z numerem 5, czyżby RODO ;), a jedną Tomasz Smyrak.

 

Sportowe Świry Juszczyn – Lachy Lachowice 2:8

W tym przypadku sama wygrana Lachów, które miały nóż na gardle nie jest może niespodzianką, ale już rozmiary zwycięstwa zaskakują bo w tej edycji ALPS lachowiczanie zawodzili. Kluczem do sukcesu było równomierne rozłożenie akcentów. Po dwie bramki zdobyli Paweł Pluta, Marcin Uflant i Mirosław Kachel, a po jednej Józef Pochopień i Mariusz Danel. U pokonanych dwa razy na listę strzelców wpisał się Bartłomiej Kuś. - Wreszcie zagraliśmy mecz o jaki mam chodziło. Prowadząc na początku drugiej polowy 5:0 myśleliśmy że już spokojnie wygramy. Chwila rozprężenia kosztowała nas utratę dwóch bramek, ale odrobiliśmy je z nawiązką. Mim, iż nie byliśmy faworytem odnieśliśmy pewne i zasłużone zwycięstwo. Wyniki tej kolejki sprawiają, że liga staje się nieprzewidywalna i nikt nie może być pewny a to mistrzostwa, a to spadku. Tym lepiej dla ligi i kibiców, bo walka będzie zacięta do samego końca – mówi Rafał Ząbek, napastnik Lachów. Pokonani mają o czym myśleć, a w szczególności gdzie znaleźć bramkarza. I to nie dlatego, że posiadany się nie spisał! Pierwszy golkiper wybił bark, a zmiennik złamał palec.

 

Playboys Budzów – AKS Las 3:5

Kolejnym zespołem, który swoim kibicom zrobił niespodziankę in minus są Playboys. Tyle tylko, że AKS Las niczym Lachy rozgrywały jeden z meczów ostatniej szansy. Porażka sprawiłaby bowiem, że znaleźliby się już w prawdziwych tarapatach. Widać tego rodzaju motywacja podziałała i zespół z powiatu żywieckiego zaprezentował się tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu gdy bił się o czołowe lokaty, a nie musiał bać się o zachowanie ligowego bytu. W jego szeregach dublet ustrzelili Piotr Żurek oraz Piotr Bargiel, a jednego gol dorzucił Radosław Pająk. Dla budzowian trafiali Stachnik, Wojciech Zaręba i Nowak.

 

Gamba Furiosa Zembrzyce - ZrobioneZdrewna.pl Juszczyn 0:5

- Przegraliśmy z kretesem, a właściwie przegraliśmy sami ze sobą. Nic nam nie wychodziło tego dnia. Graliśmy źle i bardzo niedokładnie . Cóż porażka boli, ale wiemy, że stać nas na dużo więcej. Trzeba się otrząsnąć i pokazać klasę. Jeszcze udowodnimy co nie co. Jesteśmy na miejscu spadkowym, ale paniki nie ma – mówi Jakub Nosal, kapitan Gamby Furiosy. Katami Szalonych Krewetek okazali się Łukasz Sarna (2), Marcin Jabcoń, Adrian Bury, Damian Barcik.

 

Monter Kurów – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 4:1

Zaplanowana na koniec kolejki potyczka kurowian z suszanami, wbrew wynikowi, okazała się faktycznym hitem tej serii gier i dostarczyła wielkich wrażeń. – Siebie nieskromnie jest chwalić, ale komplementy dotyczą także suszan Niedzielny mecz pokazał, że spotkały się dwie bardzo dobre drużyny – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Podkreśla, że pierwsza połowa choć zakończona remisem była wyrównana, ale ze wskazaniem na Los Asfaltos, których na prowadzenie wyprowadził Paweł Krzeszowiak, a straty odrobił Paweł Gach, który krótko po zmianie stron przychylił szalę zwycięstwa na korzyć kurowian. – Było 2:1, ale wynik cały czas pozostawał sprawą otwartą. Akcje szły w obie strony. Znakomicie jednak bronił Bartek Karlak, a i nasz bramkarz spisywał się bez zarzutu. W końcówce suszanie postawili wszystko na jedną kartę. Otworzyli się, a myśmy to wykorzystali – dodaje Tadeusz Copija.  Na 3:1 podwyższył Łukasz Folęga, a wynik ustalił Paweł gach, kompletując hat-tricka. – Obawiałem się tego meczu. U nas zabrakło Sławka Krupki, Mariusza Gacha i Arka Kachla, a Mariusz Spyrka zagrał tylko w pierwszej połowie. W efekcie po przerwie tylko ja zostałem na zmianę, a rywale mieli dwie pełne piątki w polu i dwóch bramkarzy, choć akurat całe spotkanie bronił tym razem Bartek i co by nie mówić wyciągnął kilka takich piłek, że ręce same składały się do oklasków – odsłania kulisy pojedynku kapitan Montera.

 

II liga:

 

Mucharz Team – Gang Albanii Maków 15:3

Po trzecią z rzędu, a przy tym niezwykle okazałą wygraną sięgnął Mucharz Team, który nie porzucił jeszcze marzeń o awansie do I ligi, choć straty z początku sezonu są spore. -  Brawo dla chłopaków z Makowa za walkę. Mecz był kontrolowany przez nas cały czas. Obrońcy pomylili się tylko trzy razy. Jakbym podsumował nasze niewykorzystane sytuacje, to wynik byłby jeszcze bardziej okazały. Brawo dla naszej drużyny. Była walka. Nie odpuszczaliśmy nawet wtedy gdy  wygrywaliśmy. Coraz bardziej się rozpędzamy i chyba nas już nikt nie zatrzyma – komentuje pojedynek Sławomir Biel, napastnik Mucharz Team, który w niedzielę raz wpisał się na listę strzelców. Podobnie jak Tomasz Siwek. Po dwie bramki zdobyli  Bartłomiej Gajda i Arkadiusz Zembaty, aż cztery Grzegorz Gracjasz, ale królem polowania był Damian Gracjasz, który posłał piłkę do siatki pięć razy. Dla makowian po razie trafili Piotr Głowicki, Kamil Chwała i Antoni Maciaszek

 

 

Bad Boys Stryszawa – Erdol Budzów 4:7

Choć pierwszy gwiazdek zabrzmiał o 10.00 to z nieba lał się już żar, a zawodnicy obu ekip czuli się jakby grali nie na Orliku w Białce, ale w piekle. - Na szczęście obie drużyny miały rezerwę więc można było sobie pozwolić na chwilę oddechu. Mecz od samego początku był wyrównany, cios za cios. 1-0, 1-1, 2-1. I tak dalej. Wiedzieliśmy że główną bronią Bad Boys był M. Bienias i naszym głównym założeniem w obronie było podwojenie tego zawodnika. Udało się... no prawie udało się nam zminimalizować zagrożenie z jego strony – opowiada o meczu jeden z zawodników Erdolu. Dodaje, że mecz był ciągle „napięty”. - Nawet gdy udało się nam wypracować trzybramkową przewagę wiedzieliśmy, że nie możemy odpuścić choć na moment. Podsumowując cały mecz można powiedzieć, że był dla nas trudny, ale udało się nam zainkasować 3 pkt. Pierwsze skrzypce oczywiście w naszej drużynie grali strzelcy, ale brawa również należą się Staszkowi! Życzę powodzenia drużynie Bad Boys w kolejnych meczach – puentuje. W jego drużynie hat-trickami popisali się Mateusz Mirocha i Józef Pawlica, a gola dorzucił jeszcze Marek Pawlica. U pokonanych dwa razy urwał się najgroźniejszy strzelec -  Mateusz Bienias, a po razie budzowianie nie upilnowali Wojciecha Ogarka i Grzegorza Głuszka.

 

Rafkop Grzechynia – FC Fikoł Skawica 7:5

- Kolejne wygrane sprawiły, że rywale zaczęli się nie tylko z nami liczyć, ale i mobilizować na pojedynki z nami. Mecz z Fikołem to potwierdził. Skawiczanie wysoko zawiesili nam poprzeczkę. Prowadziliśmy 2:1, by za chwilę przegrywać 2:3. Potem opanowaliśmy sytuację i udało się wygrać i fajnie. Czy idziemy na awans. Nie chcę o tym mówić. Skupiamy się na kolejnym meczu – mówi jeden z kluczowych zawodników Rafkopu.  Jego słowa tylko po części potwierdza Mateusz Matyja. -  Wiedzieliśmy, że Rafkop  jest faworytem tego meczu, ale udało się nam zebrać mocna ekipę na ten mecz, a to rzadko nam się zdarza. Zaczęliśmy lepiej bo szybko prowadziliśmy 1:0. Potem mieliśmy słabszy momenty meczu i do przerwy 3:3. Na 10 minut przed końcem prowadziliśmy 5-3, żeby przegrać 7-5... Szkoda. Powinniśmy pograć więcej piłką, a poszliśmy do przodu. Chcieliśmy dobić rywala i zemściło się to na nas. Drużynie przeciwnej życzę powodzenia w następnych spotkaniach – opisuje spotkanie Mateusz Matyja, kapitan FC Fikoł, a zarazem strzelec jednej z bramek. Jedną zdobył także  Tomasz Pacyga, a trzy Dariusz Giertuga. Rafkop do wygranej poprowadził Krzysztof Kozina, którego nazwisko cztery razy znalazło się w protokole, a ponadto trafili Krzysztof Sałapatek, Andrzej Malczewski i jak zwykle ostatnio Andrzej Szafraniec, który już w sobotę był na meczu w Białce. Widać podpatrując piłkarzy Tempa, który 3:0 pokonali Niwę Nowa Wieś solidnie się zainspirował. Nie ukrywał zresztą, że już cieszy się na niedzielny mecz z Fikołem.

 

Beton2 Sucha – Błękitna Gwiazda Białka 10:4

Po spadku do II ligi na dobre, jak się wydaje, otrząsnął się Beton2. - Po dwóch sromotnych porażkach wróciliśmy na właściwe tory. Błędy popełniane w poprzednich spotkaniach zostają z meczu na mecz coraz bardziej neutralizowane. Cieszy nas powrót do składu Michała Czaickiego, który pauzował przez 5 spotkań i ma na koncie siedem trafień po dwóch meczach  Rywale dawali nam dużą swobodę w przodzie i mogliśmy narzucić swój styl gry. Możemy sobie tylko pluć w brodę, że straciliśmy aż cztery bramki, a już w szczególności sposób w jaki rywale nam je strzelali. Wszystkie wynikały z naszych błędów – zauważa Mateusz Fronczak, kapitan Beton2. Sam gola nie zdobył, ale w jego drużynie miał kto je zdobywać. Poza Michałem Czaickim, który popisał się czterema bramkami pozostali partnerzy solidarnie podzielili się okazałą zdobyczą. W pomeczowym raporcie zapisali się Paweł Śladewski, Mateusz Gracjasz , Jakub Lupa, Konrad Nikiel, Szymon Fortuna i Mateusz Bubiak. U białczan wyróżnił się Marcin Rzeszótko, kompletując hat-tricka oraz Mateusz Czarny.

 

Black Shadows Zawoja – The Reds Budzów 10:2

- Nareszcie. Pierwsze zwycięstwo. Wreszcie maszyna wskakuje na odpowiednie tryby. Z The Reds był twardy mecz, ale tego się spodziewaliśmy. Szkoda czerwonej kartki dla naszego czołowego zawodnika, ale emocje w tym meczu momentami były górą. Dziękuje drużynie i oby tak dalej – krótko, acz wyczerpująco skomentował pojedynek Łukasz  Dudziak, kapitan Black Shadows, który podobnie jak Paweł Janik zakończył mecz z czterema bramkami na koncie. Pozostałe zdobyli Mikołaj Celak i Konrad Pieróg. Dla The Reds trafili Sebastian Koźlik i Karol Polak. Meczu nie dokończyli natomiast Hubert Kowaliczek (Black Shadows) i Krzysztof Piątek (The Reds), którzy ujrzeli czerwone kartoniki.

 

Granda Kojszówka – Relax Białka 4:4

Przed tygodniem piłkarze Grandy odgrażali się, że Relax musi się ich bać, no i nie rzucali słów na wiatr. Z drugiej strony nieco pomogło im szczęście, tzw. koleje losu. Cześć ekipy z Białki dzień wcześniej bawiła na weselu i w niedzielę była nieobecna, a ci którym udało się dotrzeć na pewno odczuwali trudy nocnej zabawy. – Niewątpliwie Relax to najlepszy zespół z jakim graliśmy w lidze. Widać, że zawodnicy mają doświadczenie z zielonej murawy. Na pewno kulturą gry nas przewyższali. Niemniej niewiele zabrakło abyśmy sprawili prawdziwą sensację. Wysłaliśmy przeciwnikom jasny sygnał, że muszą się z nami liczyć – mówi Jarosław Folwarski, pomocnik Grandy. Dla jego zespołu bramki zdobyli  Jakub Stanek (2), Jarosław Folwarski i Łukasz Nogawka, a dla Relaxu Dawid Dyrcz, Michał Marek i Wojciech Polak, a czwartą kojszowianie strzelili sobie sami. 

 

HomeSportALPSALPS. Orlikowa pigułka ( 27 maja)