Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Wydrukuj tę stronę
sobota, 22 grudzień 2018 14:28

Dziewczyny grają i chcą grać w piłkę. Pytanie, gdzie i jak to mają zrobić?

Coraz więcej dziewczyn, nawet kilkuletnich, zaczyna próbować swoich sił w piłce nożnej. Można to zaobserwować i w naszym powiecie. Wzorów do naśladowania dziewczyny marząca o grze "wyżej" z naszego podwórka mają przynajmniej trzy. Trzy jak trzy mieszkanki naszego powiatu, które mimo że przecież dalekie są od piłkarskiej emerytury, to już w tak młodym wieku udało się im wystąpić czy to w ekstraklasie (Aleksandra Nieciąg, Oliwia Skowron) czy to w reprezentacji Polski (Nieciąg, Klaudia Maciążka). Cała trójka wciąż przecież gra. Problemem może być tylko to, że w naszym powiecie próżno szukać klubu piłkarskiego z sekcją piłki nożnej. Ale czy to do końca źle?

POCZĄTEK Z CHŁOPAKAMI CZY NIEKONIECZNIE?

- Myślałam o tym, żeby zacząć trenować piłkę nożną już wcześniej, ale dopiero pojawienie się Oli Nieciąg na treningach naszego lekkoatletycznego klubu ze Stryszawy spowodowało, że się przełamałam i postanowiłam zgłosić się do Mitechu - mówi zawodniczka ekstraklasowego Mitechu Żywiec, Oliwia Skowron.

Droga do treningów w klubie dla Aleksandry Nieciąg i Klaudii Maciążki była już nieco inna. W rolach głównych wystąpili tatusiowie.

 - Moja kariera piłkarska zaczęła się dzięki mojemu tacie, który zaprowadził mnie na trening chłopców w Makowie Podhalańskim. Na początku odczuwałam ogromny dyskomfort przez różnicę płci oraz warunki fizyczne, lecz z czasem nabierałam pewności siebie która procentowała w meczach. Wiele razy zdarzały mi się sytuacje, kiedy chłopcy z przeciwnych drużyn śmiali się że gram w piłkę. Kiedy ich kiwałam bądź założyłam siatkę zazwyczaj później mieli do mnie ogromny szacunek - mówi Ola Nieciąg.

Trenerem Oli Nieciąg w Halniaku był Maciej Melzer. - Ola zaczęła trenować w Halniaku w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Widać było, że ma smykałkę do gry. Rok później zaczęła grać, a w piątej klasie stała się już rozpoznawalna. Na początku była sensacją, wzbudzała uśmiechy na twarzach. Dochodziło do takich sytuacji, że kiedy przyjeżdżaliśmy na mecz do dowolnej miejscowości, to pierwsze pytania jakie słyszeliśmy to takie, czy Ola dziś będzie grać. W szóstej klasie była kapitanem drużyny - mówi Maciej Melzer.

Przez pewien czas atak drużyny Halniaka tworzyły dwie dziewczyny - Nieciąg oraz Magdalena Howińska (była nominowana w naszym plebiscycie jako Sportowa Nadzieja Powiatu Suskiego 2013, młodzieżowa mistrzyni Polski w futsalu U-16. brązowa medalistka halowych MP juniorek – w tym turnieju była najlepszą strzelczynią, aktualnie gra w Prądniczance Kraków). - Magda pochodzi z Dolnego Makowa i ma piłkę we krwi. Pamiętam, że trafiła do kadry Małopolski, której trenerem był Andrzej Żądło. Po konsultacjach przychodzi i mówi, że leci do Portugalii - dodaje Melzer.

Nie nie obawiałam się grać z chłopakami w drużynie. Było kilka spotkań w których mnie lekceważyli, ale po kilku moich kontaktach z piłką już tak nie było. Miałam kilka takich zwątpień czy to ma sens. Ale mój tata mnie bardzo namawiał i bardzo motywował - mówi tymczasem Klaudia Maciążka o początkach gry w Jordanie Jordanów. 

Wcześniej grałam z kolegami na podwórku. Postawił na mnie trener Marek Hodana. To on wprowadził mnie do drużyny, uczył rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia - przyznaje Maciążka i dodaje: - Zawodnicy z Jordanowa początkowo niechętnie podchodzi do obecności dziewczyny w drużynie. Wszyscy na początku mówili, ale jak to z dziewczyną mamy grać (śmiech). Trener zawsze załatwiał mi osobną szatnię. Kiedy już zaczęłam grać z w Jordanie to okazało się, że chłopcy boją się mnie. Mówili, że jestem za dobra i uciekali z treningów (śmiech). W końcu się zaprzyjaźniliśmy i mogłam spokojnie grać dalej.

- Chłopcy chętnie z nią grali. Umiejętności, które posiadała sprawiły, że mogła z nimi rywalizować. Na początku Klaudia miała braki techniczne, które nadrabiała ambicją i pracowitością  - przyznaje Hodana.

GDZIE?

W 2010 roku powstał klub UKS Delta Jordanów. - Zrobiłem ankietę wśród uczniów dotyczącą tego, jaką dyscyplinę sportu chcieliby uprawiać. Dużo głosów padło właśnie na piłkę nożną dziewcząt. Osiem lat temu i wcześniej piłka nożna była zarezerwowana głównie dla chłopców, a tu nie będę ukrywał, spotkało mnie zaskoczenie. Od tamtego czasu co roku ogłaszam nabór do sekcji piłki nożnej. Aktualnie trenuje 14 dziewczynek z klas 5,6 i 7 - mówi Piotr Firek.

Delta Jordanów nie ma ambicji, żeby zacząć robić ligową piłkę w Jordanowie. Filozofia klubu jest inna. - Propagujemy sport, ale do niczego nie zmuszamy. Do założenia drużyny ligowej, całej sekcji, potrzeba by było o wiele więcej dziewczyn. Jeżeli któraś uznaje, że Delta to za mało, proponuję obrać kurs na Myślenice, gdzie mieści się klub Respekt. Dojazd z Jordanowa do Myślenic jest dobry. W taki sposób zaczęły pojawiać się tam i nasze zawodniczki - dodaje.

W Respekcie trenuje Klaudia Rypel, która w 2017 roku do spółki m.in. z inną zawodniczką rodem z Delty - Magdalena Dochnak została brązową medalistką Polski w futsalu U-16. 

- Bawimy się w piłkę nożną, startujemy w zawodach powiatowych, albo sami organizujemy turnieje. W tym roku np. po raz piąty zorganizowaliśmy zawody Mikołajkowe, w których udział wzięły żeńskie drużyny z Białki oraz z Sidziny - mówi Piotr Firek.

Zawody powiatowe, czyli pokaz nie tyle siły, co potencjału naszej piłki nożnej w żeńskim wydaniu, to swego rodzaju okno wystawowe dla dziewczyn kopiących piłkę. Od roku szkolnego 2014/2015 w halową piłkę nożną grają dziewczyny z klas 4-6 oraz gimnazjów. Obecnie w każdym roku szkolnym we wszystkich kategoriach wiekowych (od podstawówki do szkół średnich) dziewczyny mają szansę grać zarówno w hali jak i na orliku w piłkę nożną. Najświeższe sukcesy? Drużyna dziewcząt z SP Juszczyn w tym roku wygrała półfinał wojewódzki (z mistrzyniami powiatów limanowskiego, myślenickiego i tatrzańskiego), a w zawodach wojewódzkich zajęła miejsce czwarte.

- Podczas zawodów szkolnych, gdy widzę tak wiele drużyn z dziewczynami, to pojawia się taki żal, że jednak nie mamy w powiecie żadnej żeńskiej piłkarskiej drużyny. Utarło się, że dla dziewczynek jest pływanie czy balet - mówi Maciej Melzer.

W 2015 roku w Zawoi odbywał się projekt "Dziewczyny pod Babią górą też grają w sokkera", w wyniku którego przez kilka miesięcy na orliku w Zawoi trenowały dziewczynki. Wydawało się, że to doskonały zalążek do tego, żeby spróbować założyć sekcję piłkarską. - Po tym projekcie zawodniczki z tygodnia na tydzień zaczęły się wykruszać i ostatecznie zostało ich pięć - to za mało. Myśleliśmy nad tym, żeby reaktywować sekcję żeńską, ale okazało się, że wiele zawodniczek trenuje też u nas siatkówkę. One się nie rozdwoją. Wiem, że na projekt w 2015 roku, który prowadził pan Krzysztof Jordanek przyjeżdżały zawodniczki z innych miejscowości, ale ogólnie położenie geograficzne Zawoi nie jest sprzyjające dla zawodniczek, a bardziej mówimy o przyjazdach na treningi popołudniami - mówi prezes BCS Zawoja, Łukasz Stopka.

Światełkiem w tunelu może okazać się nowy projekt, który ruszył w zawojskim klubie. - Nazywa się on "Babiogórskie Przedszkole Piłkarskie" i jest skierowany do 5-6 latków. Biorą w nich udział zarówno dziewczynki, jak i chłopcy. Jeżeli w jego wyniku będziemy mieli grupę dziewcząt liczącą co najmniej 12 osób, to nie wykluczam, że na ich bazie powstanie piłkarska sekcja żeńska - dodaje Stopka.

MENTALNOŚĆ KLUCZEM?

- Mój tata grał w piłkę, wujek też i sama chciałam tego spróbować. Zaczęłam trenować i tak trafiłam do Babiej Góry Sucha Beskidzka. Bardzo lubię piłkę nożną i chciałabym grać jak najwięcej. W domu staram się trenować - uczę się min. kapkować i mój obecny rekord to 34. Ulubione kluby? Real Madryt, FC Barcelona i Juventus Turyn - chwila rozmowy z Nikolą Madejczyk, uczennicą czwartej klasy SP1 Sucha Beskidzka i zobaczenie w jej oku tego "błysku", gdy z przejęciem opowiada o piłce wystarcza, żeby się utwierdzić, że obojętnie co się wydarzy w przyszłości, piłka nożna będzie jej ulubionym sportem (albo jednym z nich, kto wie, co przyszłość przyniesie). Nikola teraz próbuje swoich sił w AP Wisła Brzeźnica, czyli kolejnym z klubów, który zasilają dziewczyny z naszego powiatu. Spotka tam m.in. Natalię Skrok, która do tej pory trenowała w Budzowie u Janusza Sasuły czy Paulinę Guzik (kadra Małopolski), która mimo tego, że trenuje w Wiśle, to i pojawia się na treningach Naroża Juszczyn.

- Piłka nożna wcale nie musi być tylko dla chłopców. Co prawda z przeszłości pamiętam tylko jedną zawodniczkę, którą trenowałem jeszcze w Garbarzu Zembrzyce, a która potem odeszła do Górala Żywiec, Lucynę Kuligowską, to jednak teraz sytuacja się zmienia. Może nie bezpośrednio u mnie (śmiech), ale tak jest. Pojawiam się na wielu turniejach i widzę wiele dziewcząt grających w piłkę nożną z chłopakami. Jeżeli ktoś posiada cechy taki jak nieustępliwość, ambicja, pewność siebie to może i rywalizować z lepszymi od siebie - mówi Janusz Sasuła. - Bardzo miło wspominam Kingę Pawlicę (w tym roku została powołana do reprezentacji Polski U-15), która również była w Strzelcu Budzów. Miała charakter i wszystkie te cechy, które powinien mieć piłkarz.

Przenieśmy się w nieco inny rejon powiatu, mianowicie do Lachowic. Tam w piłkę gra i trenuje Julia Żydek, kolejna uzdolniona piłkarsko zawodniczka rodem z naszego powiatu. - Julia nie miała odwagi, żeby zacząć trenować. Trochę trwało, zanim się na to zdecydowała. Jest bardzo lubiana, piłkarsko cały czas się rozwija. Występuje w Lachach w trampkarzach oraz młodzikach - mówi Michał Chorąży. - Wiadomo, że psychika dziewczyn i chłopców jest inna. Z biegiem lat to jeszcze bardziej staje się to widoczne - dodaje trener w klubie z Lachowic i podaje przykład jednej dziewczynki z Krzeszowa. - Była bardzo dobra, miała niesamowity talent. Pytały o nią różne kluby, ale ona z dnia na dzień zrezygnowała z piłki nożnej. Niedawno z nią rozmawiałem i mówiłem, że jeżeli chce, to w każdej chwili może wrócić. Nie chce - dodaje.

CZAS

Wszystko wygląda ładnie i pięknie, jeżeli zobaczymy na samą sportową stronę - gram i trenuję, strzelam gole itd. Do tego dochodzą jeszcze już te mniej miłe, bardziej wymagające sprawy organizacyjno-logistyczne, z którymi muszą się zmierzyć zawodniczki oraz ich opiekunowie. Tym razem na tapetę bierzemy jeszcze inną z zawodniczek - 13-letnią Annę Świerkosz z Suchej Beskidzkiej, która trenuje w Mitechu Żywiec (m.in. z pochodzącą z Juszczyna Natalią Bogacz). - Trzy razy w tygodniu jeździmy na treningi - mówi tata Ani, Mirosław Świerkosz. - Do tego dochodzą mecze, czas spędzony na miejscu w Żywcu. Ania lubi piłkę nożną, trenuje, chce to robić, i dopóki tak jest - to jej to umożliwiam. Nie na siłę. Bardzo zżyła się z koleżankami, tworzą zgraną paczkę - dodaje.

Jedni wybrali zatem Żywiec, inni Brzeźnicę, kolejni Myślenice czy Kraków. Albo jeszcze i Rekord Bielsko-Biała, gdzie gra i trenuje Martyna Cygan. - Julia Żydek miała propozycję z Wisły Brzeźnica, ale uznaliśmy, że szkoda czasu na dojazdy. Julia rozwija się w Lachach. Pozostało jej jeszcze 1,5 roku nauki w Lachowicach, a potem zapewne obierze kurs na Kraków czy Żywiec - mówi Michał Chorąży.

TRENOWAĆ DRUŻYNĘ DZIEWCZĄT...

- Hm... Powiem tak, że są młodsi trenerzy ode mnie. Nie zapisuję się na to (śmiech) - mówi Janusz Sasuła.

Doświadczenie w pracy z żeńską drużyną miał Maciej Melzer, który pod koniec studiów był asystentem trenera żeńskiej reprezentacji kobiet. - Nie bałbym się takiego zadania, ale wiem, że taka sytuacja nie zaistnieje - przyznaje Melzer.

Całkiem niedawno propozycję objęcia I-ligowych Rysów Bukowina Tatrzańska miał Jakub Jeziorski (trener Jordana Jordanów), ale nie zdecydował się jej przyjąć. - Co zadecydowało? I czas, bo to są trzy treningi plus daleki wyjazd, ale też i finanse. Na pewno nie miałbym obaw, żeby trenować drużynę żeńską. Widzę i obserwuję, że jest to dyscyplina, która teraz budzi coraz większe zainteresowanie, a najlepszym przykładem na to jest to, że moja córka gra i trenuje w Jordanie - wyjaśnia Jeziorski.

Zdecydowanie na tak w tym temacie jest Jarosław Gąstała. - Kilka lat temu miałem zamiar zgłosić do rozgrywek dziewczyny. Nie udało się z różnych względów, a takie zawodniczki jak Gabriela Pieczara czy Kamila Mirocha obrały kurs na Kraków. Widzę jednak, że kobieca piłka nożna zrobiła w ostatnich 10 latach ogromny postęp. Najlepszym ośrodkiem do założenia takiej sekcji byłaby Sucha Beskidzka. Dojazd do niej z większości miejscowości w powiecie busem jest możliwy. Samemu trudno jest taką drużynę zorganizować, potrzebni są inni zapaleńcy. Nawet w Bieńkówce mam teraz trzy dziewczynki, które trenują, grają w meczach. Cóż jednak z tego, skoro od juniora młodszego dziewczyny nie mogą już występować w lidze? Trenowanie dziewczyn uważam za ciekawszym zajęciem niż chłopców. Każdy chłopak uważa, że jest piłkarzem i wszystko umie, wie najlepiej. Dziewczyny za to piłkę nożną i wszystko co jest z nią związane traktują jako nowinkę. Przykładają się do tego. Jeżeli stworzyłoby się drużynę z dziewczynek z klas 5-6, to ich postępy byłyby bardzo szybko zauważalne - mówi Gąstała.

asdasdasdasdas