Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sucha Beskidzka, Powiat Suski, Maków Podhalański, Jordanów, Zembrzyce, Stryszawa, Budzów, Bystra Sidzina, Zawoja - Sucha24 Twój Portal Lokalny
środa, 22 kwiecień 2020 23:06

Przełomowe lata w Gromie Grzechynia

Czas na kolejną podróż do przeszłości. Przez ostatnie dni przeprowadziłem wiele rozmów z prezesem, zawodnikami i trenerami Gromu Grzechynia. Ten niewielki klub przez wiele lat borykał się z różnymi problemami, dość powiedzieć, że przez 48 lat nie miał swojego boiska. Swoje mecze – podczas tej wieloletniej tułaczki - rozgrywał w przeróżnych miejscach. Do legendy przeszły potyczki na boisku nad Skawą, gdzie w trakcie meczu przez boisko próbowały przedzierać się crossy. Szatnie z łazienkami, prysznicami, które dzisiaj są standardem, wtedy były jedynie mglistym pragnieniem. Od 2011 zespół gra u siebie, na nowym stadionie. O murawę dba, jak nikt inny, pan Stanisław Mędrala. Jeden z zawodników powtarza, że trawa jest tak dobra, że aż chce się wywracać. Pan prezes Eugeniusz Surmiak od dwudziestu lat stara się, aby w klubie niczego nie brakowało. Pokazujemy państwu ludzi, którzy nie są głównymi aktorami piłkarskich spotkań, nie strzelają bramek, nie notują asyst, nie bronią rzutów karnych, nie widać ich na pierwszy rzut oka, ale wykonują cichą, tytaniczną, często niedocenianą, pracę. Wiecie, że w Gromie kilka meczów rozegrał zawodnik, który w przeszłości grał z Kamilem Glikiem, wtedy bramkarzem i innymi znanymi zawodnikami, jak Szymon Matuszek, Krzysztof Król, Łukasz Trałka czy Kamil Wilczek? Wiecie, że duet napastników Piotr Surmiak - Tomek Czubin w jednym sezonie – licząc z pucharami - strzelił ponad 60 bramek? Zapraszam!


Tułaczka

Historię zaczniemy od pana prezesa Eugeniusza Surmiaka, który miał pomóc na chwilę, a ta trwa już dwadzieścia lat i na pewno jeszcze potrwa. - Związany z klubem jestem od 5 klasy szkoły podstawowej. Całe życie tylko Grom. Przez lata grałem, a później zająłem się sprawami organizacyjnymi. W 1998 zostałem wiceprezesem, prezesem był wówczas Józef Kudzia, który ustępował w 2000 roku. Wiele osób chciało bym wziął to na siebie, ale ja nie byłem przekonany. Miałem wiele obowiązków, m.in. sklep czy gospodarstwo, i ledwo starczało mi czasu na codzienne obowiązki. Ostatecznie przystałem na opcję, że wyprowadzę klub, załatwimy osobowość prawną. Miało być na chwilę, a prezesuję już dwadzieścia lat. Przez 48 lat byliśmy „tułaczami”. Nie mieliśmy swojego boiska. Grywaliśmy w różnych miejscach, gościliśmy przez te lata na boiskach w Makowie, Tarnawie, Zembrzycach, Zawoi czy Juszczynie. Przez jakiś czas graliśmy nad Skawą, na „boisku Grzechyńskim”. Warunki były trudne. Rywale przyjeżdżali, śmiali się i robili zdjęcia. Z czasem było coraz gorzej. Boisko ucierpiało najpierw z powodu quadów, potem crossów i na koniec dzików. Dodamy do tego śmieci, najwyraźniej komuś nie pasowaliśmy, to wyjdzie wniosek, że nie dało się tam dłużej grać. Ostatni okres przed własnym boiskiem rozegraliśmy w Juszczynie. Z byciem prezesem wiąże się sporo obowiązków. Prowadzę gospodarstwo i czasami trzeba było przerwać pracę w środku dnia, by szybko się umyć, przebrać i jechać na zebranie podokręgu. Sąsiedzi mówili – Gieniowi się traktor zepsuł, bo zjeżdża z pola! A ja musiałem lecieć do Wadowic. Rodzina też bardzo pomaga, wraz z żoną i synami dobrze się uzupełniamy – powiedział prezes Eugeniusz Surmiak, który za swoją pracę uzyskał już wiele nagród, między innymi tytuł "Najpopularniejszego Działacza roku", przyznawany przez portal sucha24.pl. (pamięć odnośnie tego wyróżnienia można sobie odświeżyć klikając TUTAJ - to był 2013 rok).

Boisko nad Skawą

Zawodnicy też mają wiele anegdot związany z grą nad Skawą, podczas dyskusji co rusz przypominają sobie coraz to bardziej absurdalne sytuacje, to boisko naprawdę jest legendarne. - Jestem wychowankiem Gromu, gram już od dwudziestu lat. Pamiętam, że w juniorach mieliśmy dobrą pakę i laliśmy wszystkich. W zespole był między innymi kapitan Paweł Surmiak. Prezes często na mecze przywoził dwóch młodszych synów - Piotra i Marcina. Jak zakładali spodenki klubowe, to nie było im widać butów (śmiech). Z trenerami było różnie, jak nikogo nie było na tym stanowisku, to pieczę nad drużynami sprawował prezes. Z boiskiem nad Skawą wiąże się wiele anegdot. Podczas rozgrzewki wykonując skłony każdy brał kamienie i wyrzucał poza linię. A i tak po meczach trzeba było je wyciągać z kolan. Szatnie również były prowizoryczne. Pamiętam lipy, które potem wycięto i zostały pnie. Tam zostawialiśmy swoje rzeczy, albo w samochodzie prezesa. Po meczu wskakiwaliśmy do Skawy (śmiech). Wielokrotnie podczas meczu przez boisko chciał przejechać motor czy przedzierali się spacerowicze z psami. Raz taki pies się zerwał i wpadł na plac gry. A ile bramek nie padło, bo piłka wylatywała z bramki, bo był taki "przechył"! Nie wiem, czy opowiadać, ale w dawnych czasach, jeszcze C klasa, podczas jednego z meczów kolega siedział na ławce i założył się, że wejdzie, strzeli bramkę, zdejmie spodenki i pokaże tyłek sędziemu. Wszedł, po minucie znalazł się w dobrej sytuacji, strzelił w kierunku bramki, a piłka po rękach bramkarza wylądowała w sieci. Patrzymy z niedowierzaniem, a on faktycznie to zrobił! (śmiech). Sędzia błyskawicznie wyciągnął czerwoną kartkę i się chłop nie "nagrał" – mówił Grzegorz Ceremuga, popularny "Ara", któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, jak nikt potrafi zadbać o atmosferę.

Piotrek Surmiak, syn prezesa, najlepszy strzelec drużyny w ostatnich latach, wspomina swoje początki. - Gram od 5 czy 6 klasy szkoły podstawowej, czyli od bardzo dawna. Sezon 2002/2003 zaczynałem w trampkarzach, bo młodziki jeszcze wtedy nie istniały w naszym klubie. Początki? Jeśli chodzi o grę, to wiadomo ogrywanie się w trampkarzach, juniorach, tak jak pozostali moi bracia Michał, Paweł i Marcin. Jak wiadomo bardzo długo klub nie miał własnego boiska. Graliśmy na sławnym "Grzechyńskim". Warunki do gry i rozwoju swoich umiejętności były bardzo ciężkie. Piłka odbijała się, jak przy grze w ping-ponga, plus małe ilości trawy, kamienie, wszechobecne "kępki" i brak szatni. Zrobić składną akcję czy oddać czysty strzał na tym boisku, to było coś. Mimo tego boisko było naszym atutem. W mocnej, jak na tamte czasy lidze okręgowej juniorów wygrywaliśmy wysoko mecze z takimi drużynami jak Beskid Andrychów czy Kalwarianka. Przeciwnik nie umiał grać na takiej nawierzchni. Teraz już rozumiem, jak czuli się nasi rywale w tamtych czasach i dlaczego robili zdjęcia boisku zaraz po przyjeździe. Po jakimś czasie boisko zostało niedopuszczone do gry przez Podokręg Piłki Nożnej w Wadowicach i musieliśmy wypożyczać boiska od ościennych klubów, czyli praktycznie każdy mecz był dla nas wyjazdem. W sumie to nie dziwię się tej decyzji, bo po tym jak boisko zryły dzikie świnie (na serio), to nawierzchnia była w katastrofalnym stanie. Bardzo często bolały stawy czy niektórzy mieli kontuzje od gry na takich paskudnych nierównościach. Kawał historii - pozostały wspomnienia. Było minęło – podsumował. 

Swoje wnioski ma też Łukasz Krupczak, który odniósł się do różnic pomiędzy obecnym boiskiem, a tym nad Skawą. - Różnica, jak między starym Maluchem a nowym Volkswagenem. Gra na “Grzechyńskim” to była najczęściej masakra. Mało trawy, a jak już to kępki, które tylko podbijały piłkę, kamienie... Nie było tam mowy o jakiejkolwiek grze kombinacyjnej. Wiele drużyn śmiało się z nas czy miało pretensje co do stanu boiska, ale to przecież nie była nasza wina. I tak robiliśmy co w naszej mocy, żeby dało się grać. Działacze przychodzili przed meczem z grabkami, żeby wyrównać dziury wyryte przez dzikie świnie! Ale przeżycia związane ze starym boiskiem miały też swoje plusy. Teraz, gdy mamy ładne boisko potrafimy je uszanować, wielu ludzi stara się pomagać w utrzymaniu stadionu. Położenie nowego boiska blisko centrum wsi powoduje też, że dużo więcej kibiców przychodzi na mecze, co mnie bardzo cieszy – mówił Łukasz.

Nowe życie

Łukasz Krupczak gra w Gromie do dzisiaj. Jak wspomina swoje początki? - Gdy zacząłem studia w Krakowie, cały czas byłem zawodnikiem Halniaka, jednak nie miałem czasu na treningi, więc o regularnej grze nie było mowy. W Grzechyni, grało wielu moich kolegów, chodziłem na ich mecze. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Paweł Surmiak z propozycją, czy nie chciałbym zagrać. Grzechynia grała wtedy w C klasie i nie mieli treningów, więc moja nieobecność na nich nie była problemem (śmiech). Po kilku dniach przemyśleń - zgodziłem się, po załatwieniu formalności między klubami, stałem się zawodnikiem Gromu, czego nie żałuję. Pamiętam pierwszy mecz... Graliśmy z Cedronem Brody II na wyjeździe, ale w ich teamie grało pół składu z pierwszej drużyny, która występowała w okręgówce. Przegraliśmy chyba 1:8. Jedynym pocieszeniem dla mnie było to, że strzeliłem bramkę po ładnej akcji. Pamiętam, że Paweł mówił mi, że był pewny, że po tym meczu już więcej nie zagram w Gromie (śmiech). Na szczęście, w kolejnych meczach było już dużo lepiej. Koledzy z drużyny miło mnie przyjęli, traktowali jak “swojego” mimo, że przyszedłem z drużyny lokalnego rywala. Trochę dłużej zajęło to niektórym kibicom, żeby się do mnie przyzwyczaili... W pierwszych sezonach graliśmy dobrze, jednak do awansu zawsze brakowało kilku punktów, straconych w meczach z dużo słabszymi rywalami. Często brakowało nam składu. Były mecze, gdzie brakowało nominalnego bramkarza, albo trzeba było “werbować” jakiegoś kibica z trybun, bo nie było nas 11 (śmiech). Wreszcie w sezonie 2010/11, gdy drużyna była już dobrze zgrana udało się wyjść z C-klasy – wspomina w archiwalnym wywiadzie Łukasz.

Po awansie szeregi drużyny zasilił Sebastian Krupczak, który strzegł bramki przez ładnych kilka lat. - Do Gromu przyszedłem, kiedy zespół awansował do B klasy. W miedzy czasie grałem jeszcze w ALPS-ie - drużyna nazywała się - Trójmiasto. Pamiętam, że odszedł wtedy Adam Pająk do Stryszawy i Grom potrzebował bramkarza, sam miałem wielką ochotę wrócić na "prawdziwe boisko ". Pierwszy mecz ligowy zagrałem z Watrą, wspominam go bardzo dobrze, bo wygraliśmy 4:0. Muszę jeszcze wspomnieć, że do gry w Gromie namówił mnie Michał Cygan. Zaproponował, żebym przyszedł na sparing. Po nim, prezes Surmiak wysunął propozycję - bym zagrał w Gromie. A ja się zgodziłem – powiedział Sebastian Krupczak. 

Przełom

Prezes Surmiak poza sprawami organizacyjnymi często był też trenerem. - Przez ponad dziesięć lat jeździłem na mecze z trampkarzami, juniorami i seniorami. Można powiedzieć, że byłem i prezesem i trenerem. Młodzież grała w mocnych ligach okręgowych, naszymi rywalami były takie zespoły, jak Hejnał Kety, Niwa Nowa Wieś, Kalwarianka, Halniak, Skawa czy Beskid. Niejednokrotnie było tak, że jechaliśmy na wyjazd w sobotę, jeden zespół grał o 10, drugi o 12, a dopiero potem wracaliśmy do domu. A w niedzielę kolejne mecze. W klubie pracowali też dłużej lub krócej Krzysztof Sarnicki, Marcin Wnętrzak, Stanisław Suwaj i Grzegorz Kramarz. W 2009/2010 zajęliśmy ex au quo pierwsze miejsce w lidze, ale bilansem bramek przegraliśmy awans z Amatorem Babica. Sezon później awansowaliśmy już pewnie z pierwszego miejsca, wraz z Chełmem Stryszów. Sprawa z boiskiem ciągnęła się 11 lat. Wszystko rodziło się w bólach. Gmina pomogła, pomogli miejscowi ludzie dobrego serca, m.in. ksiądz Natanek, a przetarg wygrała firma "INŻ-BUD" Wojciech Pieróg. Z Wojtkiem graliśmy razem w piłkę i muszę powiedzieć, że bez niego nie dalibyśmy rady, wielki szacunek. Niesamowicie nam pomógł. Wizytowali nas wtedy ludzie z Krakowa, z Wadowic. Pierwotnie, według projektu, boisko było o wiele za małe. Obecnie ma wymiary 90 na 50 i niestety w tym momencie nie spełnia już standardów A klasy. Mamy jeszcze sporo do zrobienia i powoli będziemy to robić! Po awansie poprosiłem trenera Stanisława Klimalę, by objął drużynę. Zbiegło się to z otwarciem boiska - wspomina prezes.

Po awansie w klubie zaszły ogromne zmiany. Począwszy od infrastruktury po ławkę trenerską. - W 2011 roku zakończyłem akurat pracę w Świcie Osielec. Przyjechali do mnie z Grzechyni, prezes zaproponował współpracę. Wiedziałem, że wcześniej klub w trudnych warunkach przez lata grywał nad Skawą. Moje przyjście połączyło się z otwarciem nowego boiska. Wcześniej sprawy organizacyjne i szkoleniowe były rolą prezesa. Kiedy ja zostałem trenerem zajmowałem się też drużynami młodzieżowymi. Przygotowania do rundy były niezwykle owocne. Przyświecał nam jeden cel - utrzymanie w B klasie. Frekwencja na treningach była wspaniała, zdarzały się jednostki na których ćwiczących było 28! Gierka 14 na 14. Wyliczyłem, że selekcja objęła 40 zawodników. Wielu chłopaków chciało na tej fali awansu i nowego boiska przypomnieć o sobie, załapać się do kadry, ale zostali sami najlepsi. W dobrych nastrojach czekaliśmy na start sezonu. Pierwsze mecze w kratkę, ale później złapaliśmy wiatr w żagle. Jesień zakończyliśmy na czwartym miejscu, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to... pamiętam zakończenie rundy. Siedzieliśmy całą drużyną i w pewnym momencie powiedziałem, że runda była niezła, jesteśmy w ścisłej czołówce, ale jako że wchodzą dwie drużyny, to popracujmy, spróbujmy znaleźć się w tym wąskim gronie. Zawodnicy patrzyli z niedowierzaniem, w końcu naszym celem było utrzymanie. W okresie przygotowawczym zawodnicy wylewali siódme poty. To była najmocniejsza zima przez te wszystkie lata, kiedy trenowałem ten zespół. Frekwencja zawsze między dziesięcioma a szesnastoma zawodnikami. Zajęcia gimnastyczne, ogólnorozwojowe, siłowe. Dużo marszobiegów, biegów w terenie. Cała wykonana praca zamieniła się w awans. Chcieliśmy chwilę odpocząć i zaczęła się misja A klasa! - wspomina ówczesny trener Stanisław Klimala.

Sielanka

Jak się do tego wielkiego sukcesu odnoszą zawodnicy? To była pierwsza A klasa w XXI wieku! - Na początku celem było utrzymanie w B klasie – byliśmy przecież beniaminkiem. Po kilku zwycięstwach okazało się, że B klasa wcale nie jest taka mocna, dodatkowo inne drużyny traciły punkty. Po rundzie jesiennej byliśmy na czwartym miejscu i dalej nie było do końca wiadomo, o co gramy. Trener powiedział, że wszystko zweryfikują dwa pierwsze mecze rundy wiosennej – jak je wygramy to znaczy, że walczymy o awans. Tak też się stało i o pierwsze miejsce rywalizowaliśmy z Krzeszowem. O wszystkim zdecydował mecz w Krzeszowie, który wygraliśmy 4:3 po golu Bartka Kudzi, strzelonym w samej końcówce. To było niesamowite wydarzenie – dwa awanse w dwa lata. Niestety - ze względu na kontuzję nie mogłem grać w ostatnich meczach, czego bardzo żałuję. Zawsze to lepiej świętować po rozegranym meczu niż jako “kibic”. Najlepszy sezon? Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że był to sezon, gdy awansowaliśmy do A klasy. Jednak w drugiej połowie sezonu moja forma nie była najlepsza, do tego doszły kontuzje... Dlatego wybieram wcześniejszy sezon, czyli awans do B klasy. Miałem wówczas dobrą formę, strzeliłem w sezonie kilkanaście bramek i miałem kilka asyst – ocenił Łukasz Krupczak.

Awans po awansie to wielki sukces. Tutaj wypowiedź kolejnego z aktorów tamtych wydarzeń. - Po awansie dużo się zmieniło. Nowy trener, nowe boisko. Po tylu latach w C klasie nie wiedzieliśmy do końca, co nas czeka. Trener tonował nastroje, my byliśmy podekscytowani. Początek był w miarę udany, potem Stanisławianka sprowadziła nas na ziemię, ale później… ruszyliśmy z kopyta. Graliśmy już któryś rok z kolei bardzo podobnym składem i rozumieliśmy się na boisku. Dodatkowo, trener Stanisław Klimala obudził drzemiące w nas rezerwy i wolę walki. W wielu meczach "sypały się iskry". Po pierwszej rundzie traciliśmy cztery punkty do drugiego miejsca (które zajmował nasz ostatni rywal Żarek Barwałd), dającego awans. O awansie przez długi czas nikt nie mówił głośno. Wiedzieliśmy, że dobrze przepracowana zima może nam pozwolić na walkę z czołówką. Właśnie wtedy, w lutym grając na hali doznałem kontuzji oka, która wyeliminowała mnie z treningów i jakiegokolwiek wysiłku fizycznego na dwa miesiące. W dziwny sposób dostałem piłką w prawe oko i... nie widziałem na nie praktycznie nic przez kilka godzin. Co gorsze, nie wiedziałem początkowo czy będę mógł grać w piłkę w najbliższej przyszłości - a to było dla mnie najgorsze. Wszystko jednak szczęśliwie się skończyło i z okiem wszystko OK. Przez kontuzję do sezonu przystąpiłem praktycznie bez treningu. Początkowo brakowało kondycji, ale myślę, że z grą nie było tak źle. Wygraliśmy pierwszy wiosenny mecz na wyjeździe z Barwałdem 1:0, po bramce mojego brata a zarazem wieloletniego kapitana Pawła Surmiaka. Dzięki temu uwierzyliśmy, że awans jest możliwy. Bardzo ważny był też mecz w Krzeszowie, który praktycznie przesądził o naszym awansie. Wygraliśmy 4:3 (rewanż za porażkę u siebie 3:5, kiedy do przerwy było 0:5 i kibice chcieli nas zjeść) po dramatycznym meczu, chyba najlepszym w jakim brałem udział, jeśli chodzi o walkę, zwroty akcji, dramaturgię i piękne bramki - np. Marcinka (mojego brata tzw. Pitbula, któremu przydomek nadał "Ara") musieliśmy znosić z boiska pod koniec meczu, bo dostał takich skurczów z wycieńczenia, że nie mógł chodzić, Bartek Kudzia na początku meczu rozciął głowę po starciu i cały mecz (w deszczu) spływała mu krew, przeciwnicy zgłaszali to sędziemu przez co był co chwilę odsyłany za linię. Był w wielkim gazie, nie do "utrzymania" przez rywali. Mimo to grał do końca. Po meczu w szpitalu zostały mu założone szwy. Opis tego meczu nadaje się na osobny artykuł. Potem wygrana u siebie z Lachowicami, która zapewniła nam awans i polewanie kibiców szampanem! - wspomina Piotrek.

Spadek

O tym co działo się po awansie opowiada trener Klimala. - W klubie za pierwszym razem pracowałem przez pięć lat i za każdym razem upojeni awansem przesypialiśmy okres przygotowawczy przed wyższą klasą rozgrywkową i nie dokonywaliśmy wzmocnień, wręcz traciliśmy zawodników, w końcu to amatorski klub. Zawodnicy uczyli się wszystkiego od nowa. Graliśmy z dużo lepszymi zespołami, które od lat "siedzą" na tym poziomie, toczyliśmy ciężkie boje na wyjazdach, dlatego nastawialiśmy się bardziej na mecze u siebie. W dodatku w każdej drużynie jest dwóch - trzech doświadczonych zawodników z wyższych lig, którzy niejednokrotnie przechylali szalę na korzyść swoich zespołów. Bywało, że graliśmy przyzwoicie, mieliśmy nadzieję na punkty, ale taki jegomość strzelał gola i punkty uciekły. Mimo wszystko jesień była lepsza niż wiosna. W zimie praca słabsza niż przed rokiem. Pracowali, ale nie wszyscy, sparingi też bez rewelacji. Z A klasy zwykle spada dużo drużyn, więc nie tylko nas spotkał taki los, że balansowaliśmy między A i B klasą. Do utrzymania brakowało niewiele, ale ostatecznie wróciliśmy do B klasy. Po tym sezonie pojawiły się wątpliwości, czy dalej będę trenerem seniorów, ale koniec końców postanowiliśmy, że idziemy dalej razem – podsumował.

Zabójczy atak

Najlepszy pod względem ofensywnego stylu gry był drugi sezon w B klasie. Doszło do małych przetasowań w składzie, które dały wybuchowy efekt. Siła rażenia była piorunująca. - Po powrocie do pracy zauważyłem, że zawodnicy są zmotywowani, Była taka prawidłowość, że w B klasie zapał, a po awansie zniechęcenie. Latem dużo marszobiegów, od których teraz się odchodzi, ale wtedy dały nam kopa. Strzeliliśmy 89 bramek! W ataku prym wiódł duet Piotrek Surmiak z Tomkiem Czubinem, razem strzelili przeszło pięćdziesiąt ligowych goli! Obaj grali bardzo inteligentnie, uzupełniali się wzajemnie. Piotrek wcześniej grał na innych pozycjach, ale okazało się, że ma dużą smykałkę do strzelania goli. Ze skrzydła wspierali ich Bartek Kudzia czy Łukasz Krupczak. W całym sezonie wygraliśmy 17 meczów. Na cztery mecze przed końcem poleciałem do Stanów Zjednoczonych, ale chłopcy doskonale sobie poradzili – wspomina trener. - W ataku czuję się, jak ryba w wodzie. Wcześniej byłem pomocnikiem, ale po spadku z A klasy trener przestawił mnie do przodu. Rozpisałem sobie kiedyś na kartce mecze i gole, no i wyszło, że tych bramek jest więcej, wtedy zdałem sobie sprawę, że to jest moje miejsce na boisku. W ataku najlepiej dogadywałem się z Tomkiem Czubinem. On wypracował wiele moich bramek. U siebie graliśmy bardzo ofensywnie, założenie było takie, że rzucamy się na rywali – dodał Piotrek.

Warto podkreślić również rolę trzeciej armaty z Grzechyni – Bartek Kudzia grał na skrzydle, gdzie nieustannie przez wiele lat nękał defensorów rywali swoimi firmowymi akcjami indywidualnymi. Warto przypomnieć, że wcześniej grał w Garbarzu Zembrzyce, w mocnej na tamte czasy IV lidze. Strzelał przepiękne bramki, jak choćby otwierający gol w meczu z Relaksem Wysoka. Przedarł się skrzydłem kiwnął dwóch rywali, wpadł w pole karne i po długim rogu huknął w samo okienko. Z takim atakiem zwycięstwo w rozgrywkach B klasy było bezdyskusyjne! Zawodnicy śmiali się, że to takie trio jak niegdyś BBC w Realu lub Messi-Neymar-Suarez.

A(t)uty

Mocną bronią Gromu, przeciw której ciężko było się bronić, były legendarne auty, które wykonywał Grzesiek Ceremuga. - Za trenera Klimali grałem regularnie, pamiętam dobrze to nasze balansowanie pomiędzy A klasą, a B klasą. Za mocni na B, za słabi na A. Obowiązywał styl "Grzechyński", czyli piła w przód, Grając w B klasie byliśmy najlepszą drużyną, jak jechaliśmy na mecz, to wiedzieliśmy, że trzy punkty będą nasze. Piwo po zwycięstwach najlepiej smakowało. Natomiast w A klasie było słabo, oczywiście zdarzały się dobre mecze, jak choćby ten z Relaksem Wysoka, ówczesnym liderem, który wygraliśmy 6:4. Pamiętam tytuł na którejś z wadowickich witryn - "Radosny futbol w Grzechyni"(na naszym portalu nazwaliśmy ten mecz tak: Piłkarska środa: Święto konia w Grzechyni, stałe fragmenty dobiły Halniaka) Dodam, że cztery bramki padły z autów. To była nasza tajna broń. Wiele razy trenerzy rywali krzyczeli - "na róg, nie na aut!", albo "o, nie! znowu to dziadostwo". Kilkadziesiąt bramek padło po moich wrzutkach. Choćby derby z Juszczynem, kiedy prowadziliśmy 2:0, obie bramki to moje asysty z autów. Kilka nawet sam strzeliłem, bo rzucałem w pole karne, bramkarz dotknął i wpadało. Wtedy bramkę zapisywano na moje konto. Bywało też tak, że rzucałem, a piłka bezpośrednio, bez kontaktu z nikim, wpadała do sieci (śmiech). Takiej bramki jednak się nie uznaje. Największym beneficjentem tych autów był Tomek Czubin, który wiedział, gdzie się ustawić i skwapliwie z tego korzystał. Nawet w którymś z ostatnich, jesiennych meczów strzeliłem dwa gole. Jedna z główki, druga z autu – wspomina "Ara".

Przed meczami Tomek i Piotrek podchodzili często do Grześka i mówili, że trzeba "poczęstować" rywali autami. No i w wielu meczach hojnie częstowali! Kiedyś Stanisław August Poniatowski organizował "Obiady czwartkowe", natomiast Grom organizował "niedzielny poczęstunek", z racji, że Grom grał zwykle w niedzielę.

Grałem z Kamilem Glikiem

Mało kto wie, że kilka meczów w Gromie rozegrał Arkadiusz Miehle, który ma bardzo ciekawą przeszłość. - Jestem z Jastrzębia, a wraz z Kamilem Glikiem trenowaliśmy w WSP Wodzisław. Codziennie, od poniedziałku do piątku, po szkole wskakiwaliśmy w busa i jechaliśmy na trening. Zajęcia kończyły się późno, więc w domu byliśmy nieraz dopiero o 22. Szybko coś zjeść i na nowo. Największym problemem był brak czasu. Szkoła, trening i tak non stop. Byliśmy wraz z Kamilem na testach w Niemczech, bardzo się spodobaliśmy, chcieli nas zatrzymać, ale kluby się nie dogadały. Byłem powoływany przez Michała Globisza do kadry Polski do lat 16. Jeździliśmy na zgrupowania. Pamiętam, że w środku pola grał Filip Burkhardt i zapowiadał się niesamowicie, jak go zobaczyłem, to od razu powiedziałem, że gość daleko zajdzie. Niestety, mimo że miał momenty, to ostatecznie nie zrobił tak wielkiej kariery. Ja w Wodzisławiu grałem z Kamilem na środku obrony, a potem wyżej - na defensywnym pomocniku, a skończyłem na "dziesiątce". Kamil Glik na początku był bramkarzem, później zmienił pozycję. Poszedłem później na testy do I ligowej Pogoni Szczecin. Akurat był zimowy obóz przygotowawczy. Trzy treningi dziennie, w przerwach drzemka. Trenowałem w parze z Piotrem Celebanem, a w kadrze byli m.in. Przemek Kaźmierczak, Rafał Grzelak czy Boris Pesković. Jako szesnastolatek nie byłem przygotowany na taki wycisk. Ciężko to zniosłem, ale wiele się nauczyłem. Niestety, kluby ponownie nie doszły do porozumienia i po jakimś czasie rzuciłem piłkę. Rok czy dwa lata później koledzy - Szymon Matuszek, Kamil Glik, Krzysiek Król i Kamil Wilczek pojechali do Hiszpanii i do dzisiaj grają zawodowo, ja też miałem jechać, jednak odrzuciłem ten pomysł. Pewnie gdybym pojechał, to do dzisiaj grałbym w piłkę. W Pogoni mnie chcieli, oceniam po latach, że spokojnie mógłbym się załapać nawet do I ligi. Miłe wspomnienia, trochę świata zobaczyłem, trochę pograłem na fajnym poziomie – wspomina Arek.

Teraz nie jest już związany z piłką. Choć oferty były. - Obecnie mieszkam w Grzechyni i jakiś czas temu miałem epizod w Gromie. Tomek Czubin namówił mnie kilka razy, ale po tak długiej przerwie nie byłem przygotowany na grę. Powiedziałem trenerowi, że jestem na 45 minut. Zagrałem w paru meczach, między innymi w pucharowym starciu z Garbarzem czy podczas turnieju charytatywnego. Piłka to jednak dla mnie zamknięty temat. Nawet pojawiały się zapytania z okolicznych klubów, ale mówiłem nie. Jeśli chodzi o sport, to latem jeżdżę na rowerze, zimą uczę narciarstwa, a lubię też zajrzeć na siłownię. Muszę być w ruchu – dodał.

A jak Arka z treningów zapamiętali koledzy? - Arek przyszedł kiedyś na trening i mówił, że dawno nie grał, kilka lat. Kondycyjnie, jak sam mówił, nie był w najlepszej formie, ale jak dostawał piłkę, to było widać doskonałą technikę. Inny poziom. Jeden z zawodników był zaskoczony po gierce, podszedł i mówi – nie mogę się przyzwyczaić, dostaję piłki zawsze idealnie w tempo. Ani nie muszę się zatrzymywać, ani wracać! - wspomniał Piotrek Surmiak.

                                                                                                   Drużyna przed duże D

Najczęściej wyniki robią atmosferę i na odwrót. Chemia na boisku i poza nim jest niezwykle istotna. - Grom z lat 2010 - 2015 to była rodzina. Na boisku i poza nim. Ja grałem w środku pola, a że graliśmy z pominięciem drugiej linii, to miałem dwa zadania. Jedno, to wygrywać główki, trochę się "poprzepychać", a drugie - auty! Mieliśmy pewne tyły - Sebastian Krupczak w bramce, Krystian Białończyk z Pawłem Surmiakiem w obronie, w ataku Bartek Kudzia, Tomek Czubin i Piotrek Surmiak. Do tego inni dobrzy i doświadczeni zawodnicy, jak Łukasz Krupczak, Marcin Pieróg, Marcin Surmiak, Rafał Kudzia, Łukasz Nitoń, Rafał Dyrcz, Michał Cygan, Wojtek Urbański czy Dawid Zguda. Super drużyna! Pamiętne zakończenia, przemowy pana Staszka, który był i jest duszą klubu – powiedział "Ara".

Anegdota prosto z boiska i najładniejsze gole tamtych lat. - Pamiętam, jak kiedyś podczas meczu z Narożem, Darek Klimasara wspólnie z "Arą" zaatakowali piłkę z góry, taką nakładką i ta piłka po prostu pękła (patrz BONUS pod artykułem) . Pamiętam też piękne bramki, jak choćby gol z połowy boiska w samo okienko, którego zdobył Marcin Pieróg, albo trafienie Tomka Czubina na 4:3 w ostatniej akcji w Skawicy – dopowiedział Piotrek.

Wartość drużyny podkreślają też inni. - Jeśli chodzi o skład to myślę, że najlepszy mieliśmy w pierwszych trzech sezonach mojej gry. Pamiętam, że Piotrek Surmiak z Tomkiem Czubinem szaleli w przodzie, w środku Łukasz Krupczak z Grześkiem Ceremugą, którego wszyscy zapamiętali z autów. Na skrzydle Bartek Kudzia, w obronie Paweł Surmiak, Marcin Pieróg, Rafał Dyrcz i Marcin Surmiak, do tego Krystian Białończyk. Chciałbym podkreślić, że każdy dawał z siebie maksa i zasługuje na dobre słowo. Byliśmy ekipą do tańca i różańca, choć muszę powiedzieć, że w Krzeszowie też taką mamy. Atmosfera w Grzechyni była naprawdę świetna, do dzisiaj mam dobry kontakt z chłopakami. Piotrek Surmiak zawsze zaprasza mnie na zakończenia, choć już nie gram w Gromie . Jeśli chodzi o zakończenia to nie zapomnę pierwszego awansu do A klasy, to była naprawdę dobra feta. Klimat był w tej drużynie świetny – ocenił Sebastian Krupczak. 

Drużyna przez lata miała swój efektowny okrzyk, kiedy przychodziło do meczu, zbierali się w kółku, kapitan Paweł Surmiak zaczynał – GROSZ? A kompani – GROM! Po meczach obowiązkowym punktem był i nadal jest grill. Można powiedzieć, że Ryszard Riedel grał za piwko i chleb, a zawodnicy Gromu grają za piwko, kiełbasę i chleb!

Trener mówi "pas"

Pięć lat i koniec. Koniec pewnego jakże pięknego okresu w tym klubie. Najpierw gorzki spadek, a potem trzeci awans okazał się ostatnim, jaki osiągnął z tym zespołem trener Klimala. - Kolejny rok w A klasie, byliśmy bardziej ograni, doświadczeni, ale umiejętności były zbyt małe. Powieliliśmy te same błędy. Brak transferów, spadek motywacji, zapału, regres treningowy. Brakowało takiego wyrzeczenia, niewiele brakowało do utrzymania, ale zawodnicy mieli takie przekonanie, że "i tak nie damy rady". Jesień kolejnego sezonu w czołówce. Tym razem zimą udałem się do USA, a zespół przez kilka tygodni trenował pod batutą Piotrka Surmiaka. Wiosna równie udana i awansowaliśmy po raz trzeci do A klasy. Po awansie uznałem, że nic już tu więcej nie osiągnę. Chciałem złapać trochę oddechu. Drużynie lepiej szła motywacja przy walce o awans aniżeli podczas mozolnej batalii o utrzymanie. Poza tym - jak już trener nie wierzy w sukces, to taka praca nie ma sensu. Nie chciałem tego przeżywać po raz trzeci, a byłem przekonany, że czeka nas ten smutny los. Trafilibyśmy do "Księgi rekordów Guinnessa" - trzy awanse i trzy spadki. Po mnie drużynę objął Marek Mirocha, jesienią byłem na kilku meczach i wyglądało to nieźle. Wiosna jednak sprawiła, że Grom ponownie zawitał do B klasy. Tam na jakiś czas drużynę objął Marcin Kopacz, a później ponownie ja – podsumował trener. (ZOBACZ TAKŻE: Piłkarski weekend: Jednak Żuraw, rezygnacja Klimali).

 

Zawodnicy i prezes wypowiadali się o trenerze w ciepłych słowach. - Odejście trenera Klimali mnie zasmuciło, ponieważ zawsze uważałem, że jest to dobry fachowiec, który pasował idealnie do naszej drużyny. Z perspektywy czasu uważam, że postąpił dobrze, ponieważ w ostatnim sezonie nie trenowało nas dużo, więc nie mógłby mieć takiego wpływu na wynik, jakby chciał – powiedział Sebastian Krupczak. - Z trenerem Klimalą przeżyliśmy wiele fajnych chwil, bardzo cenię sobie jego osobę. Na to, że ostatnio nie szło najlepiej złożyło się mnóstwo czynników, m.in. kiepskie zaangażowanie treningowe chłopaków – dodał prezes.

Pamiętne boje

Kiedy zapytałem o najlepsze mecze, to wielu zawodników wspomina pucharowe starcie z Garbarzem Zembrzyce. Rywal grał wówczas w IV lidze, a Grom w B klasie.   Gospodarze musieli radzić sobie bez podstawowego bramkarza – Sebastiana Krupczaka i stopera Krystiana Białończyka. Wobec tego, Bartek Kudzia z konieczności zagrał stopera, a w bramce stanął młodziutki wówczas Kacper Polak. Trybuny pękały w szwach, świetna pogoda. Niestety dla miejscowych, to Garbarz pozostał na krętej drodze do Ligi Europy. - Garbarz nie przyjechał w najmocniejszym składzie, ale tacy zawodnicy, jak Sadowski czy Sałapatek dojechali do Grzechyni. Przeważali, mieli dużo sytuacji, ale my potrafiliśmy się przystawić. Był moment, kiedy prowadziliśmy 2:1. Przy większym szczęściu mogliśmy doprowadzić do karnych, zabrakło kilku minut. Pucharowa przygoda zakończona, ale z honorem. Dobrze spisała się młodzież. Kacper Polak wybronił kilka sytuacji, Daniel Bogacz „kasował” w obronie, a Wojciech Paleczny wszedł i zdobył pięknego gola. Trzeba dodać, że w drugim meczu z rzędu – powiedział po tamtym meczu trener Gromu, Stanisław Klimala.  

Innym fantastycznym bojem było B klasowe starcie w Skawicy w 2013 roku. Grom cały mecz przegrywał, nie mógł złapać rytmu, ale zabójcza końcówka przyniosła zwycięstwo. Hat-trickiem popisał się Piotr Surmiak. "Kiedyś czytałem w jakiejś gazecie, że powstał pomysł, by zrezygnować z rzutów karnych w meczach o stawkę, w trosce o serca kibiców. Była obawa o zawały czy coś takiego - mniejsza z tym. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś ma słabe serce, nerwy czy nawet pęcherz - nie powinien oglądać Gromu, bynajmniej nie ostatnich minut. Dzieje się! Doliczony czas gry, ławka gości na stojąco, nieustannie pokrzykując. Harynek ustawia piłkę w narożniku. Dośrodkowanie, piłka spada pod nogi Marcina Pieroga, który trąca piłkę, ale ktoś ją wybija z linii bramkowej, do bezpańskiej piłki dobiega aktywny Tomasz Czubin, błyskawicznie ją ustawia i uderza tak, że Dyrcz nawet nie drgnął, nawet nie próbował obronić tego strzału" – tak wtedy opisywałem końcówkę meczu.  

Relaks Wysoka 6:4! Ależ to był mecz. Lider A klasy przegrał z beniaminkiem. O ile dobrze pamiętam cztery bramki padły po autach. Trzy bramki strzelił Bartek Kudzia. Albo mecz o awans do A klasy w sezonie 11/12 w Krzeszowie, kiedy to Bartek Kudzia w końcówce przechylił szalę na korzyść swojej drużyny. Dużo emocji i gradobicie bramek w starciu z Astrą Spytkowice. Grom był wtedy po serii porażek i zabrakło minuty, by utrzymać iście hokejowy wynik 6:5. Niestety, rzut karny i zakończyło się remisem.

"Dywan"

Zawsze skupiamy się na bramkach, asystach, składach. A mało kto patrzy szerzej, trzeba doceniać ludzi, którzy sprawiają, że zawodnicy mają gdzie grać, mają optymalne warunki. Grom ma zawsze zadbaną murawę. Prawdziwy "dywan"! Fantastyczną pracę wykonuje pan Stanisław Mędrala, skarbnik i gospodarz obiektu. - Pan Staszek żyje Gromem. Mówiłem mu nieraz, że jak on odejdzie, to ja też. A boisko to zawsze wzór. Ile razy podczas treningu przeganiał nas na drugą stronę, żeby za bardzo nie wydeptać z jednej strony. Dba niesamowicie. Albo podczas meczu, jak ktoś się zacznie kiwać, to krzyczy charakterystycznie - "co to robisz?!" - mówi "Ara". - Od dwudziestu lat jestem w zarządzie, jako skarbnik i gospodarz. Wcześniej, przed laty, opiekowałem się boiskiem nad Skawą, a obecnie od otwarcia nowego boiska, czyli 2011 roku, dbam o nasze domowe boisko w Grzechyni. Trawa wymaga wielu godzin podlewania, przycinania, poza tym jest tutaj wiele zakamarków. Kosztuje to wiele pracy, ale warto – powiedział pan Stanisław.

Ostatnie tango

Stery w klubie objął Marek Mirocha i jesienią zespół prezentował się całkiem dobrze. Jeśli chodzi o wiosnę, to hasło "Rycerze wiosny" na pewno nie miało racji bytu. - W sezonie 2016/2017 spadliśmy mimo dobrej jesieni. Wiosną zdobyliśmy zaledwie trzy punkty, zwycięstwo z Krzeszowem. W tamtym meczu fantastycznie grał Bartek Kudzia. Ja niestety nie mogłem grać w końcówce tej udanej jesieni. Pamiętam ostatni mecz sezonu w Inwałdzie. Miałem kontuzję mięśni brzucha, ledwo biegałem, ale było nas jedenastu, w trakcie gry dojechał Szymek Kaczmarczyk. Kiedy już miałem schodzić, dostałem z łokcia w brodę, polała się krew i byłem bezradny. Pomyślałem - nie dość, że ledwo chodzę, to jeszcze trzeba odwiedzić SOR. Przegraliśmy 3:10, rywalom wszystko wpadało, cudowne gole. Po meczu wsiadłem do auta z Łukaszem Nitoniem i Szymkiem Kaczmarczykiem, który podwiózł mnie po drodze do szpitala w Suchej. Tam, o dziwo, żadnej kolejki i wszedłem z marszu, 15-20 minut, rejestracja, zabieg i 3 szwy założone. Udało mi się na tyle, że wsiadłem jeszcze do busa, którym drużyna wracała z Inwałdu! Odnośnie naszej gry raz w B, a raz w A klasie, to zawsze brakowało nam dwóch podobnych rund. Zawsze albo jesień, albo wiosna była udana, natomiast nigdy nie rozegraliśmy całego sezonu na podobnym poziomie - wspomina Piotrek.

Grom w sercu

Piotrek Surmiak mimo wielu lat dobrego, regularnego strzelania ani myślał zmieniać barwy klubowe. - Grom w szczycie (lata 2011-15) to była mocna drużyna, obecnie jest wielu nowych zawodników, doświadczeni odeszli lub grają w kratkę, brakuje stabilizacji. Z trenerem Marcinem Kopaczem mieliśmy niezłe mecze, ale ostatnie lata generalnie są słabsze. Jesienią strzeliłem dwanaście goli, wiele ze stałych fragmentów gry - dwa wolne, dwa bezpośrednio z rożnych, trzy karne. Nie ma już tylu sytuacji, co w poprzednich latach. Jeśli chodzi o oferty z innych klubów, to miałem ich sporo, zwłaszcza w szczytowym momencie Gromu. Nie chciałem jednak odchodzić, zostawiać chłopaków. Po co grać ligę czy dwie wyżej za kilkaset złotych? Co mi to da? Pytałem samego siebie. Wolałem grać z braćmi i kolegami. Nie żałuję. Bardziej szkoda tych lat bez treningu i boiska, może byłbym lepszym zawodnikiem. Ulubiony gol? Na koniec sezonu 2018/2019 trafiłem w Leńczach z rzutu wolnego z ponad trzydziestu metrów, piłka skręciła i wpadła w samo okienko, nawet rywale i sędzia pogratulowali mi tego trafienia. Najładniejsze były z wolnych. Kiedyś zapisywałem sobie wszystkie bramki, ale przestałem. Najwięcej w jednym meczu strzeliłem ze Świtem Osielec – pięć. W tamtych czasach było wiele okazji, to i bramki wpadały. Zresztą nie tylko ja, wiele osób strzelało dużo pięknych i ważnych bramek m.in Tomek Czubin, Bartek Kudzia, Łukasz Krupczak, brat Paweł  – podsumował.

Sebastian Krupczak obecnie broni w innym klubie, ale w Gromie zostawił wiele serca, zdrowia. - Nie zapomnę pierwszego awansu do A klasy. Dobrze wspominam mecze, kiedy naszym rywalem był Żuraw Krzeszów, gdzie gram obecnie. Nigdy nie lubiłem bronić wolnych Krzyśka Ćwiertni, ale swego czasu wyjąłem karnego, którego wykonywał. Śledzę poczynania zespołu i uważam, że stać ich na wyższe miejsce. Myślę, że gdyby rozgrywki nie zostały wstrzymane, to Grom awansowałby w tabeli. Życzę im jak najlepiej – dodał "Seba".

Dlaczego?

Są sprawy zagadkowe. Dlaczego Maciej Żurawski nie podał do Marcina Kuźby w legendarnym meczu z Lazio Rzym? Czemu Paweł Janas w ostatniej chwili skreślił Dudka, Frankowskiego i Kłosa z listy powołanych na mundial w 2006? Albo  dlaczego Grom nigdy nie został na dłużej w A klasie? - Na to, że przez długi czas balansowaliśmy między A a B klasą składa się kilka spraw. Najważniejszą jest to, że u nas sie nie płaci. Gramy bez pieniędzy, z pasji i z serca. Sam nie uznaję płacenia na takim poziomie, to sport amatorski. I tak zostanie dopóki będę prezesem. Inne powody, to wyjazdy zagraniczne, kontuzje, praca. Zawodnicy mają na głowie utrzymanie siebie, swoich rodzin, piłka to przyjemny dodatek. Sam zostawiłem w klubie wiele serca, pieniędzy, ale nie żałuję. Wciąż wiele przed nami. Odnośnie wyników, to nie ma u nas presji. Twardo stąpamy po ziemi, wiemy na co nas stać. Cieszymy się, jak wygrywamy, ale trzeba mierzyć siły na zamiary – ocenił prezes.

Ciekawy pogląd ma też Piotrek Surmiak. - Myślę, że kilka wniosków to z miejsca można wymienić. Grom niestety wiele lat i roczników bezpowrotnie stracił poprzez brak warunków, których wtedy nie miał (C klasa i wcześniej). Wszystkie awanse zawdzięczał "swoim" zawodnikom (w odróżnieniu do wszystkich ościennych klubów), co niestety w A klasie odbijało się spadkami poprzez zbyt wąską kadrę (kontuzje, kartki, wyjazdy zagraniczne). Dodatkowo, przez wiele lat w Gromie brakowało typowego playmakera, kogoś kto przytrzyma piłkę, rozegra, kogoś takiego, jak np. - przez lata grający w Halniaku czy w Tempo - Grzegorz Pacyga. To nie jest tak, że my nie chcieliśmy grać piłką, To wynikało bardziej z wielu lat zaniedbań treningowych, z powodu braku warunków. My przed powstaniem nowego boiska praktycznie nie trenowaliśmy, jedynie gierki na osiedlowych boiskach – podsumował.

Swoje zdanie wyraził też Sebastian Krupczak. - Najłatwiej powiedzieć, że za słabi na A klasę, za mocni na B. Myślę, że największy wpływ miał brak dobrej frekwencji na treningach, a w A klasie bez solidnie przepracowanego okresu przygotowawczego próżno szukać punktów. Natomiast nie ma się co dziwić, ponieważ nasza drużyna składała się z zawodników, którzy mieli swoje obowiązki rodzinne i zawodowe – wylicza "Sebson".

O porównanie lat poprzednich a obecnych pokusił się Grzesiek Ceremuga. - Dawniej słowa trenera to była świętość, co powiedział, tak robiłeś, a dzisiaj młodzi często nie mają respektu, szacunku i są bardzo roszczeniowi. Drużyna z jesieni 2019 a ta sprzed lat, to inna liga. Wtedy byliśmy jednością, rodziną, dzisiaj to wygląda nieco inaczej. Zawodnik ma grać, a nie rządzić – kończy "Ara".

Zimowy powiew zmian

Co nowego w klubie? Czasy najnowsze. Od nowego roku trenerem zespołu seniorów jest Marek Kudzia, niestety po udanym okresie przygotowawczym nie sprawdził jeszcze swojej drużyny w boju o ligowe punkty. - W środku grudnia otrzymałem propozycję pracy. Wahałem się, bo raz, że byłem trochę zmęczony po okresie pracy w Halniaku, a dwa – dostałem też zapytanie ze Skawicy, prezes był zdeterminowany. Ostatecznie zdecydowałem się przyjąć ofertę z Grzechyni, ponieważ powoli zdawałem sobie sprawę, że nie będzie już juniorów w Makowie, których prowadziłem, a drugi czynnik jest taki, że tu mieszkam, do boiska mam kilkaset metrów. Po rozmowie z panem prezesem wspólnie stwierdziliśmy, że spróbujemy. Jesienią był problem z frekwencją na treningach, a to był mój warunek, żeby było z kim pracować. Mówiłem, że jeśli dalej będzie trzech – czterech zawodników na treningach, to po co im treningi, trener? Porozmawiałem z chłopakami, którzy są ambitni. Powiedziałem im, że są stąd, to jest ich klub. Chcieli udowodnić, że stać ich na więcej. Zimę przepracowaliśmy sumiennie, najmniej było nas ośmiu, najwięcej siedemnastu. Rozegraliśmy trzy sparingi. Remis 1:1 z mocnym Spartakiem Skawce, wygrana z Huraganem Skawica 4:2 i remis 2:2 ze Świtem Osielec, choć przegrywaliśmy 0:2. Zawodnicy czuli się dobrze i z dużymi nadziejami przystępowaliśmy do rundy wiosennej, ale jak wiadomo, nie zdążyliśmy kopnąć piłki w meczu o punkty – ocenił trener Marek Kudzia.

Piotr Surmiak również ocenia pozytywnie te pierwsze miesiące z nowym trenerem. Sam rozwija się w tej dziedzinie. - W zeszłym roku ukończyłem kurs UEFA B. Pracuję z młodzieżą w naszym klubie. Ostatnio zaczęliśmy treningi z najmłodszymi zawodnikami, żakami, orlikami, czego u nas wcześniej brakowało. Cieszyliśmy się, bo zainteresowanie było duże, ale niestety pandemia nie pozwoliła – albo opóźniła – nam na rozwój tego projektu. Na razie nie myślałem o pracy z seniorami, mam czas. Uczę się, zbieram doświadczenie. Póki co cieszy mnie gra w piłkę. Gram w ataku, więc ciężko być grającym trenerem, dużo łatwiej mają przykładowo obrońcy, bo widzą przed sobą całe boisko i ustawienie formacji - powiedział Piotrek. 

 Epilog

Na koniec dziękuję wszystkim, którzy pomogli przy tworzeniu tego tekstu. Szczególne ukłony w kierunku Piotra Surmiaka, który nigdy nie powiedział nie. Wielkie uznanie dla pana prezesa Eugeniusz Surmiaka, trenerów Stanisława Klimali oraz Marka Kudzi, pana Stanisława Mędrali, wreszcie zawodnikom, a pomogli: Sebastian Krupczak, Grzegorz Ceremuga, Łukasz Krupczak, Tomasz Czubin, Arkadiusz Miehle. Dziękuję.

W ostatnich latach w zarządzie klubu działali m.in.: Surmiak Eugeniusz, Mędrala Stanisław, Surmiak Michał, Listwan Wiesław, Kudzia Józef, Kaczmarczyk Józef, Witek Marek, Mędrala Władysław, Mędrala Piotr, Mędrala Łukasz, Guzik Tadeusz i wielu innych!

Większość zdjęć pochodzi ze strony Gromu Grzechynia, prowadzonej przez Mateusza Pęczka, oraz drugiej - na facebooku, natomiast trzy zdjęcia pochodzą z archwium Arka Miehle, dwa z nich to screeny z wycinku z "Kuriera Szczecińskiego".

AUTOREM ARTYKUŁU JEST MATEUSZ STOPKA

BONUS OD SUCHA24.PL ;) 

Wiele, wiele spotkań wymienili w trakcie podróży do przeszłości grzechyńskiego Gromu zawodnicy i trenerzy. Postanowiliśmy nieco pociągnąć temat tym bardziej, że niektóre ze wspomnianych spotkań były i przez nasz portal uwiecznione i opisane. Do każdego ze spotkań poprosiliśmy o komentarz Piotrka Surmiaka, a i w przypadku relacji, jeżeli takie pisaliśmy z tych meczów, można znaleźć linki do naszych piłkarskich weekendów i wypowiedzi trenerów Gromu: Stanisława Klimali i Marcina Kopacza.

Grom Grzechynia - Naroże Juszczyn 2:2 (2:0) / 20. kolejka sezonu 2014/2015, klasa A

1:0 - Kudzia

2:0 - Piotr Surmiak

2:1 - Pietrusa

2:2 - Pietrzak (k.)

Składy:

Grom: S. Krupczak - Dyrcz (80'. Bogacz), Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański (90' Tokarz), Ł. Krupczak, M. Surmiak, Ceremuga, B. Kudzia, Czubin, Piotr Surmiak.

Naroże: Fidelus - Ceremuga, Gąstała, Kwaśniewski (60' Baziński), Lyvka, Chorąży (46' Sala), Klimasara, Pietrzak, Lipka (46' Trybała), Kryjak (60' Tomczak), Pietrusa.

- Nie jestem pewien, czy to z tego spotkania ta galeria zdjęć, ale raczej tak. Grzesiek nie pamięta (śmiech). Kiedy patrzę na tą galerię to przypominam sobie, że właśnie po tej sytuacji doszło do przepychanki, która została tutaj uwieczniona, więc jest to kolejna poszlaka wskazująca na ten mecz (śmiech). Byliśmy wtedy na fali wznoszącej po czterech zwycięstwach z rzędu z Leńczami, Strzelcem Budzów, Relaksem Wysoka i Żarkiem Stronie, a trzeba przypomnieć, że walczyliśmy wtedy o utrzymanie w naszej drugiej przygodzie z A-klasą (był to sezon 2014/2015). Prowadziliśmy 2:0, ale niestety w ostatniej minucie Naroże doprowadziło do wyrównania po rzucie karnym. Ten mecz podciął nam skrzydła. Gdybyśmy wówczas wygrali, to kto wie,  może utrzymanie byłoby w naszym zasięgu? – przyznaje Piotr Surmiak.

 

Grom Grzechynia - Żuraw Krzeszów 3:1 / 27. kolejka sezonu 2016/2017, klasa A

Gole dla Gromu: Kudzia (dwa), Pająk.

Gol dla Żurawia: Ćwiertnia (k.).

Składy:

 Grom: S. Krupczak - M. Surmiak, Tokarz, Toczek, Ceremuga, Paweł Surmiak, Ł. Krupczak, Pająk, Bogacz (70' Lurka), Piotr Surmiak, Kudzia.

Żuraw: Pająk - Skrzypek, Zawora, Kudzia, Pilarczyk (15' Krupa), Chorąży, Ćwiertnia, Klimowski, Targosz (25' Kawończyk), Wajdzik (65' Siwek), Bielarz.

- Wygrana z Żurawiem Krzeszów było jedyną w rundzie wiosennej tamtego sezonu. To był mecz o honor. Trzecia przygoda w A-klasie dla Gromu zakończyła się właśnie w tamtych rozgrywkach - mówi Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: Piłkarski weekend: Moc Naroża, Tempo i Garbarza również, Halniak powoli się rozkręcał

 

 

LKS Bieńkówka - Grom Grzechynia 2:1 / 13. kolejka sezon 2015/2016, klasa B

Gole dla Bieńkówki: Chromy, Cholewa.

Gol dla Gromu: P. Surmiak.

Czerwone kartki: Białończyk (Grom) i Chromy (Bieńkówka).

Składy:

LKS Bieńkówka: Gąstała - Śpiewla, Smoter, Lewandowski, Mruc (46' Sarna), Burliga, Pęcek, Wojterski, A. Sałapat, G. Sałapat (50' Cholewa), Chromy.

Grom: Krupczak - Białończyk, Toczek (82' Pęczek), Zguda, Dyrcz, Bogacz (55' Chłapek), Paweł Surmiak, M. Surmiak, Pająk (79' Polak), Piotr Surmiak, Kudzia.

Bieńkówka zawsze była dla nas jak zaczarowana. Ciężko się grało z tą drużyną. W tym meczu nasz stoper i podpora defensywy Krystian Białończyk otrzymał czerwoną kartke (co jest na zdjęciu) i to praktycznie przekreśliło nasze szanse na dobry wynik. Po tym faulu gospodarze mieli chyba rzut karny, który wykorzystali – mówi o meczu z sezonu 2015/2016 w klasie B Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: (WYNIKI+FOTO)Piłkarski weekend: Kierunkowy do Białki to 70, szalony mecz w Makowie

 

Grom GrzechyniaHuragan Skawica 1:1 (1:0) / 21. kolejka sezonu 2017/2018, klasa B

Gol dla Gromu: P. Surmiak.

Gol dla Huraganu: D. Pacyga.

Składy:

Grom:  D. Suski - M. Surmiak, Nitoń, Cygan (65' Pieróg), Kurdas, Krupczak, Paleczny (58' K. Suski), Kaczmarczyk (57' Kopacz), Toczek, P. Surmiak, Czubin.

Huragan: Malik - Sumera, Gigoń, Żywczak, Gasek (75' Kudzia), Rekies (85' L. Dyrcz), B. Pacyga (40' D. Pacyga), M. Wojtyczko, Marek, Mirosław Pacyga (70' Ł. Dyrcz), T. Pacyga (46' Michał Pacyga).

- To był sezon, kiedy byliśmy rozbici po trzecim spadku z A-klasy, a Huragan Skawica wręcz przeciwnie - zmierzał śmiało po awans. Wynik był więc niespodzianką, a przeciwnik długo nie mógł uwierzyć, że nie wygrał, co najlepiej oddaje wypowiedź trenera ze Skawicy (śmiech) - mówi Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: Halniak nie wykorzystuje dwóch setek w końcówce!, Grom z Huraganem na zasłużony remis, A-klasowy pogrom

Grom Grzechynia – Sokół Przytkowice 3:4 (2:2) / 16. kolejka sezonu 2016/2017 klasa A

Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (dwie), Kudzia (k.).

Skład Gromu: S. Krupczak - Toczek, Pieróg (46' Dyrcz), Paweł Surmiak, M. Surmiak, Ł. Krupczak, Czubin, Tokarz (75' Mbeda Ndege), Listwan (65' Bogacz), Piotr Surmiak (80' Suski), Kudzia.

- Dla mnie mecz z Sokołem był powrotny po straszliwej kontuzji z października 2016 roku, kiedy to... skoczyłem gołą stopą na rozbitą szklankę i miałem założonych 30 szwów w lewej stopie i szyte ścięgna w dwóch najmniejszych palcach. Do przerwy remisowaliśmy 2:2 i mieliśmy nadzieję na uzyskanie korzystnego rezultatu. Doświadczenie gości zadecydowało jednak o ich wygranej. Strzeliłem w tym spotkaniu co prawda dwa gole, ale przegraliśmy i to było najgorsze - przyznaje po latach Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: Piłkarski weekend: Babia Góra na piątkę, falstarty Halniaka i Garbarza

 

Grom GrzechyniaHuragan Skawica 6:2 (1:1) / 14. kolejka sezonu 2015/2016, klasa B

Gole dla Gromu: Pająk, Ł. Krupczak (obaj po dwa gole), Piotr Surmiak, Polak.

Gole dla Huraganu: K. Wojtyczko, Kozina.

Czerwona kartka: Pacyga (Huragan).

Składy:

Grom: S. Krupczak - Dyrcz, Paweł Surmiak, Chłapek (78' Ruszowicz), Pająk (70' Polak), Ł. Krupczak, Pieróg (61' Bogacz), Tokarz, Toczek (78' Pęczek), Kudzia, Piotr Surmiak.

Huragan: Sikończyk - Żywczak, Ł. Dyrcz, Marek, Kudzia, Marcin Wojtyczko I, Pacyga, Kozina, K. Wojtyczko, K. Dyrcz, Marcin Wójtowicz II.

- Na Grom Arena było kilka takich meczów, które kończyły się prawdziwą kanonadą - przyznaje Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: (WYNIKI) Piłkarski weekend: Złote, szczęśliwe trafienie Halniaka

 

Dąb Sidzina - Grom Grzechynia 0:3 (0:1) / 12. kolejka sezonu 2015/2016 klasa B

Gole dla Gromu: P. Surmiak, Kudzia, Dyrcz.

Składy:

Dąb Sidzina: Motor - J. Kostka (75' Handzel), Sokołowski, P. Kostka, Jaromin, Gałka, Szczurek, Kolaniak, Szpak (60' Czarny), Malada, Lipa, Rezerwowi:  Binkuś, Kulka, Chorąży, Zawiła.

Grom Grzechynia: S. Krupczak, Białończyk, Dyrcz, Zguda (85' Tokarz), Toczek (80' Polak), Pająk (78' Bogacz), Paweł Surmiak,  M. Surmiak, Ł. Krupczak, Kudzia, Piotr Surmiak. Rezerwowy: Pieróg.

- Mecz był toczony pod nasze dyktando. Strzeliłem ładną bramkę z rzutu wolnego, co można zobaczyć w galerii zdjęć - mówi Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: (FOTO+RELACJE) Piłkarski weekend: Halniak i Garbarz wygrywają

 

Grom GrzechyniaBabia Góra Sucha Beskidzka 2:5 / półfinał Puchar Polski podokręgu wadowickiego, wrzesień 2016

Gole dla Gromu: Kudzia, Piotr Surmiak (k.)

Gole dla Babiej Góry: Wójtowicz, Ścieszka (k.), samobójczy, Bielarz, Mika.

Składy:

Grom: S. Krupczak - Białończyk, Paweł Surmiak, Marcin Surmiak, Ceremuga (46' Kurdas), Pająk, Toczek (65' Paleczny), Ł. Krupczak, Chłapek (60' Czubin), Piotr Surmiak, Kudzia.

Babia Góra: Kachnic - Rzepka (87' Krupa), Talaga, Burliga, Ścieszka, Wójtowicz (25' Pacyga), Kociołek (80' Dyduch), Mika, Bałos, Bielarz, Żmuda.

- Do pewnego momentu ten mecz był wyrównany, ale potem Babia Góra nam odjechała. Wiem, że przy remisie albo gdy tylko jedną bramką przegrywaliśmy, miałem dobrą okazję, której nie wykorzystałem - wraca pamięcią do pucharowego spotkania Piotr Surmiak.

ZOBACZ TAKŻE: Puchar Polski: Siedem goli, emocje, czerwona kartka w Grzechyni

 

 

Grom Grzechynia - KS Bystra 4:0 / 23. kolejka sezon 2017/2018 klasa B

Gole dla Gromu: Kurdas, P. Surmiak (dwa).

Składy

Grom: D. Suski - M. Surmiak, Nitoń, Pieróg (75' Tokarz), Cygan, Krupczak, Kaczmarczyk (46' Paleczny), K. Suski, Kurdas, P. Surmiak, Czubin.

Bystra: Kulka - Hyciek, Migas , Bachul, Urbański, Błachut (75' R. Gałka), Sroka, Szewczyk, Kaczmarczyk (70' P. Gałka), A. Gałka (55 Bala), Ptaś (62' Rzeszótko).

- To mecz z sezonu 2017/2018 po naszym ostatnim spadku z A-klasy. Trenerem był wtedy Marcin Kopacz. Bystra grała piłką, a my strzelaliśmy gole - przyznaje Piotr Surmiak. 

asdasdasdasdas

TOP Strzelcy- futsal Amator

TOP Strzelcy- futsal PRO

wyniki -Futsal PRO

wyniki -Futsal Amator

25-01-2020 18:40
Wodpol 9 : 2 Beton 2
25-01-2020 17:45
Granda 5 : 15 Bad Boys
25-01-2020 16:50
Legion 5 : 7 Woodica
25-01-2020 15:55
Relax 10 : 5 AKS
25-01-2020 15:00
Mucharz Team 5 : 3 Zbóje

Tabela - Futsal PRO

Team
Played Points
1 Nie Z Całej Pety 9 27
2 The Dreamers 9 22
3 Żuraw 9 16
4 Dzikie Wieprze 9 13
5 HUTATA Team 9 11
6 BCS Zawoja 9 10
7 Gamba Furiosa 9 9
8 Świt 9 9
9 KS Bystra 9 7
10 Golden Street 9 7

Tabela - Futsal Amator

Team
Played Points
1 Wodpol 9 24
2 Legion 9 21
3 Relax 9 18
4 Mucharz Team 9 17
5 Beton 2 9 16
6 Woodica 9 15
7 Bad Boys 9 9
8 AKS 9 9
9 Zbóje 9 3
10 Granda 9 1

zapowiedŹ -Futsal PRO

zapowiedŹ -Futsal Amator

Gazetki Promocyjne

 

HomeSportPiłka nożnaPrzełomowe lata w Gromie Grzechynia