Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sucha Beskidzka, Powiat Suski, Maków Podhalański, Jordanów, Zembrzyce, Stryszawa, Budzów, Bystra Sidzina, Zawoja - Sucha24 Twój Portal Lokalny
środa, 06 styczeń 2021 16:26

Głos z murawy. Maciej Stróżak (Babia Góra Sucha Beskidzka): Dla każdego śmierć rodzica to cios

Napisane przez

W jedenastym odcinku "Głosu z murawy" odwiedzamy zawodnika reprezentującego klub ze stolicy naszego powiatu. Maciej Stróżak wrócił do Babiej Góry po kilkunastu latach przerwy, w trakcie której reprezentował m.in. barwy Wisły Kraków, Rapidu Wiedeń czy Korony Kielce. Dlaczego ponownie pojawił się w klubie z Suchej Beskidzkiej i co go skłoniło do podjęcia tej decyzji, jak sobie radzi z tym, gdy musi słuchać kolegę-trenera, jak według niego powinna wyglądać suska drużyna - na te i inne pytania, niekoniecznie związane tylko z piłką nożną, odpowiada jeden z liderów suskiej drużyny, Maciej Stróżak.

Maciej Krzyśków: Wiesz, kto został najnowszym nabytkiem Wieczystej Kraków?

Maciej Stróżak: - Kuba Bąk.

Ten sam Bąk, z którym ty oraz Paweł... Pamiętasz nazwisko?

- Paweł Mech.

Pojechaliście swego czasu jako najmłodsi zawodnicy na zgrupowanie przed startem rundy wiosennej z Koroną Kielce. Wiesz, co teraz porabia Paweł Mech?

- Jest trenerem drużyn młodzieżowych w Koronie, ale których dokładnie, to nie wiem. 

Zarejestrowany jest również jako zawodnik A-klasowej Astry Piekoszów.

- Bardzo możliwe, bo jeżeli nic się nie zmieniło, to trenerem tej drużyny jest jego młodszy brat. Powiązania rodzinne w lokalnych, amatorskich ligach nie są niczym niezwykłym. Zawsze ktoś kogoś potrafi do siebie przyciągnąć. 

Znajomości zatem z tamtych lat zostały i śledzicie dalej swoje losy.

- Tak. Zawsze to zostaje, bo w życiu spotykasz na swojej drodze różnych ludzi. Z Kubą Bąkiem na początku pobytu w Kielcach mieszkałem w internacie. To on wprowadzał mnie do drużyny. 

Wracając do Korony i waszej trójki. Pojechaliście na przedsezonowe zgrupowanie z Koroną w styczniu 2011 roku. To był ten moment, w którym byłeś najbliżej największej piłki i najbardziej tego momentu żałujesz, że nie został wykonany wówczas kolejny piłkarski krok?

- Na tamten moment było to dokładnie miejsce, w którym chciałem się znaleźć. Trafiłem do Kielc po powrocie z Wiednia i nikt mi tam nie dał niczego za darmo. Nie było tak, że przychodzę i trenują od razu z pierwszą drużyną, w której byli: Aleksandar Vuković, Edi Andradina, Paweł Golański, Maciej Korzym...

Hernani, Andrzej Niedzielan.

- Tak. Przez występy w Młodej Ekstraklasie musiałem zapracować na szansę w seniorach. Trener Marcin Sasal, którego bardzo mile wspominam, miał odpowiednie podejście do młodych zawodników. Na początku nasza trójka miała możliwość trenowania z jedynką Korony, potem udało się nam pojechać na wspomniane zgrupowanie. Po pół roku przyszedł jednak trener Leszek Ojrzyński...

I powstała słynna "banda świrów Leszka Ojrzyńskiego".

- Tak, a klub zaczął stosować też inną politykę.

Kuba Bąk jednak został i mu się to opłaciło.

 - W Kielcach było mi bardzo dobrze i do dnia dzisiejszego mam tam bardzo dobre kontakty. Wracając jednak do tamtej sytuacji, to Kuba Bąk wcześniej podpisał kontrakt z pierwszą drużyną. Tymczasem moja umowa była praktycznie przygotowana, określona została długość kontraktu oraz warunki, na jakich miałem grać. Pewnego ranka zadzwonił do mnie jednak dyrektor sportowy pan Niebudek i powiedział, że nie możemy tej umowy podpisać, bo w klubie zaczynały się problemy własnościowe oraz związane z brakiem sponsora. Gdyby nie to, to nie przyszłoby mi do głowy, żeby odchodzić z Kielc. Nawet gdybym miał zostać przy trenerze Ojrzyńskim czy dalej czekać na swoją szansę i udowadniać swoją przydatność poprzez grę w Młodej Ekstraklasie, to bym to zrobił. Potrzebna była do tego jednak nowa umowa. Warunki finansowe również w niej były ważne, bo trzeba w Kielcach się utrzymać i chociaż mieszkanie było opłacone przez klub, to chciałem mieć spokój na trzy lata, bo na taki okres czasu miał być podpisany kontrakt i zająć się tylko grą. Sytuacja w Koronie spowodowała, że musiałem zacząć rozpatrywać innych opcji do grania. 

Zagadka zatem opuszczenia Korony znana. Jak jednak trafiłeś do Podbeskidzia?

Pojawiły się dwie oferty od beniaminków - ŁKS-u Łódź i właśnie z Podbeskidzia (chodzi o sezon 2011/2012 - przyp. red.). Bardziej przemówiła do mnie wizja gry w Bielsku-Białej i to, że w seniorach, jak i w drużynie grającej w Młodej Ekstraklasie, miano stawiać na zawodników z okolic Bielska-Białej. Tak mi to zostało przekazane w rozmowach i uważałem, że idealnie bym się w ten trend wpisał. 

Tak się nie stało.

- Niestety. Przyszedłem do Podbeskidzia i bardzo szybko zacząłem mieć problemy zdrowotne. Na jednym ze sparingów zderzyłem się z przeciwnikiem kolanami. Nie czułem tego w tamtym momencie, ale już po zakończeniu spotkania, niestety, uraz dał o sobie znać. Chodziłem na różne zabiegi, ale problemy z kolanem nie ustępowały. Powrót do pełnej sprawności zajął mi wiele czasu, zdecydowanie zbyt wiele. 

To był ten moment, który załamał twoją karierę?

- Tak można też uznać, chociaż według mnie najważniejszym momentem był koniec mojego pobytu w Koronie. Gdyby pewne rzeczy potoczyły się wtedy inaczej, to z pewnością nie odszedłbym z Kielc. 

Potem był już tylko niższy poziom - Soła Oświęcim i Beskid Andrychów w III-lidze, Wisła Sandomierz i LKS Czaniec w lidze IV. Grałeś m.in. z Grzegorzem Kmiecikiem czy Grzegorzem Talagą. Kmiecik to była ta osoba, która ostatecznie namówiła cię na powrót do Suchej Beskidzkiej?

- Bardziej mój powrót do Babiej Góry wyglądał tak, że po rozmowie z Grześkiem dałem zielone światło do rozmów na ten temat. Coś się zaczęło w tym temacie na poważnie dziać. Chciałem wrócić do Suchej Beskidzkiej i być częścią Babiej Góry, z którą jestem zżyty do małego. Kiedy zaczynałem przygodę z piłkę, to jeździłem z tatą na mecze Babiej Góry w IV-lidze. Byłem praktycznie na każdym meczu czy to w Suchej czy na wyjeździe np. w Wolbromiu, Niepołomicach czy innych miejscowościach.

Pamiętam, jak na bocznym boisku przy opadach deszczu trenowałeś z tatą rzuty wolne.

- Moi rodzice wychowali mnie poprzez sport. Dzięki temu utrwaliła się we mnie do niego pasja i zacięcie. Nigdy nie brakowało mi również ambicji. Oczywiście, tak jak zapewne każdemu, czasami przychodziły momenty znużenia i monotonii, lecz potrafiłem sobie z tym poradzić. Odpoczywałem, resetowałem się i zaczynałem wszystko na nowo. Jeżeli chodzi o treningi i grę, to dużo zawdzięczam tacie. Mama z kolei odpowiedziała za moją edukację i sprawy około piłkowe. Tak mam do tej pory, że jeżeli z różnych względów przez jeden, dwa dni nie będę biegał, to staram się znaleźć godzinę czy półtorej w ciągu dnia, które poświęcę na indywidualne ćwiczenia albo na to, by się po prostu zmęczyć. Taki tryb pomaga mi utrzymać się na jakimś poziomie, nawet jeżeli mówimy o lidze okręgowej w Babiej Górze. W przyszłości, mam nadzieję, w wyższej klasie rozgrywkowej.

Znalazłem taki cytat - najbardziej w piłce nożnej pociąga mnie strzelanie goli. Kto to powiedział i kiedy?

-(śmiech) Pewnie ja, ale musiało to być dawno temu. 

W 2009, kiedy grałeś w Rapidzie Wiedeń, a my przeprowadziliśmy pierwszy wywiad (kto chce ten wywiad przeczytać - klika TUTAJ)

-  Teraz inaczej patrzę na piłkę nożną. Oczywiście, że zawsze byłem ofensywnym zawodnikiem, grałem blisko bramki przeciwnika. W przeszłości owszem, zdobywanie goli i notowanie asyst sprawiało największą satysfakcję, bo dzięki temu wygrywało się spotkania. Teraz wiem, że kiedy wychodzę na mecz, to najważniejszą sprawą jest mieć jednego gola więcej niż przeciwnik i wtedy też wygra się mecz, a najważniejsza jest drużyna.

Były trener Tempo Białka, Krzysztof Wądrzyk to był ten szkoleniowiec, który przesunął cię z linii pomocy do ataku?

- Tak. Kiedy przeszedłem z Soły do Beskidu Andrychów (obie grały w sezonie 2014/2015 w III-lidze - przyp. red.), to sądziłem, że będę występował w środku pomocy, na pozycji numer 8 czy 10. Tymczasem trener Wądrzyk dostrzegł, że mogę grać jako napastnik do spółki z drugim atakującym.

Nie tylko w Babiej Górze był zatem atak Kmiecik-Stróżak. 

- W Beskidzie, w czwartej lidze również taki atak można było spotkać. Czasami Grzesiek grał też na środku obrony.

Ojej. Staje mi przed oczami mecz Babiej Góry w Budzowie, po którym Grzegorz Kmiecik wybił już sobie z głowy występy na środku obrony.

- Byłem na tym meczu. Babia Góra straciła wtedy cztery gole. W Beskidzie był taki mecz na wyjeździe z Proszowianką, w którym nie mógł zagrać na obronie jeden z zawodników i z braku innych możliwości, i też z racji na Grześka doświadczenie, właśnie tam go ustawił trener Wądrzyk. Niestety dla nas też to się źle skończyło. 

Muszę sprawdzić wynik.

- Zarówno my, jak i Proszowianka, walczyliśmy bardziej o utrzymanie i każdy punkt był na wagę złota. Po siedmiu minutach przegrywaliśmy 2:0 (takim też wynikiem zakończyło się to spotkanie - przyp. red.). Grzesiek zawalił jedną z bramek.

Nie będę pytał o okoliczności rozstania trenera Kmiecika z Babią Górą, ale zgodzisz się z tym, że gdyby nie on, to nie byłoby teraz Babiej Góry w okręgówce.

- Nikt nie zabiera nikomu zasług i tego, co udało się wywalczyć. Grzesiek stworzył drużynę, która zrobiła awans. Taki sezon, jak ten 2018/2019, gdy walczy się do ostatniego meczu o awans, praktycznie w ogóle się nie zdarza. Od wielu lat śledzę różne rozgrywki i nie przypominam sobie tak zaciętej rywalizacji dwóch wyrównanych drużyn. To, że Babia Góra i Astra Spytkowice dotrzymywały sobie kroku do ostatniej kolejki i dopiero właśnie wtedy te rozgrywki się rozstrzygnęły, było niesamowite (mecz zakończył się remisem 1:1, Astra musiała wygrać, żeby awansować - relacja TUTAJ). Babia Góra stanęła na wysokości zadania i należy się chłopakom szacunek. Ten sezon zostanie zapisany w historii Babiej Góry, bo innej możliwości nie ma.

Na pewno dramaturgia tamtego sezonu była spora. Każde potknięcie dużo kosztowało. Ten mecz pod względem gatunkowym to mogę porównać tylko z dwumeczem z Sosnowianką o utrzymanie w A-klasie.

- Nie byłem na tamtych spotkaniach, ale wiem, jak ważne były one dla Babiej Góry. Wydaje mi się, że sezon, gdy Babia awansowała do okręgówki i jego cała historia, walka dwóch wyrównanych drużyn do samego końca, było czymś niespotykanym.

Miałeś trenera kolegę w Babiej Górze Grzegorza Kmiecika, masz teraz kolegę trenera Łukasza Mikę. Jakie to ma dla ciebie i czy w ogóle ma, znaczenie? Czy to jest trudne, gdy kolegę masz słuchać, a jednocześnie parę chwil temu byliście zawodnikami i sami zapewne też wymienialiście swoje uwagi na temat gry zespołu?

- Zawsze wychodziłem z takiego założenia, że pewne rzeczy trzeba umieć rozdzielić. Możemy być kolegami, jesteśmy nimi i jako kolegę to szanuję Łukasza za jego pasję, hobby, oddanie dla tego, co robi. Czasami się z nim zgadzam, kiedy rozmawiamy luźno jako koledzy, czasami mam inne jednak zdanie. To jest zupełnie normalne, że takie różnice się pojawiają. Kiedy przychodzę na trening czy mecz to wiem, ze moim trenerem jest trener Łukasz i podporządkowuję się jego zadaniom. Jestem świadomy, że wszyscy, jak siedzimy w szatni, to chcemy jednego, by Babia Góra wygrywała i była silna. Obojętnie jaki rywal przyjedzie do Suchej, to musi się liczyć z tym, że czeka go trudne spotkanie. Wszyscy jedziemy na jednym wózku i każdy z zawodników musi to rozumieć. Jakby tak przeanalizować, to praktycznie wszyscy jesteśmy kolegami trenera Łukasza, a on jest naszym kolegą. Nie dotyczy to może juniorów, którzy przyszli do zespołu czy nowych zawodników, którzy się w Babiej Górze pojawiają. Nie zauważyłem, by ktoś miał z tym problem. W Babiej Górze zebrała się taka grupa zawodników, która wie, kiedy jest czas na dwugodzinny trening, a kiedy czas by luźniej porozmawiać czy ze sobą po przebywać.

Teraz z tym przebywaniem jest trudno. Nawet jakby nie było pandemii, to również były z tym kłopoty. Można by oczywiście pogadać u trenera w "Piwnicy", ale ta też została kilka lat temu zamknięta.

-(śmiech) Kiedy mamy czas po meczu i chcemy zostać, to zostajemy w "grzybie" i dyskutujemy na różne tematy. Z trenerem Łukaszem również, bo nie będziemy udawać nie wiadomo kogo, gdy wiemy, jak jest. Łukasz kiedy nas obejmował to powiedział otwarcie, że trzeba mieć wyczucie miejsca i czasu, ale nie jest też tak, że się od nas odłącza. Kiedy przychodzi czas by usiąść i porozmawiać, to jest i rozmawia z nami na każdy temat. 

Bardziej patrzę teraz z perspektywy kogoś, kto tylko bywa na meczach Babiej Góry, a nie jest w środku klubu, lecz czy starsi zawodnicy, ci najbardziej doświadczeni, po odejściu trenera Kmiecika odczuwają większą niż wcześniej odpowiedzialność za wynik drużyny? Grzegorz Kmiecik był gwiazdą Babiej Góry, potrafił z niczego zdobyć gola albo stworzyć akcję. 

- Nie wiem co na ten temat sądzą inni zawodnicy, ale nie odczuwam tego i w ogóle nie wbijam sobie takich słów do głowy. Nie jest w mojej naturze, żeby uważać, że to ode mnie i tylko od mojej postawy zależą pewne rzeczy na boisku. Jest nas 16-20 w kadrze i kiedy pojawiają się kartki czy kontuzje, to wtedy na kogo by nie spojrzeć, jest tak samo ważny dla zespołu. Po zakończeniu rundy jesiennej porównałem naszą sytuację do analogicznego okresu sprzed roku. Kiedy naszym trenerem był Grzesiek, to również mieliśmy na koncie 25 punktów. Za trenera Łukasza straciliśmy jednak o osiem goli mniej. To pokazało, że w końcowym rozrachunku nie tylko liczy się zdobywanie bramek, ale również solidna gra w defensywie. Nie chodzi np. tylko o dwóch zawodników, bo oni sami niewiele na boisku mogą zdziałać. Na boisku jest nas jedenastu i wszyscy dążymy do tego, żeby Babia Góra zdobyła trzy punkty. Wszyscy wiemy, jak ważną postacią w defensywie Babiej Góry jest Grzesiek Talaga, ale na takim samym poziomie grali Amadeusz Żmuda, Przemek Burliga, Kuba Talaga czy Dawid Drabik. Kto by nie wskoczył do defensywy, to pozostaje ona solidna. To ważne również dla zawodników grających w przednich formacjach gdy wiedzą, że tyły są odpowiednio zabezpieczone. 

Wymieniłeś nazwisko Dawida Drabika. Jakiś czas temu zwrócił się do mnie Tomek Mielczarek, który prowadzi fanpage Babiej Góry z pytaniem, kto jest dla mnie odkryciem rundy w Babiej Górze pierwszej części sezonu. Powiedziałem, że odkryciem, ale zawodnikiem rundy również, dla mnie jest właśnie Dawid. Wszedł z marszu do składu i radzi sobie bardzo dobrze. 

- Nie kojarzyłem wcześniej Dawida, ale znałem go z opowieści mojego brata Michała, który występował z nim w Skawcach. Bardzo go chwalił. Od pierwszych treningów Dawid zrobił na mnie, jak i innych starszych zawodnikach, duże wrażenie dzięki swojej nieustępliwości i zadziorności. Bez problemu zadomowił się w drużynie i spokojnie radzi sobie w okręgówce. Trenowanie, zbieranie minut w okręgówce dla młodych chłopaków jest bardzo ważne dla ich rozwoju.

Jest zatem solidna obrona, pomoc i atak. Czego, a może kogo, brakuje Babiej Górze, by zaczęła myśleć o czymś więcej, niż zadomowienie się w okręgówce?

- Nie można na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Jeżeli spojrzę na zaangażowanie w trening, funkcjonowanie drużyny od środka, to niczego nam nie brakuje. Jesteśmy świadomi tego gdzie i jak gramy. Patrząc na naszą grę, to czasami brakuje w niej płynności. Czasami sami wybijamy się z rytmu, który powinien być naszym atutem przez większą część spotkania. Lubimy rozgrywać akcje od tyłu, grać piłką po ziemi, ale kiedy już jesteśmy na połowie rywala, to za krótko się przy piłce utrzymujemy.  Z samym dojściem do sytuacji strzeleckich nie mamy za to większego problemu. Byłem w wielu szatniach i ta, która jest w Babiej Górze, w niczym nie odbiega od tych z poziomu trzeciej czy czwartej ligi. Wiemy nad czym musimy pracować, ale też i nie jesteśmy przecież w dolnych rejonach tabeli. Uważam, że pierwsza trójka jest w naszym zasięgu. 

Czyli nie ma kogoś, kto by taką piłkę potrafił przytrzymać, nie pozbywał się od razu i wprowadzał spokój do rozegrania akcji.

- Wszyscy wiemy, jak piłka nożna funkcjonuje nawet w niższych klasach rozgrywkowych. Czasami może się udać zespołowi pozyskać bardziej doświadczonego zawodnika, który będzie miał wpływ na grę całej drużyny, ale wiążę się to z pewnymi wydatkami. Babia Góra nigdy nie była nie wiadomo jak bogatym klubem i raczej opierała się na zawodnikach z Suchej Beskidzkiej i z okolic.

I tak powinno zostać?

- Zależy jak na to popatrzymy. Jeżeli chcemy zbudować drużynę taką, która ma być parta na zawodnikach z zewnątrz i miałaby osiągnąć konkretny cel tu i teraz, to sądzę, że powstałby taki pomysł, a i finansowe sprawy nie stanowiłyby problemu. Uczestniczę jednak w rozmowach z zarządem i plan na Babią Górę jest taki, żeby to był nasz lokalny klub dla zawodników z Suchej i z powiatu suskiego działający na zdrowych zasadach. Nie trzeba szukać daleko przykładów, jak kończyły klub, które były oparte na "zagranicznych zawodnikach".

Byłeś w drużynie "milionerów z Oświęcimia", czyli w Sole, a potem miałeś przykład jak to wyglądało w Beskidzie Andrychów.

- Przykładem takiego klubu jest również Sosnowianka. Klub miał ambicje, był zabezpieczony finansowo. Nie sztuką było sprowadzić 2-3 zawodników z Krakowa, ale problem się pojawia wówczas, gdy zabraknie czegoś lub kogoś, pojawi się widzimisię właściciela czy sponsora i na dłuższą metę taki klub nie przetrwa. Szczerze to chciałbym, by Babia Góra działała na zdrowych zasadach oparta w większości na lokalnych zawodnikach. Zawsze gdyby się pojawił ktoś ciekawy, kto by chciał dołączyć i podniósłby poziom drużyny, to byłoby to również w porządku. Jeden doświadczony zawodnik o odpowiednich umiejętnościach z zewnątrz nikomu by nie zaszkodził.

Różnie były i budowane kluby w naszej okolicy. Powiem szczerze, że sam niektórym kibicowałem, by były jak najwyżej np. gdy grały w IV-lidze. Potem jednak mi totalnie przeszło i podpiszę się obiema rękami pod tym, by w danej drużynie grało jak najwięcej zawodników ze swojej miejscowości, którzy awansują z zespołów młodzieżowych, plus oczywiście zawodnicy z okolic, którzy z różnych względów do takiego zespołu chcą dołączyć. Trzeba jednak pamiętać, by umiejętnie wprowadzać młodych zawodników, bo to oni są przyszłością klubu.

- Zgadzam się, że nie można opierać drużyny tylko na starszych zawodnikach. O Dawidzie już powiedziałem kilka słów, lecz muszę też wspomnieć o kolejnym młodym, utalentowanym zawodniku z naszej drużyny, czyli o Łukaszu Gołuszce. Czasami sami przecieramy oczy ze zdumienia i bijemy brawo, gdy patrzymy na niego na treningach. Oczywiście, że ma nad czym pracować, ale to, że pojawia się coraz częściej na boisku, jest dla niego świetnym bodźcem do jeszcze cięższej pracy. W poprzednich latach nie otrzymywał wielu szans, ale to się zmieniło w trakcie minionej rundy (Łukasz Gołuszka w sezonie 2018/2019 spędził 153 minuty na boisku, w następnym 2019/2020 - 208 minut, a w pierwszej części sezonu 2020/2021 722 minuty - przyp. red.). Młodzi zawodnicy, którzy prezentują odpowiedni poziom, muszą wiedzieć i czuć, że klub na nich liczy i że w przyszłości mogą stanowić o jego sile i ciągnąć go do jeszcze większych rzeczy. Z tego też powodu dobrze się stało, że trenerem Babiej Góry został Łukasz Mika, bo on wie, na co tych młodych chłopaków stać, zna również ich cechy boiskowe i poza boiskowe również. 

Wypada zatem tylko trzymać kciuki, by nic, tak jak to miało miejsce rok temu, nie przeszkodziło w starcie rundy wiosennej.

- Rok temu byłem na krótkim urlopie na Cyprze i wróciłem do Suchej w okolicach 10 stycznia. Byłem nastawiony i gotowy do ciężkiej pracy, lecz w życiu nie przypuszczałbym, że tak się to wszystko potoczy. Nie tylko w marcu z powodu wirusa nie wystartowały rozgrywki, ale sam nie mogłem trenować i spotykać się z kolegami z drużyny. Nie było meczów, a dla kogoś, kto od lat jest w takim sportowym rytmie, dla kogo sport jest ważny, było to niesamowicie uciążliwe. Kiedy wracałem do domu to oznajmiałem wszystkim, że nie mogę się doczekać, kiedy wróci normalność.

Spotkaliśmy się w kwietniu i sam mówiłeś, że jakby rozgrywki wznowiono choćby dziś, to w weekend Babia Góra melduje się do gry.

- Bo tak było i wszyscy na to czekaliśmy. To siedziało nie tylko w mojej głowie. Nagle sport i wszystko to, do czego się przyzwyczailiśmy, zostało nam zabrane. Mecze ligowe zaczęliśmy dopiero grać w sierpniu.

Oprócz pandemii koronawirusa, dotknęły Babią Górą w 2020 roku również tragedie o wiele większego kalibru. 

- Dla każdego śmierć rodzica to cios, który zapewne zostanie do końca życia. W kwietniu byłem na pogrzebie mamy Michała, pani Marii, w listopadzie na pogrzebie taty Amadeusza, pana Marka... Ogólnie w 2020 roku byłem na jeszcze większej ilości pogrzebów, ale na tym najważniejszym, na pogrzebie mamy, nie mogłem być fizycznie i oglądałem go on-line. To pokazuje jeszcze bardziej, jak absurdalny był ten miniony rok. Nie mówię tylko o sobie, bo inne osoby również przecież spotkały przykre sytuacje w tym czasie. Gdyby przez te 7-8 lat choroby mamy nie pomagali nam niektórzy ludzie, to sam nie wiem, jakby to wszystko wyglądało. Przede wszystkim chciałbym podziękować tacie za niesamowitą wytrwałość i cierpliwość, że pomimo tego wszystkiego co 2 tygodnie mogliśmy i tak dalej grać na super przygotowanym boisku w Suchej. Dziękuję także wszystkim przyjaciółkom mamy oraz innym osobom, dzięki którym wszystko było trochę łatwiejsze. Życzę sobie i wszystkim, by taki rok już nigdy się nie powtórzył. 

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Dawid Janeczek (Jałowiec Stryszawa): Taki wynik wzięlibyśmy w ciemno

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia): Trudne czasy nie nadchodzą. One już są 

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Szymon Wróbel (Jordan Jordanów): Trener potrzebuje czasu i cierpliwości

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Jonasz Burliga (Garbarz Zembrzyce): Grali najlepsi, nie najmłodsi

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Rafał Drobny (Naroże Juszczyn): Nie jesteśmy pazerni na zwycięstwa

ZOBACZ TAKZE: Głos z murawy. Eryk Wróblewski (BCS Zawoja): Jedna porażka to nie koniec świata

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Paweł Mentel (Tempo Białka): Znamy swoje atuty, wady też

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Patryk Burliga (Strzelec Budzów): Trener Bączek nie ma z nami lekko

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Patryk Bala (KS Bystra): Zaufanie od trenera zawsze procentuje

ZOBACZ TAKŻE: Głos z murawy. Natalia Frolik (Ladies Tempo Białka): Same nawarzyłyśmy tego piwa

asdasdasdasdas

TOP Strzelcy- futsal B

TOP Strzelcy- futsal A

wyniki -Futsal A

06-02-2021 19:00
Huragan 20 : 6 Black Shadows
06-02-2021 17:00
Żuraw II 1 : 13 BCS Zawoja
06-02-2021 15:00
Mucharz Team 3 : 2 Golden Street
30-01-2021 19:00
HUTATA Team 4 : 11 Woodica

wyniki -Futsal B

Tabela - Futsal A

Team
Played Points
1 BCS Zawoja 7 21
2 Woodica 7 18
3 Huragan 6 9
4 Mucharz Team 5 9
5 Golden Street 5 9
6 Betonowa Gamba Furiosa 5 3
7 HUTATA Team 6 3
8 Black Shadows 6 3
9 Żuraw II 5 3
10 Żuraw 0 0

Tabela - Futsal B

Team
Played Points
1 T18 6 18
2 Sparta 7 15
3 Relax 5 12
4 Bystrzanka 6 10
5 Red Devilis 5 10
6 Skomielna Czarna 5 3
7 Granda 6 3
8 Dzikie Wieprze 5 3
9 Świt 5 0
klimatyzator

zapowiedŹ -Futsal A

zapowiedŹ -Futsal B

30-01-2021 16:00
Świt - Red Devilis
30-01-2021 17:00
Dzikie Wieprze - Skomielna Czarna
30-01-2021 19:00
Relax - T18

Gazetki Promocyjne

 

HomeSportPiłka nożnaGłos z murawy. Maciej Stróżak (Babia Góra Sucha Beskidzka): Dla każdego śmierć rodzica to cios