Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sucha Beskidzka, Powiat Suski, Maków Podhalański, Jordanów, Zembrzyce, Stryszawa, Budzów, Bystra Sidzina, Zawoja - Sucha24 Twój Portal Lokalny
sobota, 16 maj 2015 20:57

Piłkarska sobota: Czarna sobota...

Osiem spotkań z udziałem dziewięciu drużyn z naszego powiatu odbyło się w sobotnie popołudnie. Nikt nie wygrał! Niektórzy polegli wysoko jak Grom i Halniak (trener Gromu Stanisław Klimala powiedział, że jego podopieczni przegrali "skandalicznie za wysoko"), niektórzy walili głową w mur jak Naroże Juszczyn z Leńczami, niektórzy przegrali "tradycyjnie" jak Tempo Białka ze Skawą Wadowice. Ale były też remisy - w derbach gminy Bystra-Sidzina zasłużone 1:1 co zgodnie przyznali trenerzy Marcin Wnętrzak i Adam Wójtowicz. Garbarz podzielił się punktami z Niwą Nową Wieś - jeżeli meczu nie można wygrać, to trzeba go zremisować mówi przecież stare piłkarskie porzekadło.

Inni mają gorzej

Byli bliżej zwycięstwa, ale co z tego - po bezbramkowo zremisowanym spotkaniu z Niwą Nową Wieś pretensje o końcowy wynik piłkarze Garbarza mogą mieć tylko do siebie. Spotkanie nie stało na wysokim poziomie, a kiedy już Garbarz dochodził do sytuacji strzeleckich - zawodził. Tak było w przypadku strzału Vladislava Teteruka, który obił słupek bramki gości czy przy okazjach Tymoteusza Chodźki, Sławomira Pudy czy Filipa Kasińskiego.

Sezon wchodzi w decydującą fazę i nawet punkt może decydować o być albo nie być w IV-lidze. Nie może zatem dziwić zachowawcza gra Garbarza i Niwy w tym spotkaniu. Inni mają gorzej...

Garbarz Zembrzyce - Niwa Nowa Wieś 0:0

  

Wypunktowani

Jak rasowy bokser zachowała się zwycięska drużyna z pojedynku Jałowca z Iskrą Kleczą Dolna. W Stryszawie mogą żałować, że te słowa nie dotyczą ich zespołu, ale gości. Do przerwy emocje jak na grzybobraniu, chociaż momenty były... Po stronie Jałowca najlepszą okazję miał Tomasz Świerkosz, po stronie Iskry dobre sytuacje mieli Bartłomiej Woźniak oraz Dawid Żak.

Po przerwie mocniej zaatakował Jałowiec - nie ma się co dziwić, bo tylko zwycięstwo oznaczało zachowanie jeszcze iluzorycznych szans na utrzymanie. Po strzale Świerkosza bramkarz Iskry Krystian Kozieł sparował piłkę na słupek. Ta odbiła się od niego i kiedy wydawało się, że za chwilę przekroczy linię bramkową, na posterunku pojawił się Paweł Wasilewski (nazwisko nieprzypadkowe - tak, to brat Marcina Wasilewskiego). Iskra tymczasem niczym rasowy napastnik czekała na swoją szansę i się doczekała - nawet dwóch. Najpierw akcję Damiana Kowalczyka celnym strzałem wykończył Dawid Żak, następnie dobitkę strzału Damiana Wyciska na gola zamienił rezerwowy Adrian Ostrowski.

Oczywiście, to tylko sport i to jest nic w porównaniu z tragedią, jaka przydarzyła się kilka godzin później...

Jałowiec Stryszawa - Iskra Klecza Dolna 0:2 (0:0)

Skład Jałowca: Pająk – P. Bachorczyk, Bach, Brytan, Bartyzel, Głuszek, Pindel, K. Jodłowiec, Gazurek,G. Jodłowiec, Świerkosz.

  

Jak nie idzie, to nie idzie

Pechowo był w Makowie przed jeszcze na długo przed rozpoczęciem spotkania z Orłem Piaski Wielkie - z powodów zdrowotnych dymisję złożył Piotr Balonek, którego na stanowisku zastąpił Krzysztof Zając (z powodu kontuzji kierował zespołem zza linii boiska), w drużynie w dalszym ciągu panuje plaga kontuzji, do tego dwa ostatnie mecze Halniaka przegrał tracąc w nich po trzy gole i strefa spadkowa niebezpiecznie blisko zaczynała się zbliżać do makowskiego klubu. Promykiem nadziei na lepsze jutro miał być powrót do składu Dariusza Szymoniaka. Ten promyk zgasł bardzo szybko, bo już na początku spotkania po jednym ze starć Szymoniak musiał opuścić plac gry.

Do trzydziestej minuty mecz był w miarę wyrównany - wtedy to jednak po błędzie w środku pola jeden z zawodników Orła  kropnął zza linii pola karnego. Bramkarz Halniaka Jakub Adamski, który z konieczności musiał zagrać pod niespodziewaną nieobecność Kamila Talagi, odprowadził piłkę wzrokiem.

W drugiej połowie Halniak stracił drugie gola, ale prawdziwa tragedia miała dopiero nadejść - w przeciągu kilku minut Orzeł zaaplikował makowianom trzy gole. Ostatecznie skończyło się na pół tuzinie po stronie strat.

Teraz przed Halniakiem dwa mecze,  które mogą zadecydować o utrzymaniu w IV-lidze. Najpierw do Makowa przyjedzie Kalwarianka Kalwaria, potem Karpaty Siepraw.

Orzeł Piaski Wielkie - Halniak Maków Podhalański 6:0 (1:0)

Skład Halniaka: Adamski - Gruca (75' Malina), Panuś, Sukhetskyi, Lozniak, Bobek (46' Furman), Kozieł, Wojtan, Ryszawy, Borowczyk, Szymoniak (7' Skydan).

  

Załatwił ich stary znajomy

Chyba wszystko jasne – Tempo Białka nie zamierza bić się o awans do IV-ligi. Czy wpływ na to miała porażka z Sosnowianką Stanisława Dolny i to, że inne czołowe drużyny raczej nie gubią w ostatnich kolejkach punkty, wiedzą chyba najlepiej w Białce. W spotkaniu z trzecią w tabeli od końca Skawą Wadowice wcale nie było widać różnicy dzielącą obie drużyny w tabeli.

- W Pucharze Polski przegraliśmy ze Skawą 1:0. Można niestety powiedzieć, że tradycji stało się zadość – mówi Maciej Melzer. Katem Tempo okazał się ich były gracz – Klemens Drobniak.

W pierwszej połowie spotkani było wyrównane ze wskazaniem, jak przyznał Melzer, na gospodarzy. Po stronie Tempo głową groźnie, ale jednak niecelnie, strzelał Michał Marek. Po stronie Skawy uderzał, celnie, jeden z zawodników gospodarzy i Piotr Kłapyta miał okazję do efektownej interwencji.

Po przerwie mecz się wyrównał, chociaż dalej okazji do zdobycia gola było jak na lekarstwo. W końcu po godzinie gry z dośrodkowanie na gola strzałem głową zamienia Drobniak. – Akurat to była akcja pod słońce, Klemens uprzedził bramkarza i naszego obrońcę – żałował Melzer.

Drobniak mógł ostatecznie rozwiązać na dobre sprawę trzech punktów w tym meczu dla Skawy, lecz w kolejnej akcji górą tym razem był Kłapyta. Mogło to słono kosztować  Skawę, bo w doliczonym czasie gry Szymon Marek był o włos, w zasadzie to o kilkanaście centymetrów, od doprowadzenia do remisu.

Skawa Wadowice - Tempo Białka 1:0 (0:0)

Skład Tempo: Kłapyta - Lewandowski, Bielarz, Sz. Marek, M. Marek (60' Pająk), Puzik (80' Bury), Pacyga, Motor, Kryjak (65' Ficek), Goryl (65' Młynarczyk), Raczek.


Nie do wiary

Po godzinie gry Naroże Juszczyn przegrywało 2:0 (najpierw Michała Fidelusa pokonał Mariusz Palacz, następnie swojaka zaliczył Dariusz Klimasara), kibice do końca wierzyli, że strata punktów z tak słabą drużyną jaką bez wątpienia jest Leńczanka Leńcze, po prostu nie może się zdarzyć. A jednak.

Ataki na bramkę Leńczanki sunęły to z lewej, to z prawej strony. W 70. minucie Jan Pietrusa o mały włos, a przelobowałby bramkarza gości Damiana Moskałę - ten, chociaż nie był pokaźnego wzrostu - zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Po wykonaniu kornera z dystansu strzelał Klimasara - nad poprzeczką. Za chwilę wprowadzony po przerwie Marcin Kryjak popisał się indywidualną akcją, po której ponownie piłka poszybowała nad poprzeczką.

Naroże dopięło swego w 73. minucie - po świetnej akcji z lewej strony Kryjaka z 2. metrów do pustej bramki trafił Wojciech Tomczak. Tuż po wznowieniu gry z dystansu strzelał Marcin Ferek - tym razem piłka nie poszybowała nad poprzeczką, ale obok słupka. Im bliżej końca spotkania, tym większe nerwy po stronie gospodarzy. - Atakujcie nią - z wyrzutem krzyczał do kolegów z drużyny Pietrusa po tym, jak sam zbyt lekko strzelał lewą nogą. Leńcze zachowały siły na końcówkę - pierwsze ostrzeżenie nie zrobiło wrażenia na gospodarzach, bo  Fidelus wyszedł zwycięską ręką z pojedynku z Adamem Piskorzem. Drugie już tak, bo po solowej akcji, w której minął jak slalomowe tyczki dwóch zawodników Naroża Piskorz nie dał szans Fidelusowi.

Naroże Juszczyn - Leńczanka Leńcze 1:3 (0:1)

Gol dla Naroża: Tomczak.

Skład Naroża: Fidelus - Ceremuga (85. Kwaśniewski), Klimasara, Baziński, Trybała (60' Lipka), Chorąży, Ferek, Lyvka, Sala (61'  Kryjak), Tomczak, Pietrusa.

 

Czerwień ustawiła mecz

- Skandalicznie za wysoka porażka - grzmiał po przegranym 5:0 spotkaniu z Astrą Spytkowice trener Gromu Grzechynia Stanisław Klimala. Punktem kulminacyjnym spotkania była czerwona kartka dla Grzegorza Ceremugi. - Najpierw sędzia pokazał ją po rzekomym faulu Grześka, potem za zagranie ręką - mówi Klimala.

Spotkanie można podzielić na dwie fazy - do 31. minuty i od 31. minuty. - Stworzyliśmy wiele akcji, strzał gonił strzał. Świetnie między słupkami Astry spisywał się bramkarz Piotr Chuderski (poprzedni klub MKS Alwernia) - mówi Klimala. Od 31. minuty Grom musiał sobie radzić w dziesiątkę. Na dużym, dobrze przygotowanym boisku piłkarze z Grzechyni mogli się czuć zagubieni. - Do tego górę wzięło doświadczenie Astry. W jej barwach grało trzech byłych zawodników Halniaka, byli też zawodnicy z okręgówki. Taktyka była prosta, żeby grać na wysokiego Daniela Cyzio, który rozdzielał piłki - tłumaczy Klimala.

- Dopóki starczyło sił, chłopaki walczyli na całego. Potem dalej próbowali atakować, bo nie potrafią trzymać nawet porażki 1:0 czy 2:0 i cały czas dążą do zdobycia gola. Skończyło się na 5:0, ale nie mam do nich absolutnie żadnych pretensji. Co innego do sędziego - powiedział Stanisław Klimala.


Astra Spytkowice - Grom Grzechynia 5:0 (1:0)

Skład Gromu: S. Krupczak – Dyrcz (75' Pieróg), Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański (80' Bogacz) – Ł. Krupczak, M. Surmiak (85' Toczek), Ceremuga, Kudzia, Czubin, Piotr Surmiak.

Derby bez rozstrzygnięcia

- To były najsłabsze derby w naszym wykonaniu – powiedział po zakończonym remisem 1:1 spotkaniu Bystrej z Dębem Sidziną trener gości Adam Wójtowicz. –Typowy mecz walki, w którym stworzyliśmy o dwie sytuacje stuprocentowe więcej nie przeciwnik. Jak na derbowe spotkanie, wiele okazji do zdobycia goli nie było  – przyznał tymczasem szkoleniowiec KS Bystra Marcin Wnętrzak.

Ozdobą spotkania był kapitalny strzał z 25. metrów pomocnika gospodarzy Piotra Urbańskiego w pierwszej połowie. Bramkarz Dębu Paweł Sitarz był bez szans. Dąb też miał swoje okazje – ustawiony tyłem do bramki Pastwa strzelał głową, ale nie trafił w bramkę, uderzenie Łukasza Kolaniaka obronił Dariusz Pituła. I w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy po dośrodkowaniu ze skrzydła niecelnie strzelał głową Mariusz Lipa.

W drugiej połowie gra się zaostrzyła. Goście starali się doprowadzić do wyrównania stwarzając zagrożenie pod bramką Bystrej głównie po stałych fragmentach gry. – Moi obrońcy nie za bardzo wyskakiwali do wstrzeliwanych w pole karne piłki, ale na szczęście mylili się piłkarze Dębu – mówi Wnętrzak.

Tymczasem po jednym z wejść Tomasza Jaromina w pole karne nieprzepisowo powstrzymał go jeden z obrońców gospodarzy i sędzia główny (bardzo mocno przeciętnie prowadzący te zawody) podyktował jedenastkę. Nie bez problemów, ale jednak Lipa umieścił piłkę w siatce.

- Od tego momentu siedliśmy – przyznał Wójtowicz. Gospodarze za to dążyli do zdobycia drugiego gola – w 65. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego minimalnie za późno piłkę zaatakował Adrian Gałka. Ten sam zawodnik trafił w poprzeczkę po fatalnym nieporozumieniu dwóch obrońców gości. – Do takich sytuacji nie powinno dochodzić! Jak krzyczycie moja to kasujcie piłki! – wściekał się bramkarz gości Sitarz. W pewnym momencie były bramkarz Jordana Jordanów kapitalnie przeczytał grę i powstrzymał na 35. metrze groźną akcję gospodarzy – widać to na jednym ze zdjęć, widać, że ktoś podgląda grę Manuela Neuera w telewizji. Dąb w tym fragmencie gry oddał jeden strzał na bramkę Bystrej – po podaniu od Lipy nieźle uderzył Szymon Maj, ale Pituła był na posterunku.

- Przy tych dwóch okazjach do Bystrej dopisało nam szczęście. Z samej gry remis jest jednak sprawiedliwym rozstrzygnięciem – powiedział Adam Wójtowicz

KS Bystra – Dąb Sidzina 1:1 (1:0)

1:0 – Urbański

1:1 – Lipa (k.)

Składy:

Bystra: Pituła - Mikołajczyk, Sroka, Kulka, Ciapała (56’ Pociąg) Szewczyk, M. Wójtowicz II, Urbański, Sanek, M. Wójtowicz I (60’ Chorąży), Gałka.

Dąb: Sitarz – K. Kostka, P. Kostka, J. Kostka, Pelcel (35’ Handzel), Korbel (80’ Stopka), Palowski, Jaromin, Ł. Kolaniak (75’ Szczurek), Lipa, Pastwa (70’ Maj).


 

Fatalna końcówka

W 26. minucie Marcin Wojtyczko wyprowadził Huragan na prowadzenie w spotkaniu z wiceliderem - Żarkiem Barwałd. Długo, bo do 72. minuty, utrzymywał się sensacyjny wynik. W końcówce goście jednak udowodnili, że aspiracje do gry w A-klasie nie są bezpodstawne. W pięć minut aż trzykrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki Piotr Czech po strzałach: Tomasza Gołuszki, Rafała Buckiego, Jakuba Filka i było "pozamiatane". W doliczonym czasie gry gospodarzy dobił wprowadzony kilka minut wcześniej Michał Pocztowski.

 Huragan Skawica - Żarek Barwałd 1:4 (1:0)

Gol dla Huraganu: M. Wojtyczko.

Skład Huraganu: Czech - Bartyzel, Buba, Gigoń (75' Mariusz Pacyga), Kuś, Marek, W. Pacyga, D. Pacyga, M. Wojtyczko (35' Kawulak), K. Wojtyczko (75' Mirosław Wojtyczko), Żywczak.

 

 

 

asdasdasdasdas

TOP Strzelcy- futsal Amator

TOP Strzelcy- futsal PRO

wyniki -Futsal PRO

wyniki -Futsal Amator

25-01-2020 18:40
Wodpol 9 : 2 Beton 2
25-01-2020 17:45
Granda 5 : 15 Bad Boys
25-01-2020 16:50
Legion 5 : 7 Woodica
25-01-2020 15:55
Relax 10 : 5 AKS
25-01-2020 15:00
Mucharz Team 5 : 3 Zbóje

Tabela - Futsal PRO

Team
Played Points
1 Nie Z Całej Pety 9 27
2 The Dreamers 9 22
3 Żuraw 9 16
4 Dzikie Wieprze 9 13
5 HUTATA Team 9 11
6 BCS Zawoja 9 10
7 Gamba Furiosa 9 9
8 Świt 9 9
9 KS Bystra 9 7
10 Golden Street 9 7

Tabela - Futsal Amator

Team
Played Points
1 Wodpol 9 24
2 Legion 9 21
3 Relax 9 18
4 Mucharz Team 9 17
5 Beton 2 9 16
6 Woodica 9 15
7 Bad Boys 9 9
8 AKS 9 9
9 Zbóje 9 3
10 Granda 9 1

zapowiedŹ -Futsal PRO

zapowiedŹ -Futsal Amator

Gazetki Promocyjne

 

HomeSportPiłka nożnaPiłkarska sobota: Czarna sobota...