Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

czwartek, 27 sierpień 2015 20:04

Dariusz Ordzowiały: Medal z dedykacją dla Dawida

Drugi rok z rzędu zawodnik z powiatu suskiego został wicemistrzem świata w wędkarstwie muchowym. W 2014 roku drużynowe srebro z reprezentacją Polski wywalczył pochodzący z Makowa Podhalańskiego Dawid Bartoszek. W tym roku Polacy, z pochodzącym z Osielca Dariuszem Ordzowiałym, powtórzyli ubiegłoroczny sukces. - Dawid był świetnym zawodnikiem i, co dla mnie najważniejsze, moim dobrym kolegą. Bardzo żałuję, że nie mogliśmy razem cieszyć się z medalu. Pamiętaliśmy o nim podczas zawodów. Wicemistrzostwo zadedykowaliśmy właśnie jemu - powiedział Dariusz Ordzowiały.

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Jak się czujesz jako drużynowy wicemistrz świata juniorów w wędkarstwie muchowym?

Dariusz Ordzowiały: - Ambicje sięgały wyżej (śmiech). Muszę przyznać, że rywalizacja była bardzo zacięta. Zawodnicy reprezentowali bardzo wysoki poziom. Po czterech turach nasz team prowadził w klasyfikacji drużynowej. O wszystkim zadecydować miała ostatnia runda. Niestety w niej nie wszystko poszło po naszej myśli. Ostatecznie nie udało się nam utrzymać pozycji lidera. Mimo to jestem bardzo zadowolony ze srebrnego medalu. Sama możliwość uczestnictwa w zawodach takiej rangi jak mistrzostwa świata i reprezentacja naszego kraju była dla mnie wielkim zaszczytem. Na pewno pozostaną nam z turnieju piękne wspomnienia.

Rok temu reprezentacja Polski także zdobyła srebrny medal, ale zawody odbyły się w naszym kraju. Ściany, ryby pomagają gospodarzom?

- Owszem, znajomość rzek może korzystnie wpłynąć na wyniki, ale nie do końca. Duże znaczenie ma jednak losowanie sektorów i stanowisk. Wynika to stąd, iż oprócz umiejętności trzeba mieć też trochę szczęścia. Na poszczególnych łowiskach panują różne warunki, a co za tym idzie, poziom trudności jest zróżnicowany. Kiedy występuje się przed swoją publicznością, dochodzi także presja związana z tym, by pokazać się z jak najlepszej strony.

Jak wyglądały wasze pierwsze dni w USA? Mieliście tygodniową aklimatyzację?

- Po przylocie do Stanów Zjednoczonych zatrzymaliśmy się u naszego znajomego. Czas przed rozgrywkami upłynął nam na omawianiu strategii, przygotowywaniu sprzętu i poznawaniu łowisk. Dzięki uprzejmości gospodarza mogliśmy trenować na łódkach. Koszty wypożyczenia takiego sprzętu jest bardzo wysoki - jeden dzień wypożyczenia łódki to przeliczając na polski ok. tysiąc złotych. Gdyby nie to wsparcie, to pewnie nie moglibyśmy sobie pozwolić na tak intensywne treningi. Było to dla nas o tyle istotne, że dwie z pięciu sesji odbywały się na jeziorze.

Jak wyglądała otoczka towarzysząca zawodom w Stanach Zjednoczonych? Mistrzostwa cieszyły się dużym zainteresowaniem?

- Tak, było bardzo duże zainteresowanie mistrzostwami. Zarówno ze strony mediów jak i zwykłych ludzi. W telewizji i w prasie pojawiały się na bieżąco relacje z zawodów. Wśród kibiców było sporo naszych rodaków z USA. Wszystko odbywało się w bardzo uroczystej i serdecznej atmosferze.

Niewiele osób wie, na czym polegają takie zawody. Im większa ryba tym lepiej?

- W zasadzie tak. Im dłuższą rybę złowisz tym więcej punktów zostanie Ci przydzielonych. Zawody polegają na wyciągnięciu w określonym czasie jak największej ilości wymiarowych ryb. Organizatorzy ustalają minimalną długość ryby. W tym przypadku było to 20 centymetrów. Za wyłowienie takiej, która spełni ten warunek, otrzymuje się określoną ilość punktów. Ponadto za każdy dodatkowy centymetr przyznawane są kolejne punkty. Ważne jest też, by ryba nie była zahaczona np. za ogon, gdyż nie jest wtedy liczona. Kiedy złowisz rybę nie możesz jej dotknąć. Musi trafić ona prosto do podbieraka. Następnie w miarę możliwości jak najszybciej udajesz się do sędziego, by dokonał pomiaru oraz ostatecznie potwierdził złowienie ryby. Po zakończeniu rywalizacji wyniki zostają zsumowane. Wszystko brzmi nieskomplikowanie, ale w wędkarstwie muchowym oprócz doświadczenia, umiejętności potrzebna jest również niezła kondycja fizyczna. Kilkugodzinne chodzenie po rzece i mierzenie się z waleczną rybą bywają bardzo wyczerpujące. Zdarzają się czasem sytuacje, kiedy zawodnik musi poradzić sobie z nieoczekiwanymi trudnościami takimi jak silny nurt czy zróżnicowane dno. Wracając do mistrzostw świata w USA najdłuższą rybą, którą złowiłem był 51 centymetrowy pstrąg tęczowy.

To były najlepsze zawody w twoim wykonaniu?

- Były to na pewno najważniejsze dla mnie do tej pory zawody. Po czwartej sesji prowadziłem w klasyfikacji indywidualnej. Na rzece Eagle złowiłem wtedy trzydzieści ryb. Poszło mi naprawdę dobrze. Byłem jednak świadomy, że trudno będzie utrzymać taką pozycję w następnej, piątej turze. Spadłem na niższą lokatę. Jednak uważam, że z każdego tego typu doświadczenia należy wyciągnąć wnioski i iść dalej, do przodu. Pod koniec zawodów dawało o sobie znać zmęczenie. Ponadto rywalizowaliśmy w trudnych warunkach. Sama miejscowość Vail leży na wysokości ponad 2000 m. n. p. m. Górskie rzeki, choć malownicze i obfitujące w ryby, są też niebezpieczne i zdradliwe.

I tylko wielka szkoda, że dwóch zawodników z naszego powiatu nie zdobyło w tym roku srebrnego medalu…

- (Cisza) Tak, to prawda. Dawid (Bartoszek - przyp. red.) był świetnym zawodnikiem i, co dla mnie najważniejsze, moim dobrym kolegą. Bardzo żałuję, że nie mogliśmy razem cieszyć się z medalu. Pamiętaliśmy o nim podczas zawodów. Wicemistrzostwo zadedykowaliśmy właśnie jemu.

Co dalej przed tobą, jakie plany? Masz dopiero 17 lat i srebrny medal drużynowych mistrzostw świata. Czy taki sukces sprawia, że tym chętniej będziesz chodził teraz nad wodę i jeszcze więcej poświęcał czasu wędkarstwu?

- Tak. W przyszłym roku mistrzostwa odbędą się w Hiszpanii. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy zdobyło się srebro, to ma się ochotę na więcej. Czas zatem na doskonalenie swoich umiejętności. Cóż, ten sport, jak pewnie każda dyscyplina uprawiana na poziomie wyczynowym, wymaga sporych nakładów finansowych. Potrzeba na pewno kilku wędek do łowienia nad jeziorem i w rzece. Niezbędne są także akcesoria, czyli żyłki, linki, kołowrotki, podbieraki i inne. Do tego dochodzą wydatki związane z wyposażeniem wędkarza, tj. odpowiednie buty, kamizelka muchowa itp. Nie mówiąc już o wyjazdach na zawody i treningi. W miarę możliwości finansowych będę starał się rozwijać moją największą w życiu pasję.

Od minionego roku prowadzona jest w MŚ w wędkarstwie muchowym także klasyfikacja indywidualna. W niej zająłeś ostatecznie 15. Miejsce

- W mistrzostwach brało udział łącznie 47 zawodników. Rozgrywki te były dla mnie swoistym sprawdzianem umiejętności oraz działania pod presją i w stresie. Dały możliwość wykazania się. Wiadomo, że priorytetem był wynik drużyny, lecz każdy z nas chciał uplasować się jak najwyżej. Również ja miałem takie aspiracje. Colorado. gdzie łowiłem w ostatniej turze. okazało się bardzo wymagające. Muszę przyznać, że od początku obawiałem się tej rzeki. Nie czułem się tam do końca pewnie. Podczas zawodów pogorszyły się warunki, przejrzystość wody spadła. Mimo moich wielkich starań nie udało mi się utrzymać wysokiej pozycji w rankingu (Darek ostatecznie uplasował się na piętnastej pozycji - przyp. red.)

Mistrzostwo świata zdobyli gospodarze

- Tak złoty medal wywalczyła drużyna Stanów Zjednoczonych. Muszę przyznać, że byli naprawdę dobrze przygotowani. Dysponowali sprzętem wysokiej klasy, dla wielu nieosiągalnym. Ponadto przewagę dawało im to, że mistrzostwa odbywały się na dobrze znanych im wodach.

- Wróciłeś już do Polski. Czy przed mistrzostwami świata, w ich trakcie, ktoś Cię specjalnie wspierał?

- Czułem wsparcie wielu osób i instytucji. Tutaj muszę wspomnieć o Kole Wędkarskim w Makowie, którego jestem członkiem. Wspierali mnie też rodzina, przyjaciele i znajomi. Dziękuję również za okazaną pomoc Starostwu Powiatowemu w Suchej Beskidzkiej, z którego herbem występowałem podczas zawodów. Nic nie osiągnęlibyśmy bez naszego wspaniałego trenera: Andrzeja Wnękowicza. Stworzył naprawdę zgraną ekipę, a to podstawa w rozgrywkach drużynowych. Słowa uznania kieruję również do Adama Wnękowicza – naszego menedżera, za nieocenione wsparcie. Na ten sukces pracowało wiele osób i jestem im za to ogromnie wdzięczny.

wyniki -Futsal PRO

wyniki -Futsal Amator

Tabela - Futsal PRO

Team
Played Points
1 Gamba Furiosa 0 0
2 Dzikie Wieprze 0 0
3 Golden Street 0 0
4 Świt 0 0
5 KS Bystra 0 0
6 Maków 0 0
7 Białka 0 0
8 BCS Zawoja 0 0
9 HUTATA Team 0 0
10 Żuraw 0 0

Tabela - Futsal Amator

Team
Played Points
1 Granda 0 0
2 Beton 2 0 0
3 Woodica 0 0
4 AKS 0 0
5 Relax 0 0
6 Mucharz Team 0 0
7 Bad Boys 0 0
8 Wodpol 0 0
9 Legion 0 0
10 Zbóje 0 0

zapowiedŹ -Futsal PRO

17-11-2019 09:00
Żuraw - Gamba Furiosa
17-11-2019 09:55
Dzikie Wieprze - Maków
17-11-2019 10:50
Białka - HUTATA Team
17-11-2019 11:45
KS Bystra - Świt
17-11-2019 12:40
BCS Zawoja - Golden Street

zapowiedŹ -Futsal Amator

11-11-2019 15:00
Beton 2 - Bad Boys
Granda - Mucharz Team
11-11-2019 15:55
Relax - Wodpol
Legion - Beton 2
11-11-2019 16:50
AKS - Zbóje

Gazetki Promocyjne

 

HomeSportPozostałeDariusz Ordzowiały: Medal z dedykacją dla Dawida