Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

poniedziałek, 29 lipiec 2019 17:58

Przejechali maluchem 6700 km!

Dzielni podróżnicy z Jordanowa i Osielca, którzy zdecydowali się objechać całą Skandynawię fiatem 126p, aby promować rodzinne strony, wrócili już do kraju. Wyprawa odbyła się zgodnie z planem, choć w jej trakcie nie zabrakło niespodzianek. Wszystkie były jednak z rodzaju tych, które warto przeżyć.

 

Jak już pisaliśmy, jordanowianin Wacław Bednarz i osielczanin Tomasz Klimala wyruszyli w podróż 13 lipca. Najpierw dojechali do Gdańska, skąd przeprawili się promem do Szwecji. W drodze do Sztokholmu zboczyli trochę z wyznaczonej trasy, by wstąpić do miejscowości Skeppsmalen i skosztować tamtejszego przysmaku – kiszonego śledzia, zwanego surströmming. Specjał ten słynie z paskudnego odoru, toteż niewielu turystów decyduje się go spróbować. Ale Wacław Bednarz i Tomasz Klimala postanowili być twardzi. - Trzeba znieść zapach, który jest, cóż... intensywny, ale w smaku było to nawet niezłe! Tym bardziej, że Szwedzi mają swoje sposoby. Cienki chleb smarują masłem, ziemniakami i posypują cebulą, na którą następnie nakładają gęstą, kremową śmietanę i na to dopiero śledzia. Warto spróbować, ale raczej jest to przygoda na jeden raz – skomentowali.

17 lipca nieustraszeni wędrowcy przekroczyli granicę szwedzko-fińską w Tornio i zwiedzili Rovaniemi. Już następnego dnia dojechali do Norwegii, ale zanim opuścili Finlandię, mieli okazję poznać hodowcę reniferów, obejrzeć stada tych pięknych zwierząt i spróbować pochodzącego z nich mięsa. 20 lipca osiągnęli najdalej na północ wysunięty cel podróży – Nordkapp (Przylądek Północny). - Jak wiadomo, o tej porze roku za kołem podbiegunowym panują białe noce, a na Nordkappie są one szczególnie widowiskowe, bo doskonale widać, jak słońce zawraca tuż nad linią horyzontu i w ciągu kilkudziesięciu minut z zachodu robi się wschód – relacjonują podróżnicy.

Na Przylądku Północnym rozpoczęła się ich droga powrotna, ale prowadząca zupełnie inną trasą i obfitująca w nowe wrażenia. Wędrowcy odwiedzili między innymi archipelag Lofoty, który zauroczył ich różnorodnością krajobrazów. Na jednej z tamtejszych wysp, w miejscowości Svolvær trafili do klimatycznej restauracji, w której za bar służy... szalupa ratunkowa z polskiego statku z okresu II wojny światowej! Podróżnicy zjedli tam stek z wieloryba i suszoną rybę. Ostatnim miejscem na Lofotach, które zobaczyli, była wioska o najkrótszej możliwej nazwie, brzmiącej… Å. Po polsku oznacza to potok.

Następnym ważnym punktem podróży było piękne miasto Trondheim, a kolejnym stolica Norwegii – Oslo. Stamtąd wędrowcy ruszyli w stronę Göteborgu, po czym wzdłuż Morza Północnego dojechali do Helsingborgu, zaś stamtąd skierowali się do Ystad, skąd przepłynęli promem do Świnoujścia. Dziś (28 lipca), tuż przed 12.00 dotarli do miejsca, z którego dwa tygodnie wcześniej wyruszyli – przed ratusz w Jordanowie. Warto zaznaczyć, że główny bohater podróży – sławetny maluch – przetrwał podróż bez szwanku. Tylko raz w czasie całej podróży zdarzyła mu się usterka, którą jednak szybko udało się usunąć. A cała trasa mierzyła prawie 6700 km.

                                                                                                                                                                                            Edyta Łepkowska

 

 

 

 

HomeWydarzeniaJordanówPrzejechali maluchem 6700 km!