Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

środa, 09 październik 2019 14:55

Kto jest winny śmierci Sebastiana?

Rok temu w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Nowym Targu targnął się na swoje życie jeden z podopiecznych placówki, Sebastian z Toporzyska. Chłopak już od jakiegoś czasu zmagał się z myślami samobójczymi i z tego powodu miał być w ośrodku  otoczony szczególnym nadzorem. Mimo to wychowawca nie przejął się, gdy na prawie godzinę stracił go z oczu…

 

 

22-letni Sebastian Świątek z Toporzyska był bardzo wrażliwym i uczuciowym młodym człowiekiem. Gdy jedna z uczennic Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowym Targu, do którego uczęszczał, zaczęła go faworyzować, zakochał się w niej i wierzył, że ona odwzajemnia jego miłość. Jak wspomina jego mama Ewa, młodzi snuli poważne plany na przyszłość, myśleli nawet o tym, by zamieszkać razem. Jednak w pewnym momencie dziewczyna odwróciła się od chłopaka, a on nie mógł zrozumieć, dlaczego jej zachowanie diametralnie się zmieniło, dlaczego zaczęła z niego szydzić i sprawiać mu przykrość. Bardzo to przeżywał - do tego stopnia, iż przeszedł załamanie nerwowe. Zaczął mówić, że chce ze sobą skończyć, bo ma już wszystkiego dość… Został potem objęty w szkole programem antysuicydalnym, który miał go ochronić przed targnięciem się na własne życie. Jednak pod koniec roku szkolnego para pogodziła się i wyjaśniła sobie wcześniejsze nieporozumienia – tak przynajmniej wynikało z tego, co Sebastian powiedział mamie.

 

Po wakacjach młodzi z początku wydawali się zgodni, lecz wkrótce znów pojawiły się między nimi konflikty. Z czasem sytuacja stała się jeszcze bardziej zaostrzona niż w minionym roku szkolnym. – Trzeciego października syn napisał mi SMS-a, że nie chce być na zajęciach praktycznych w tej samej grupie, co ta dziewczyna. Pojechałam do Nowego Targu i udało mi się doprowadzić do tego, że zostali rozdzieleni. Ale Sebastian nadal skarżył się, że ona go nęka i mu grozi. Po prostu znęcała się nad nim psychicznie - opowiada Ewa Świątek. Jak dodaje, nad jej synem pastwił się również były chłopak koleżanki. – Były takie momenty, że mąż musiał jechać po niego do internatu, bo Sebastian się bał. Nawet chciałam na dobre zabrać syna z ośrodka, ale przekonywano mnie, że jest tam w pełni bezpieczny i nie powinnam się o niego tak panicznie bać – z płaczem opowiada kobieta. - A my, rodzice, stanęliśmy przed decyzją – zabrać go do domu, gdzie przez wiele godzin dziennie byłby sam, bo obydwoje pracujemy, czy zostawić go w szkole, gdzie, jak nam gwarantowano, nic mu nie grozi i gdzie nadal będzie się uczył. Wybraliśmy tę drugą opcję…

 

Ewa Świątek rozważała również przeniesienie syna do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Makowie Podhalańskim. Ale na to nie zgodził się Sebastian, który nie chciał dokończyć edukacji w miejscu, gdzie nikogo nie zna. Wolał zostać w starej szkole, choć wiele w niej wycierpiał. 25 października ubiegłego roku 22-latek wyszedł z sali gimnastycznej, gdzie jego grupa miała zajęcia sportowo-rekreacyjne. On sam był z nich zwolniony, ale mimo to powinien przebywać w tym samym pomieszczeniu, co reszta kolegów. Tymczasem wychowawca pozwolił mu się oddalić i nie sprawdził, gdzie chłopak poszedł i czym się zajął. – To było działanie wbrew załącznikowi do statutu szkoły. Ten dokument mówi wyraźnie, że wychowawca ma mieć swoich podopiecznych w polu widzenia. A on przez prawie godzinę nie zainteresował się, co robi mój syn – rozpacza matka.

 

Kolega widział Sebastiana chodzącego po szkolnym korytarzu, zarejestrowały to również kamery monitoringu. W pewnym momencie 22-latek wszedł do małej salki gimnastycznej, sąsiadującej z tą, w której mieli zajęcia jego koledzy. I powiesił się na jednej ze znajdujących się tam drabinek… - Mój syn stoczył straszliwy bój o własne życie, bo chorował na nowotwór. Wygrał z chorobą, cieszył się z tego i bardzo chciał żyć. Ale w szkole został sam ze swoimi problemami. Nie miał znikąd pomocy. Gdy my, rodzice, wielokrotnie alarmowaliśmy, że dzieje się tam coś złego, przekonywano nas, iż wszystko jest w porządku, a nasz syn coś wymyśla. Cały czas bagatelizowano problem – mówi załamana Ewa Świątek. – W środę, dwudziestego czwartego października stało się tam coś, czego moje dziecko już nie umiało udźwignąć. Jeszcze dzień wcześniej nic nie wskazywało na to, by chciał targnąć się na własne życie. Uzgadniał ze mną termin wizyty u lekarza, do którego miał iść końcem miesiąca.

 

Po samobójstwie Sebastiana, wychowawca, który pozwolił mu oddalić się z zajęć, został zawieszony w wykonywaniu obowiązków. Sprawą zajęła się również Prokuratura Rejonowa w Zakopanem, która jednak umorzyła postępowanie. Z niewiadomych przyczyn śledczy nie dopatrzyli się żadnych uchybień w postępowaniu wychowawcy, choć widziała je dyrekcja ośrodka. – Najogólniej rzecz ujmując, prokurator uznał, że nie ma podstaw do przypisania komukolwiek winy za tę tragedię. Śledztwo zostało przeprowadzone na tyle wnikliwie, na ile było to możliwe – powiedziała nam prokurator rejonowa w Zakopanem Barbara Bogdanowicz, tłumacząc, że nie może się szerzej wypowiadać na ten temat, ponieważ na decyzję prokuratury zostało złożone zażalenie i teraz sąd będzie badał zasadność umorzenia śledztwa.

 

Adwokat Ewa Szpak, pełnomocnik rodziców Sebastiana mówi: - Nie zgadzam się ze stanowiskiem prokuratury, że nie można nikogo pociągnąć do odpowiedzialności. Są co najmniej dwie osoby, które mogły zawinić w tej sprawie. Pierwszą z nich jest wychowawca, który miał się opiekować Sebastianem i wiedział, że ma on myśli samobójcze, a drugą szkolny psycholog. Należałoby powołać biegłego, który mógłby stwierdzić, czy psycholog miał możliwość pomóc chłopcu i czy podjął odpowiednie działania, by zapobiec tej tragedii. Mecenas podkreśla, że prokuratura przesłuchała tylko i wyłącznie wychowawców i nauczycieli, natomiast zupełnie pominęła kolegów Sebastiana, którzy znacznie lepiej mogli wiedzieć, co niepokojącego działo się w jego życiu. – Nie można mówić, że skoro chłopiec chciał się zabić, to nie było sposobu, by odwieść go od tego kroku. On prosił o pomoc. Sam się zgłaszał do psychologa oraz nauczycieli i zwierzał się ze swoich problemów. Również jego mama po kilka razy dziennie dzwoniła do szkoły, apelując, by wychowawcy mieli go na oku. Gdyby ktoś przejął się jego sytuacją, to może mógłby pomóc mu przejść przez ten najgorszy okres i teraz chłopak nadal byłby z nami – podkreśla Ewa Szpak.

 

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, który budzi wątpliwości co do bezstronności prokuratury. Wychowawca, który nie dopilnował Sebastiana, pracuje również jako kurator zawodowy przy Sądzie Rejonowym w Nowym Targu. – Dlatego chcieliśmy, aby śledztwo prowadzone było poza Podhalem. Zostało wprawdzie przeniesione z Nowego Targu do Zakopanego, ale tamtejsze jednostki są położone bardzo blisko siebie i podlegają tej samej Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu – mówi pełnomocnik rodziców Sebastiana. Teraz jednak pojawia się szansa na większą obiektywność wymiaru sprawiedliwości. Zażalenie Ewy Szpak na decyzję Prokuratury Rejonowej w Zakopanem będzie bowiem rozpatrywał Sąd Rejonowy w Myślenicach.

 

Wielokrotnie telefonowaliśmy do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowym Targu, ale nie udało nam się porozmawiać z dyrektorką placówki. Za każdym razem słyszeliśmy, że albo jest zajęta, albo jej nie ma. W końcu wysłaliśmy pytania drogą elektroniczną. Jeśli otrzymamy odpowiedź, opublikujemy jej treść.

 

Edyta Łepkowska

 

HomeWydarzeniaJordanówKto jest winny śmierci Sebastiana?