Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

piątek, 15 listopad 2019 13:32

Nadzieja na sprawiedliwość Wyróżniony

Sebastian Świątek z siostrą. Sebastian Świątek z siostrą. Foto z facebookowego profilu Sebastiana

Życia Sebastianowi nikt już nie przywróci, ale pojawiła się przynajmniej szansa, że ktoś odpowie za jego śmierć. W Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Nowym Targu popełnił samobójstwo chłopak z Toporzyska. Zrobił to, bo – jak twierdził – nie mógł już znieść prześladowań ze strony dwojga innych uczniów placówki.

 

Sprawę opisaliśmy 9 października w artykule „Kto jest winny śmierci Sebastiana?”. 22-latek z Toporzyska, Sebastian Świątek uczył się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Nowym Targu, a także mieszkał w internacie tej placówki. Po rozstaniu z dziewczyną, która z niezrozumiałych dla niego przyczyn zaczęła go traktować jak wroga, załamał się nerwowo. Po tym wydarzeniu został objęty w szkole programem antysuicydalnym, który miał go ochronić przed targnięciem się na własne życie. Chłopak nadal był jednak niespokojny, a niekiedy wręcz przerażony. Twierdził, iż była ukochana i jeden z kolegów go nękają. Nie potrafiąc znaleźć innego wyjścia z sytuacji, popełnił samobójstwo.

Zdaniem jego matki, Ewy Świątek, nie doszłoby do tego, gdyby pracownicy SOSW poważnie traktowali skargi Sebastiana o przemocy psychicznej. Winą o śmierć syna kobieta obarcza też wychowawcę, który pozwolił chłopakowi opuścić salę, w której jego koledzy z internatu mieli zajęcia sportowo-rekreacyjne. To właśnie wtedy 22-latek się powiesił. Zgodnie z wytycznymi obowiązującymi w placówce, wychowawca miał mieć podopiecznych cały czas w polu widzenia. Mógł pozwolić jednemu z nich wyjść na chwilę, na przykład do toalety, ale powinien był kontrolować czas jego nieobecności i natychmiast reagować, gdyby uczeń nie wrócił wystarczająco szybko. Ale mężczyzna przez prawie godzinę nie zainteresował się, gdzie poszedł i co robi Sebastian. Z powodu tego zaniedbania, został przez dyrektorkę placówki zawieszony w wykonywaniu obowiązków wychowawcy. Jednak Prokuratura Rejonowa w Zakopanem, która prowadziła śledztwo w tej sprawie, nie dopatrzyła się żadnych uchybień w jego postępowaniu. - Najogólniej rzecz ujmując, prokurator uznał, że nie ma podstaw do przypisania komukolwiek winy za tę tragedię. Śledztwo zostało przeprowadzone na tyle wnikliwie, na ile było to możliwe – twierdziła prokurator rejonowa w Zakopanem Barbara Bogdanowicz.

Rodzice Sebastiana nie mogli pogodzić się z umorzeniem postępowania. Dlatego ich pełnomocniczka, adwokat Ewa Szpak z Jordanowa, złożyła zażalenie na decyzję prokuratury. Gdy pisaliśmy poprzedni artykuł, Sąd Rejonowy w Myślenicach dopiero miał je rozpatrzyć. Teraz już to zrobił. Przychylił się do argumentów mecenas Ewy Szpak, uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa oraz przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. – Sąd zalecił przesłuchanie wszystkich świadków, których poprzednio pominęła prokuratura i przeprowadzenie innych dowodów. Nie mogę mówić o szczegółach, ponieważ postępowanie jest w toku i obowiązuje mnie tajemnica adwokacka – mówi Ewa Szpak.

Mecenas próbuje doprowadzić to tego, by śledztwo zostało tym razem przeniesione poza rejon Podhala, ponieważ uważa, że wcześniej zabrakło w nim bezstronności. Choć „firmowała” je Prokuratura Rejonowa w Zakopanem, prowadziła je policja z Nowego Targu, na co dzień współpracująca z wychowawcą, który pozwolił Sebastianowi opuścić salę gimnastyczną. Jest on bowiem również kuratorem zawodowym przy nowotarskim Sądzie Rejonowym…

 

 

HomeWydarzeniaJordanówNadzieja na sprawiedliwość