Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

czwartek, 08 sierpień 2019 10:28

Odbił się od dna i zdobywa szczyty

Odbił się od dna i zdobywa szczyty Foto: Edyta Łepkowska

Był czas, gdy upadł tak nisko, że bardziej już się nie dało. Jednak podniósł się i teraz nieustannie pokonuje szczyty. Zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Zwalcza słabości własnego ducha i ciała, wspina się na coraz trudniejsze do zdobycia góry. Robi to nie tylko dla siebie – chce pokazać innym alkoholikom, że poświęcając się jakiejś pasji, łatwiej jest pokonać nałóg.

 

Waldemar Borowski z Grzechyni (na zdjęciu) jest trzeźwy od 10 lat, ale zanim się opamiętał i zaczął walczyć z uzależnieniem, doszedł do etapu, w którym praktycznie non stop był pod wpływem alkoholu. Pił nałogowo przez ponad dwie dekady, poróżnił się z rodziną, stoczył się na samo dno. - Pijący człowiek uważa się za Boga. Tak było również w moim przypadku. Dopiero po terapii zdałem sobie sprawę, że Bóg wprawdzie istnieje, ale ja nim nie jestem – wyznaje grzechynianin. 

Odkąd wziął się w garść i rozpoczął niełatwą drogę do trzeźwości, zaczął pokonywać szczyty. Najpierw te, które nie mają nic wspólnego z górami. Pierwszym było odbudowanie więzi z dziećmi i żoną, drugim założenie ośrodka leczenia uzależnień, w którym pomaga innym alkoholikom oraz nałogowym hazardzistom, trzecim są sukcesy tejże placówki. Jak bowiem zapewnia Waldemar Borowski, dzięki pobytowi w niej, wielu pacjentów pokonało nałóg i odzyskało sens życia. 

W ubiegłym roku grzechynianin po raz pierwszy odczuł potrzebę, by zacząć zdobywać również górskie szczyty. Zupełnie przypadkiem w jego ręce wpadła ulotka reklamująca trekking na Kilimandżaro. Ten niewielki kawałek papieru rozbudził w nim nieznaną wcześniej tęsknotę. Mężczyzna zapisał się na wyprawę i rozpoczął żmudną pracę nad kondycją, która – delikatnie rzecz ujmując – nie była najlepsza. Najpierw ćwiczył na siłowni, potem wybrał się na Babią Górę. Pierwsze wyjście było dla niego niełatwe, więc postanowił je powtórzyć. Raz, drugi, trzeci… Przez kilka miesięcy zdobywał Babią Górę niemal codziennie! 

Mimo że w tym czasie osiągnął formę, jakiej nie miał nawet w młodości, nie był wcale pewien, czy uda mu się wyjść na Kilimandżaro. Bał się rozrzedzonej atmosfery, jaka występuje powyżej 5000 m n.p.m. Jednak jego obawy okazały się bezpodstawne. Waldemar Borowski nie tylko wspiął się na najwyższy szczyt Afryki (5895 m n.p.m.), ale jeszcze 139 metrów poniżej niego stanął na rękach! Chciał to zrobić na samym wierzchołku, jednak wieje tam zbyt silny wiatr, by pokusić się o takie akrobacje. Grzechynianin miał wtedy 62 lata. 

Euforia, jaką odczuł na szczycie, sprawiła, że na dobre połknął bakcyla wycieczek wysokogórskich. Od tamtej pory był również na trekkingu dookoła Annapurny (8091 m n.p.m.) w Himalajach, a teraz wyruszył do Kaukazu, by zdobyć Elbrus (5642 m n.p.m.). – To trudna góra, trochę niebezpieczna, bo nieprzewidywalna. Trasa na nią nie jest tak logistycznie przygotowana, jak na przykład na Kilimandżaro. A w przyszłym roku chcę lecieć do Argentyny, by zdobyć prawie siedmiotysięczny szczyt. Jeśli zaś wszystko pójdzie dobrze, spróbuję zmierzyć się z ośmiotysięcznikiem – mówi Waldemar Borowski. – Doznań, które przynoszą mi te wyprawy, nie do się doświadczyć w żaden inny sposób. To są chwile, kiedy człowiek odczuwa niesamowitą uważność na siebie, na bycie tu i teraz. Trudno to opisać, trzeba to przeżyć. 

Edyta Łepkowska

 

HomeWydarzeniaMaków PodhalańskiOdbił się od dna i zdobywa szczyty