Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

poniedziałek, 01 październik 2018 20:52

Zdobył Kilimandżaro i stanął na rękach

O wyprawie Borowskiego informowaliśmy już na początku sierpnia. Wyprawa na Kilimandżaro, w której brał udział razem z bratem Mirosławem kilka dni temu zakończyła się sukcesem. Taka podróż to nie tylko trud wejścia na szczyt, ale przede wszystkim zmaganie się z własnymi słabościami, dlatego mieszkaniec Grzechyni zadedykował ją osobom uzależnionym, utrzymującym trzeźwość. Terapeuta tak, jak założył u progu szczytu stanął na rękach, by udowodnić, że chcieć to móc.

 

Kilimandżaro (5895 m n.p.m.) to najwyższa góra Afryki, wspinaczka na jej szczyt trwa kilka dni. Decydując się na tak ekstremalną wyprawę najważniejsze jest dobre przygotowanie fizyczne i aklimatyzacja.

- Wyprawa w której brałem udział liczyła pięciu śmiałków, towarzyszyło nam także czterech przewodników, tragarze i kucharze. Szliśmy najbardziej popularną trasą, Machame Route. Pierwszy etap prowadził przez las tropikalny. To dość łagodne, około 9 kilometrowe podejście. Drugiego dnia trasa wydłużyła się do 13 kilometrów przez sawannę. Na wysokości 4 000 m n.p.m. nadszedł czas na dwudniową przerwę i aklimatyzację. Później czekało nas już tylko zdobycie szczytu – komentuje Waldemar Borowski.

Temperatura na Kilimandżaro drastycznie spada wraz z każdym przebytym metrem. Drogę pokonuje się w nocy.

- Z ostatniego obozu na szczyt wyruszyliśmy tuż po północy. Najcięższe było złapanie tchu. Średnio co 10 kroków trzeba było zrobić przerwę i wyrównać oddech. Napoje z elektrolitami, które mieliśmy w plecakach zamarzły. Nikt z nas i tak nie miał ochoty na picie i jedzenie, ale przewodnicy zmuszali nas do przegryzienia chociaż kawałka, byle tylko nie zasnąć. Po całym tym trudzie o godzinie 7.10 wszyscy szczęśliwie stanęliśmy na szczycie – dodaje uczestnik wyprawy.

Na wysokości 5 756 m n.p.m. u podnóża szczytu znajduje się Stella Point – to miejsce Waldemar Borowski wybrał, by stanąć na rękach na pół minuty. Jak sam przyznaje, był to szok dla przewodników, widzących to po raz pierwszy na takiej wysokości. Uczestnicy innych wypraw bili mu gromkie brawa.

- Najbardziej zaskakujący dla mnie był wschód słońca nad chmurami, który mogłem podziwiać ze szczytu. Nie spodziewałem się także, że ta wyprawa tak przewartościuje moje życie. Rzeczy, które wydawały mi się kiedyś ważne, dziś nie mają już takiego znaczenia. Teraz mogę powiedzieć, że największą wartość ma przygotowywanie się i dążenie do celu, zbliżanie się do horyzontu własnych możliwości – mówi Waldemar Borowski.

Pomimo, że wcześniej Waldemar Borowski nie planował kolejnych wypraw, po zasmakowaniu wysokogórskiej wspinaczki i powrocie z Kilimandżaro ma już nowe cele. W przyszłym roku, razem z córką - instruktorką wspinaczki pragnie zdobyć najwyższy szczyt Alp, Mont Blanc.

Joanna Kosman

 

HomeWydarzeniaPowiatZdobył Kilimandżaro i stanął na rękach