Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sucha Beskidzka, Powiat Suski, Maków Podhalański, Jordanów, Zembrzyce, Stryszawa, Budzów, Bystra Sidzina, Zawoja - Sucha24 Twój Portal Lokalny
czwartek, 21 maj 2020 22:33

Kasia i Łukasz Gawlasowie: Nie przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy wpływu Wyróżniony

Napisane przez

W swoją podróż życia Kasia i Łukasz Gawlasowie wyruszyli w maju 2018. Wcześniej porzucili swoje dotychczasowe życie, przesiedli się do vana i od tamtego czasu podróżują po Europie. - Na początku były tarcia, bo każdy z nas miał inne wyobrażenia odnośnie życia w vanie. Pojawiały się duże emocje, po czym... zniknęły - tak mówili w 2018 roku w wywiadzie dla naszego portalu. A jak wyglądało ich życie od tamtego momentu? 

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Witajcie po prawie dwóch latach… W 2018 roku udzieliliście pierwszego wywiadu w życiu i był on właśnie dla Sucha24. Od tamtego czasu ile już ich udzieliliście?

Łukasz Gawlas: - Kilkanaście… Uzbiera się z dwadzieścia.

Kasia Gawlas: - Byliśmy też w radiu i w telewizji (śmiech).

Lubicie taką formę kontaktu? Lubicie w taki sposób opowiadać?

Łukasz: – Wolimy mówić do kamery, tworzyć vlogi. Wtedy czujemy się najlepiej.

Za niedługo pojawicie się w kolejnym segmencie. Mam na myśli książkę.

Kasia: - Będzie się ona nazywała „Wielki Wóz”. Właśnie trwa jej przedsprzedaż, a sama książka ukaże się pod koniec maja.

Jaki będzie jej nakład?

Kasia: - Cztery tysiące.

Do książki jeszcze w tym wywiadzie wrócimy. Tymczasem kiedy umówiliśmy się na kolejną nasze spotkanie, wróciłem do naszej pierwszej rozmowy. Tytuł newsa brzmiał tak: Wsiąść do vana nie byle jakiego, z nie byle kim, w nie byle jaką podróż. Po raz pierwszy od tamtego czasu mamy kontakt werbalny i się widzimy (chociaż za pośrednictwem komunikatora internetowego, ale cóż), ale powiem, że przygotowywać się do rozmowy z Wami specjalnie nie trzeba. Tu rozmowa sama płynie. I pewnie jak już skończymy ten wywiad, to pewnie jeszcze przegadamy poza kamerę dobre kolejne kilka minut (tak było! – przyp. red.).

Łukasz: - Dziękujemy bardzo (śmiech).

Dla Was nie jest to żadnym zaskoczeniem, bo jakbyście wy nie byli otwarci na innych ludzi, na poznawanie się, to taki kontakt byłby o wiele, wiele trudniejszy.

Łukasz:  - Coś w tym jest… W kwietniu braliśmy udział w festiwalu podróżników on-line. Na drugi dzień do nas napisała, a następnie zadzwoniła, jego organizatorka z jednej strony z podziękowaniem za udział, a z drugiej za to, że naładowaliśmy ją taką pozytywną energią, miłością. Mówiła, że widziała w nas wiele prawdy, poruszyło ją nasze godzinne wystąpienie i nie mogła potem zasnąć. Od siebie dodam, że nic nowego, specjalnego nie mówiliśmy.

Fajnie się tą rozmowę zaczęło, no ale musimy zejść na taki temat, dzięki któremu dzisiaj rozmawiamy. Normalnie o tej porze powinniście być w Portugalii, ale w niej nie jesteście, bo nadajecie z Suchej Beskidzkiej. Cały świat stanął na głowie. Za Wami też dwa tygodnie kwarantanny – dla ludzi, którzy zwiedzili już tyle krajów, przemieszczają się, poznają, doznają to nie był normalny czas.

Kasia: - Nie wyglądało to źle, wręcz przeciwnie. Przez minione dwa lata sporo się najeździliśmy, zobaczyliśmy 29 krajów w związku z czym takie przymuszone zatrzymanie się spowodowało, że bez wyrzutów sumienia się dostosowaliśmy. Odpoczywaliśmy, byliśmy w otoczeniu rodziny, mogliśmy się przygotować do wydania książki – promocja, zorganizowanie sklepu, sprawy marketingowe sporo czasu zajmują. Kwarantannę spędziliśmy w Suchej Beskidzkiej. Tak naprawdę bardzo dobrze się w tym czasie czuliśmy, jesteśmy przyzwyczajeni do izolacji, do robienia zapasów, do życia na małej przestrzeni. Wirus nic strasznego w naszym życiu nie wyrządził.

Łukasz: - Największa różnica jest taka, że mniej podróżujemy. Do tej pory bardzo często zatrzymywaliśmy się w jednym miejscu na kilka, kilkanaście dni z dala od cywilizacji. Kiedy w Portugalii została zarządzona izolacja, to znaleźliśmy ciekawe miejsce nad jeziorem i tam spędziliśmy dwa tygodnie. W Suchej wyglądało to podobnie, tylko nie było jeziora (śmiech). Czekaliśmy aż kwarantanna minie oglądając np. filmy w internecie.

Jak się dowiedzieliście o tym, że coś takiego jak koronawirus jest w Europie? Telewizora nie macie, gazet nie czytacie, zostaje zatem tylko internet.

Łukasz: - Rzadko kiedy korzystamy z portali informacyjnych, bo jest tam za dużo stresujących informacji, które niekoniecznie nas dotyczą i pożerają nasze dobre samopoczucie. O koronawirusie dowiedzieliśmy się z portalu społecznościowego. Na początku go zlekceważyliśmy, uznaliśmy, że został  wymyślony i żyliśmy tak, jak do tej pory. Dopiero jak w Polsce zamknięto granice i inne państwa planowały to zrobić, to już wiedzieliśmy, że zaczyna się robić coś poważnego.Podjęliśmy wtedy decyzję o dwutygodniowej izolacji w Portugalii. Chcieliśmy zostać dłużej, ale po 14 dniach to Portugalia zaczęła się zamykać i wprowadziła akcję „zostań w domu”.  Dostaliśmy też nakaz powrotu do kraju ojczystego, bo według przepisów nasz van nie był traktowany jak dom.

Czyli Was wyrzucili.

Łukasz: - Tak. Oczywiście nie było to niemiłe, zrozumieliśmy po prostu ich przekaz, że jeżeli jutro będziemy tutaj, to zostanie to uznane za przestępstwo. Policjanci  nam poradzili, żebyśmy gdzieś pojechali nie mówiąc jednak konkretnie gdzie. Na początku obawialiśmy się tego powrotu do domu, jak będzie nasza podróż wyglądać albo np. że po drodze we Francji czy innym kraju coś się z samochodem stanie, a o pomoc będzie trudno. Ostatecznie zadecydowaliśmy, że wracamy do Polski.

Wasz odcinek vloga poświęcony powrotowi z Portugalii do Polski jest kapitalny, bo widać w nim to, czego w żadnej telewizji się nie zobaczy. A jak zobaczyłem, gdy w Hiszpanii policjant wkłada głowę przez boczną szybę, to sam się złapałem za głowę.

Kasia: - Zwłaszcza podczas przejazdu przez Hiszpanię odczuwaliśmy strach, bo kilka dni wcześniej kontaktowała się nami jedna pani mówiąc, że na podstawie przekazów, a język hiszpański znała, nie może wyjść z domu, a co dopiero wrócić do Polski. Tłumaczyłam jej, że jest napisane, że jeżeli ktoś chce wrócić do miejsca, w którym jest zameldowany, do Polski w tym przypadku, to może wyjechać. Media siały jednak taki ferment, zapanowała epidemia strachu, że ludzie bali się wyjść z domu i cokolwiek sami zrobić.

Przejechaliście duży kawałek Europy, ale dopiero na granicy polsko-niemieckiej w Zgorzelcu zobaczyliście sceny rodem z amerykańskich filmów o epidemii. Można było poczuć, że w Polsce są duże obostrzenia związane z koronawirusem.  Tymczasem w krajach, które były o wiele bardziej doświadczone  pandemią niż Polska wyglądało to inaczej.

Łukasz: - Wygląda to inaczej i sam nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Na pewno w Polsce było dużo pokazówki – np. ten człowiek na granicy, którego kombinezon ochronny był połatany taśmą klejącą. I on cały czas stal obok mężczyzn, którzy tego kombinezonu nie mieli. To byli wojskowi, ale nie wiem czemu ten jeden był wyróżniony, a reszta nie.

Może to był szef?

Kasia: - Z jednej strony w Polsce wprowadzono ostre zakazy, a z drugiej nikt tego nie kontrolował. Na granicy Portugalii z Hiszpanią pozwolono nam na wjazd mówiąc, abyśmy byli w kraju nie dłużej niż jeden dzień. Na autostradach były widoczne patrole policji, które zatrzymywały pojazdy i pytały ludzi o cel podróży. Skoro było powiedziane, że bez ważnego powodu nie można podróżować, to było to kontrolowane. W Polsce na dzień dobry przywitała nas duża liczba ludzi na granicy, ale potem spodziewaliśmy się korków na drogach z powodu kontroli. Nic takiego nie miało miejsca. Widzieliśmy za to dużo spacerowiczów, ludzi na rowerach, akurat to była też niedziela z otwartymi sklepami, więc wiele osób wybrało się na zakupy. Zauważalny był taki rozdźwięk - na granicy dużo się dzieje, a potem im dalej w głąb kraju wyglądało, jakby nikt przestrzegania przepisów nie pilnował.

Były też jednak niespodzianki, jak tańczący policjanci w Skawinie .

Kasia i Łukasz: – (oboje śmiech).

Łukasz: - Skoro zeszliśmy na temat policji, to Panowie funkcjonariusze odwiedzali nas w trakcie kwarantanny w Suchej dwa albo nawet trzy razy dziennie. Były to bardzo miłe spotkania, po paru dniach wielu z nich dołączyło do grona naszych subskrybentów i zaczęło oglądać nasze vlogi. Kilku już nas znało i cieszyli się, że mogą nas osobiście poznać.  

Podczas powrotu z Portugalii pojawiło się w głowie, że może to już koniec naszej podróży?

Łukasz: – Nie, absolutnie nie.

Kasia: - Nie, nie.

Łukasz: - Nadal uważam, że to nie jest koniec. Nie musimy i tak wcale daleko wyjeżdżać. W okolicach Suchej też można znaleźć ciekawe okolice, ostatnio odwiedziliśmy Przysłop. Wypadów po Polsce planujemy w tym roku zresztą więcej, a jak otworzą granice i będzie bezpiecznie, to tam pojedziemy.

Wakacje made in Poland zatem i tak stają się coraz bardziej realne?

Kasia: - Nie można spotykać się w dużych grupach i tego zapewne nie będzie, ale możliwość podróżowania i odkrywania naszego kraju już będzie dostępna. W zeszłym roku byliśmy zresztą na zachodniej stronie Polski i na południu, a w tym będziemy eksplorować wschód i polskie morze.

Dobra rzućmy ten temat. Dwa lata podróży za Wami – jesteście tymi samymi ludźmi, z takimi samymi celami i ambicjami?

Łukasz: – (cisza) Zdecydowanie jesteśmy spokojniejsi. Nie przejmujemy się tak wszystkim, czym przejmowaliśmy się w przeszłości. Nawet patrząc na to, że pojawił się ten wirus….

A chciałem od niego już uciec…

Łukasz: – (śmiech) Pokomplikował on trochę naszych planów, ale specjalnie się nie przejęliśmy. Świeża sprawa jest taka, że otrzymaliśmy właśnie informacje, że jeden duży festiwal, na którym mieliśmy prowadzić warsztaty o vanlife, został odwołany.

Opener?

Łukasz: – Nie mogę zdradzić. Wracając do tematu – trudno, życie, jedziemy dalej. W przyszłym roku jak się uda, to warsztaty przeprowadzimy. Podróż nauczyła nas cieszenia się z tego, co jest tu i teraz, bez specjalnego planowania co będzie za miesiąc czy dwa, bo nie ma gwarancji czy cokolwiek zobaczymy, czy dożyjemy w ogóle. Korzystamy z tego, co mamy.

A czego nowego o sobie nawzajem się dowiedzieliście?

Kasia i Łukasz: - (śmiech).

Niczego czy nie możecie powiedzieć?

Kasia: - (śmiech) Chyba tego nie możemy powiedzieć.

To może naprowadzę trochę. Kłócić się jednak od czasu do czasu trzeba

Kasia: - Bardzo szybko  się dogadujemy. Nawet jeżeli ktoś z nas ma zły humor, to się jeden na drugiego nie obraża.

Łukasz: - Szybko się godzimy to fakt, bo wiemy, że od tego nie ma też ucieczki. Dla przykładu – w nocy na środku Albanii nigdzie nie ucieknę po sprzeczce. Nie pójdziemy też do znajomych, czy nie wrócimy do mamy. Nie ma takiej opcji – musimy się szybko godzić.

Kasia: - Mieliśmy wczoraj taką sytuację. Miałam gorszy dzień i  pozwoliłam sobie na smutek. Łukasz nie starał się mnie na siłę pocieszyć, nie pytał nachalnie co się dzieje, nie naprawiał mojego stanu emocjonalnego. Postanowił, że muszę sobie z tym sama poradzić, a potem przyszedł do mnie z taką ogromną miłością i zrozumieniem. Też się tego uczę, gdy to Łukasz ma gorszy czas, coś go nurtuje i myślę sobie – ok, dobra, jak się uleczy, będzie chciał o tym porozmawiać, to to zrobi. Szanujemy to, że możemy inaczej reagować na pewne sytuacje. Niekoniecznie musi być tak, że jeżeli ktoś z nas jest zły, to musi to być związane z tą drugą osobą. Pozwalamy sobie mieć czasem gorszy humor.

Łukasz: - Nie jest też tak, że całe 24 h spędzamy razem…

Kasia: - I nie zawsze robimy to samo. Łukasz może mieć ochotę spędzić inaczej dzień niż ja.

Łukasz: - I tak czasami się dzieje, że każdy idzie w swoją stronę…

Nie wątpię.

Łukasz: - Najczęściej jest tak, że ja zostaję w vanie, a Kasia idzie w świat np. na spacer, do muzeum czy ogrodu, czyli w miejsca, które mnie niespecjalnie interesują. Ja w tym czasie pracuję albo sprawdzam internet. Potem wieczorem mamy sobie wiele do powiedzenia.

Czyli nie ma pytań, kto bardziej tęsknił?

Kasia: - (śmiech) Jak już się spotkamy, to nie możemy się nagadać.

Proponuję nie zajmować się po kolei tym, co zobaczyliście, odwiedziliście i przeżyliście, bo zajęłoby nam to kilkanaście zapewne godzin. Jestem jednak przekonany, że macie swoje top 3 wydarzeń z tych dwóch lat… Widzę, że się uśmiechacie, więc pewnie tak jest… które wam zapadły w pamięci?

Łukasz: – Patrząc na państwa, które zwiedziliśmy, to mamy na pewno takie kraje, które uważamy za najpiękniejszy, najlepiej nadający się do życia i taki, w którym spotkała nas największa gościnność. Najpiękniejsze państwo to Norwegia…


Kasia:
 - Niesamowite widoki na każdym kilometrze i absolutnie zjawiskowa natura.

Łukasz: - Najlepszy kraj do życia to Portugalia. Jest słońce, pyszne jedzenie, niesamowite morze i plaże i bardzo mili ludzie. Człowiek się czuje, jakby cały czas był na wakacjach. Państwo, które nas najbardziej zaskoczyło to Albania. Na początku nie chciałem tam jechać, bo wydawało się nam, że to niebezpieczny kraj. Tymczasem już na granicy spotkaliśmy bardzo uprzejmą celniczkę, a później było już tylko lepiej. Spaliśmy na dzikich plażach, policjanci nas przytulali…

Co????

Łukasz: - (śmiech) Nie dość, że mnie przytulił, to chciał mi sprzedać bimber i miód, który produkuje jego mama (śmiech). Policjanci przynosili też nam ryby. Wszyscy w Albanii byli dla nas niesamowicie gościnni. Gdzie byśmy nie pojechali, to byliśmy bardzo miło witani i świetnie traktowani.

Kasia: - Częstowano nasz jedzeniem i alkoholem… Pewnego razu jadąc przez górskie tereny zatrzymaliśmy się, żeby auto odpoczęło i poszliśmy do kawiarni. Siadamy przy stoliku, zamawiamy kawę, a tutaj jeden pan, co właśnie odpalał papierosa zapytał się, czy nie chcemy się poczęstować.

Łukasz: – Innym razem była taka sytuacja, że siedzieliśmy z Kasią na murku. Podszedł do nas chłopiec, który przyniósł dwie gazety i kazał nam włożyć je sobie pod tyłek, żebyśmy nie siedzieli na zimnym betonie. Zachęcamy wszystkich do odwiedzin tego kraju – to taka lepsza Chorwacja. Jest tam wszystko to samo – piękne morze, wybrzeże, super jedzenie, ale ludzie są bardziej życzliwi i otwarci.

Ok kraje wymieniliście, ale może jakieś sytuacje niekoniecznie rodem z tych krajów? Mogą też być nie tylko pozytywne sytuacje.

Kasia: - W głowie mam cały czas jedną sytuację z podróży przez Skandynawię. Pokazuje ona, że naprawdę nie musimy się o nic martwić, że Bóg nad nami czuwa. Wierzę, że jak się mu zaufa  i ma go w sercu, to możemy otrzymać to, czego chcemy. Nie chodzi o to, by być bogatym czy coś w tym stylu, ale żeby niczego nie zabrakło. Wracając do tematu - kiedy odwiedzamy jakieś państwo, to też czytamy sporo na jego temat, w tym odnośnie lokalnych smakołyków (śmiech). Bardzo chciałam spróbować łososia, szwedzkiej słodkiej musztardy i norweskiego sera o smaku karmelu. Kiedy byliśmy w Skandynawii, to mówiąc kolokwialnie „jechaliśmy na oszczędnościach”, a jest tam bardzo drogo. Mieliśmy tam również umówione spotkanie z naszymi widzami i jeden z nich, Adam, mówi, że jak się w gości przychodzi, to z prezentem. I co nam przyniósł? Łososia, musztardę i ten ser (śmiech), czyli dokładnie te rzeczy, które chciałam, a do tego książkę i miód, który nam się kończył. Inny Adam z kolei zaproponował nam, że wymieni olej w samochodzie. Poprzedniego dnia Łukasz mi mówił, że od kilku dni ma w głowie to, żeby kupić i wymienić olej, a w Norwegii będzie to zapewne droga usługa. I tutaj pojawił się nasz widz, który miał warsztat i ten olej wymienił. To były dla mnie namacalne przykłady tego, że nie ma się co martwić na zapas, a wszystko, czego potrzebujemy, dostaniemy.

Łukasz: – Dobro powraca.

Mam teraz dla was niespodziankę. Na naszym fanpage ogłosiliśmy, że niebawem będziemy z wami przeprowadzać wywiad i nasi widzowie mogą nadsyłać pytania, jakie chcieliby zadać. Gotowi?

Kasia i Łukasz: - Tak (śmiech).

Pytanie od Ani – jak się poznaliście?

Kasia: - Oooooo…. Mieliśmy wspólną przyjaciółkę i pewnego dnia spotkaliśmy się wszyscy razem. Tak to się zaczęło.

Pytanie od Tomka I - Ile najdłużej pod rząd przejechaliście kilometrów i kto zazwyczaj prowadzi vana?

Kasia: - Zazwyczaj prowadzi Łukasz. Kiedy jedziemy w dłuższą trasą i najdzie mnie ochota, to siadam oczywiście za kierownicą. Łukasz jednak pewniej się czuje za kierownicą. O samochód musimy też dbać, a ja mam taką tendencję, że lubię szybko jechać zbytnio go nie oszczędzając.

Łukasz: - Jeżeli chodzi o jazdę, to bardzo często robimy przerwy i nie jedziemy dłużej niż 2-3 godziny. Coś rekordowego to może to, że 1200 km zrobiliśmy w ciągu jednego dnia, gdy wracaliśmy na kwarantannę do Polski.

Pytanie od Darka - jak reagują ludzie w różnych krajach, gdy dowiadują się co robicie i jak żyjecie?

Kasia: - Zawsze pozytywnie. Są uśmiechy, dodatkowe pytania i obowiązkowo każdy chce zobaczyć vana od środka. Podoba im się to jak żyjemy i stwierdzają, że też by tak chcieli.

Pytanie od Weroniki - gdzie widzicie siebie za 10 lat?

Łukasz: - W Portugalii (śmiech).

Pytanie od Tomka II - jak widzicie najbliższą przyszłość vlogów podróżniczych? Takie inicjatywy jak Wasza mogą nie być możliwe przez dłuższy czas nie tylko z powodu ograniczeń w podróżowaniu, ale też i z powodu mniejszej chęci ze strony sponsorów na podobne akcje.

Kasia: - Może zacznę od ostatniej jego części. Nie chodzi tylko o sponsorów, bo my nie robimy tego głównie dla nich, lecz dlatego, że sprawia nam to przyjemność. Mam na myśli nagrywanie vlogów i kontakt z widzami. Oni są naszą główną motywacją. Mamy wokół siebie grono ludzi, którzy nas lubią i to, co robimy. Sama czuję, że daję im coś dobrego. Vlogi podróżnicze może już nie będą takie, jak do tej pory, ale robienie ich to bardzo kreatywne zajęcie. Można zrobić vloga nawet z własnego ogrodu albo z wycieczki do lasu. To jest bardziej kwestia kreatywności niż tego, czy granice zostaną otwarte.

Łukasz: - Przyjaźnimy się ze znanymi vlogerami polskimi, którzy teraz nie podróżują, lecz siedzą w domach. Nagrywają vlogi w domach i czekają.

Pytanie od Marzeny – czy czujecie się celebrytami?

Łukasz: - Nieeeee.

Kasia: - Haha, nie.

Łukasz: - Jeszcze nie robią nam zdjęć, kiedy jesteśmy w sklepie spożywczym (śmiech).

Kasia: - Jesteśmy rozpoznawalni, ale nie sławni. Jeżeli ktoś siedzi w temacie vlogów podróżniczych, to nas kojarzy.

Czyli były sytuacje, że ktoś podchodzi i mówi – oooo ja Was znam.

Łukasz: - Bywało tak w Polsce, zagranicą też, gdy spotkaliśmy naszych widzów. Zawsze to były miłe spotkania.

Kasia: - I nie męczące, że np. nie możemy wyjść na stare miasto w Krakowie czy w Suchej do sklepu. Czasem się zdarzy, że ktoś nas rozpozna, ale to nie jest nic dużego. I tak jak powiedział Łukasz, zawsze są to bardzo miłe spotkania.

Przebrnęliśmy przez pytania od naszych czytelników, za które jeszcze raz im dziękuję. W wywiadzie w 2018 roku mówiliście, że może podróż po Ameryce byłaby fajna, chociaż to odległa przyszłość. Innymi słowy, czy czujecie już przesyt Europą i wszystko to, co chcieliście, już zobaczyliście na tym kontynencie?

Łukasz: - Na razie nie planujemy podróży po innych kontynentach, ale troszeczkę zmieniliśmy też styl podróżowania. Jeszcze przed wybuchem pandemii nie odwiedzaliśmy znanych miast, zamków czy innych miejsc polecanych z przewodników, bo stwierdziliśmy, że we wszystkich zamkach czy kościołach jest dokładnie to samo. Kiedy jechaliśmy ostatnio do Hiszpanii, to bardziej kierowaliśmy się tym, gdzie jest dobre jedzenie czy wino…

Kasia: - Albo ładne widoki.

Łukasz: - A niekoniecznie, gdzie są wielkie miejscowości. Podam przykład Włoch, gdzie nie byliśmy np. we Florencji czy Wenecji, bo jest tam dużo turystów, a ulice są podobne jak w Rzymie czy innych miastach. We Włoszech odwiedziliśmy za to Neapol, który jest całkowicie inny niż reszta miast. I jest tam pyszna pizza, dla której głównie pojechaliśmy (śmiech).

Kasia: - Łukasz chciał spędzić również noc na Wezuwiuszu.

Zeszliśmy na temat miast, to może braliście udział w wydarzeniach kulturalnych, sportowych, byliście na koncertach?

Łukasz: - Byliśmy w Jeleniej Górze na dniach teatrów ulicznych. Niesamowicie było w Kopenhadze podczas Dnia Kultury. Wygląd on podobnie jak otwarte dni muzeów w Polsce. W Danii wszystkie placówki kultury, sale koncertowe, kina są wtedy otwarte. Kupuje się jeden bilet i można wszędzie wejść. Na każdym rogu ulicy byli grajkowie, wszędzie były koncerty, coś się działo. Cała Kopenhaga wyszła na ulicę, ludzie z każdego pokolenia. Nie dość, że robiło to niesamowity efekt, to jeszcze organizacja była na wysokim poziomie.

Kasia: - Rok temu byliśmy na pielgrzymce szlakiem św. Jakuba do Camino. Akurat był to okres Wielkanocny. W Portugalii, ale zwłaszcza w Hiszpanii, było widoczne, jak w specyficzny sposób jest obchodzony Wielki Tydzień. Niesamowite wrażenie robiły pochody przez miasta na specjalnych platformach. Biorą w nich udział tzw. Bractwa, które mają odpowiedni ubiór. W zależności od dni w Wielkim Tygodniu, to orkiestra gra określony rodzaj muzyki - radosny lub smutny. Wiadomo, że to jest ich zakorzeniona tradycja i kultura, lecz dla kogoś, kto po raz pierwszy tego doświadczył, było to piorunujące.

Byliście ponownie w Medjugorje?

Łukasz: - We wrześniu 2019 przy okazji wesela naszego przyjaciela. To było polskie wesele w chorwackim stylu, które odbyło się w Bośni. Były tam różne zwyczaje weselne, które w Polsce nie są znane.

Słucham.

Łukasz: - (śmiech) Byłem na tym weselu świadkiem. Właśnie świadek i świadkowa pili razem toast, a potem musieli sobie dać buzi. Świadkowie i para młoda byli tak samo traktowani – na zasadzie oczepin. Musiałem np. nakarmić świadkową ciastem, a ona mnie. Wszystkiemu towarzyszyło też dużo patriotycznych śpiewów.

Za nami 39 minut i 56 sekund rozmowy, a wydaje się, że minęło pięć minut. Tak to z wami jest.

Ł.G. i Łukasz: - (oboje śmiech).

Na koniec może coś o książce, skoro na początku rozmowy obiecałem do jej tematu wrócić. Kiedy narodził się pomysł, by ją napisać i dlaczego narodził się on w głowie Kasi?

Kasia: - Było to po 10 miesiącach naszej podróży. Kiedy publikuję zdjęcia na naszym Instagramie to czasem dodaję jakiś opis. Zaczęłam też pisać posty na blogu. Ludzie na to reagowali pisząc, ze mam lekkie pióro, że lubią to czytać i zaczęły się pojawiać pytania, czy może powstanie z naszej podróży jakaś książka? Pomyślałam, że spróbuję, a Łukasz mnie do tego motywował. Teraz już mogę powiedzieć, że udało się, ale sama jestem ciekawa, jak zareagują na nią czytelnicy.

Wyczuwam w głosie dużą ekscytację.

Kasia: - (śmiech).

Łukasz: - Nie wtrącałem się Kasi do pisania, bo wtedy tylko bym namieszał. Przeczytałem książkę raz w wersji roboczej, ale kiedy już wziąłem do ręki gotowy egzemplarz, ze zdjęciami, to przeniosła mnie ona w takie momenty, takie miejsca, że się zachwyciłem. To był czas, kiedy jeszcze nie robiliśmy vlogów, a i kiedy je zaczęliśmy robić, to i tak w 10 minutach nie można wszystkiego zawrzeć. Kasia opisała w książce niektóre sytuacje bardzo dokładnie, a mnie przy czytaniu tego towarzyszyły niesamowite emocje, wzruszenie, śmiech.

Jak można książkę zamówić, otrzymać?

Łukasz: - Otwarty jest nasz sklep internetowy sklep.podrozovanie.pl, w którym można książki zamawiać w przedsprzedaży, a pod koniec maja będzie następowała wysyłka. Wszystkie książki zakupione do 24 maja będą opatrzone naszymi autografami oraz będą zawierały drobny prezent. W dniu premiery książki tj. 28 maja będziemy świętować też drugą rocznicę naszego wyjazdu. Z tej okazji planujemy zrobić małe przyjęcie online na YouTube. Zapraszamy wszystkich serdecznie o 19:00, 28 maja na nasz kanał – PodróżoVanie.

To może jakiś konkurs dla naszych czytelników z waszymi autografami?

Łukasz: - Jak najbardziej.

UWAGA KONKURS! Do wygrania książka "Wielki Wóz" z autografem Kasi i Łukasza. Zadanie jest takie: "Gdzie polecacie pojechać vanem w naszym powiecie i dlaczego?". Na Wasze pomysły czekamy do niedzieli do godz. 20 - wysyłamy maila na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

ZOBACZ TAKŻE: Wsiąść do vana nie byle jakiego, z nie byle kim, w nie byle jaką podróż

asdasdasdasdas

 

HomeWydarzeniaSucha BeskidzkaKasia i Łukasz Gawlasowie: Nie przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy wpływu