Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sucha Beskidzka, Powiat Suski, Maków Podhalański, Jordanów, Zembrzyce, Stryszawa, Budzów, Bystra Sidzina, Zawoja - Sucha24 Twój Portal Lokalny
piątek, 03 sierpień 2018 22:16

Wsiąść do vana nie byle jakiego, z nie byle kim, w nie byle jaką podróż Wyróżniony

Trudno ich nie polubić, trudno nie słuchać z uwagą, wreszcie trudno zakończyć rozmowę. Suszanin Łukasz Gawlas i jego żona Kasia postanowili rzucić wszystko i jechać bynajmniej nie w Bieszczady, ale w podróż po Europie. Kim są, dlaczego i po co to robią, czy wreszcie jak radzą sobie z kryzysami - na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w pierwszym wywiadzie, jakiego udzielili w życiu. Bez dwóch zdań na pewno nie ostatnim.

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Pod jednym z komentarzy waszego vloga na FB zauważyłem taki  wpis: „co trzeba, zrobić, żeby się z wami zaprzyjaźnić”

 

Kasia Gawlas: - Trzeba się spotkać, porozmawiać (śmiech).

Bardziej pewnie tej osobie chodzi o to, że nie wydajecie się takimi zwykłymi ludźmi, skoro rzucacie swoje dotychczasowe, bezpieczne życie i ruszacie w podróż w nieznane, w podróż życia? Słyszałem, że to twoja Kasia sprawka?

Kasia - Poniekąd. Studiowałam turystykę na AWF i kocham podróże oraz wędrówki. Jak zaczęliśmy się spotykać z Łukaszem, to on stwierdził, że one nie są dla niego. Kiedy zastanawiałam się nad tym, co będę robić po studiach, to myślałam „a może ruszyć w Europę”? Łukasz powiedział, że nie. Był taką osobą, która kochała wygodę, hotele, fajne jedzenie. I tak żyliśmy przez parę lat.

Gdzie był zatem ten punkt, który spowodował, że dzisiaj udzielacie pierwszego w życiu wywiadu?

Kasia: - Moje podejście do życia zmieniła samotna pielgrzymka do Santiago de Compostela, tak zwane Camino. Łukasz z kolei był w tym czasie w Medjugorje. Mieliśmy wtedy czas, tylko dla siebie. Podczas drogi zasmakowałam wolności. Strasznie mi się to uczucie spodobało i zapragnęłam tak żyć. Nie było to proste, bo pierwsze pytanie brzmiało – skąd wziąć na to pieniądze? Parę miesięcy później Łukasz znalazł w internecie kanał „Busem przez świat” i bardzo spodobała mu się idea takiego życia.

Łukasz Gawlas: - Znalazłem tam również filmik o miliarderze z Dubaju, który na pozór wydawało się, że miał wszystko: pieniądze, samochody, fajny dom, a mimo to był nieszczęśliwy. Sprzedał wszystko, kupił campervana i zaczął podróżować po świecie. Teraz to inny człowiek, jest przeszczęśliwy, a najlepiej dokumentują to jego zdjęcia. Następnie trafiłem na inne kanały o vanlife i po oglądnięciu 1-2 odcinków krzyczę do Kasi, że może rzucimy wszystko i pojedziemy w podróż?

Byliście już małżeństwem?

Łukasz: - Tak. Byliśmy ustatkowani. Mieliśmy dom, ogród, rzeczy o których marzyliśmy, a mimo to czegoś nam wciąż brakowało. Zawsze na początku roku wypisywałem cele, które chciałbym zrealizować. I kiedy wszystkie je osiągnąłem pojawiła się pustka, niby depresja, z pytaniami w stylu – co teraz? Tak właśnie było z przeprowadzką do Bristolu i poszukiwaniami domu. Po trzech latach mieszkania w Londynie, zdecydowaliśmy, że to miasto nam nie służy. Zapragnęliśmy się trochę ustatkować, mieć dla siebie więcej przestrzeni w postaci domu i na jego miejsce wybraliśmy Bristol. Jednak tak jak wspomniałem, kiedy to wszystko osiągnęliśmy znowu pojawiła się pustka. Wtedy mniej więcej Kasia była na Camino, a ja w Medjugorje. Byliśmy z Kasią w stałym kontakcie, widziałem jaki dobry wpływ na nią ma ta droga. Zacząłem więc szukać na ten temat relacji innych osób na You Tubie. Kilkakrotnie miałem łzy w oczach, gdy oglądałem filmiki z Camino. Tak wiele przeżyć i emocji doświadczali ludzie podążający tą drogą, oni odkrywali tam siebie. Też tak chciałem.

Kasia: Wspominam tę podróż jako pewnego rodzaju duchową drogę, nie do końca da się to opisać słowami. Ze sobą miałam tylko kilkukilogramowy plecak, a w nim wszystko, co potrzebowałam do życia. Ubierałam się w jak najlżejsze i najwygodniejsze ubrania, na przykład legginsy, których nienawidziłam; w ogóle się nie malowałam. Ale to jak wyglądałam po prostu nie miało znaczenia. W czasie Camino drogę wyznaczają żółte strzałki, nie trzeba mieć ze sobą przewodnika. Sama sobie wybierałam czas i miejsce na odpoczynek. Ta lekkość i wolność sprawiły, że czułam się szczęśliwa, jak nigdy w życiu. Dlatego, kiedy parę miesięcy później Łukasz zaczął mówić o busie, wiedziałam, że to jest to. Że to jest odpowiedź na moje pragnienie, które poczułam na Camino.

Wiecie kto to jest Aleksander Doba?

Łukasz: - To podróżnik.

Czytałem z nim wywiad, w którym wyznał, że najbardziej podczas wypraw tęsknił do rozmowy w cztery oczy z drugą osobą, za kontaktem fizycznym, żeby móc kogoś przytulić. Wy takiego problemu nie macie.

Kasia: - Nie wyobrażam sobie, żeby podróżować w vanie samotnie. Wiem, że niektórzy prowadzą takie życie, ale...

Łukasz: - Ja też nie.

Kasia: -Nie przeżyłabym bez Łukasza. Tzn przeżyłabym, ale to byłoby coś innego. Trzeba naprawdę mieć spore „jaja” – i mówię tu zarówno o kobietach, jak i mężczyznach, żeby samotnie podróżować.

Łukasz: - Niektórzy znajomi bali się o nasz związek, jak my przetrwamy w tak małej przestrzeni? Nie będę ukrywał, że pojawiały się u nas konflikty, były stresowe sytuacje, ale przeżyliśmy je.

Kasia: - Na początku były tarcia, bo każdy z nas miał inne wyobrażenia odnośnie życia w vanie. Pojawiały się duże emocje, po czym... zniknęły.

Łukasz: - Zaskakiwały nas pewne sytuacje zewnętrzne dotyczące samochodu. Później nasze myślenie przechodziło w to, że widocznie tak musiało być. Przecież teraz powinniśmy już jechać, a udzielamy tego wywiadu (śmiech). Nie stresujemy się z tego powodu. Zresztą okazało się, że nasz van ma jeszcze jedną rzecz do naprawy, która z pewnością spowodowałby jego awarię w przyszłości.

To kiedy to pierwsze tarcie było? Ile kilometrów przejechaliście?

Kasia: - Zanim wyjechaliśmy...

Łukasz: - (śmiech).

Kasia: - Naszym celem było dostosowanie busa do warunków mieszkalnych w przeciągu 2 miesięcy i zakładaliśmy, że przeznaczymy na to kwotę ok. 5 tys złotych. Rzeczywistość okazała się inna. Prace nad izolacją w vanie przeciągały się, a efektów nie było widać.

Łukasz: - Pojawiły się pierwsze niedogadania, bo mieliśmy odmienne wizje np. krzesła, które z tyłu mogłoby być położone w innym miejscu. Kończę docinanie mebli, a Kasia mówi, że nie chce tu krzesła (śmiech).

Kasia: - Na początku sądziłam, że Łukasz specjalnie obdziera mnie z pewnych marzeń, że robi to na złość. Po przegadaniu problemu okazało się, że decyzje jakie podejmuje nie są przeciwko mnie, że robi wszystko jak najlepiej potrafi i jak najtaniej.

Łukasz: - Mam taki dar, że szybko zapominam złe rzeczy. Od razu wyjaśniamy nieporozumienia. Myślę, że to jeden z sekretów naszego udanego związku.

Nie macie wyboru – nikogo ze znajomych dookoła, rodzina też daleko. Trzeba rozmawiać.

Kasia: - Nauczyliśmy się tego, by nie kłamać między sobą, nie pudrować prawdy.

Łukasz: - Szukamy wspólnie źródła problemu. Czasami okazywał się on bardzo prozaiczny. Tak było w przypadku, gdy był nim... głód.

Kasia: - A czasami były to bardziej złożone kwestie. Kiedy zaczęliśmy vanlife zmieniliśmy całkowicie nasze życie, decyzje podejmowaliśmy bardzo spontaniczne i nie mieliśmy nad nim żadnej kontroli. Przerażało mnie też to, że żyjemy bez planu, a nawet jak jakiś powstał, to się go nie trzymamy. To powodowało, że rodził się we mnie strach.

Dopiero teraz w naszej rozmowie pada słowo strach. Jakaś historia z nim związana??

Kasia: - Jechaliśmy przez góry w Austrii i planowaliśmy przekroczyć granicę ze Słowenią. Zbierało się na burzę i gdzieś wewnątrz czułam, że nie powinniśmy jechać. W końcu zaczęło się gradobicie na zmianę z intensywnymi opadami deszczu. Zatrzymaliśmy się na poboczu, by poczekać, aż pogoda się trochę uspokoi. Kiedy opady zelżały ruszyliśmy dalej. Droga prowadziła coraz wyżej, widoczność była niewielka, bo zewsząd otaczały nas chmury. Kiedy dojechaliśmy na szczyt góry, zatrzymaliśmy się na parkingu przy jeziorze. Okazało się, że nie mamy zasięgu w telefonie, nie mieliśmy również internetu i trudno nam było oszacować ile kilometrów zostało do granicy ze Słowenią. Zaczynało zmierzchać, a my nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Siedzieliśmy w busie i nie wiedzieliśmy, czy jechać dalej, czy zostać? Byliśmy bardzo zmęczeni, nie byliśmy już nawet w stanie rozmawiać ze sobą .

Łukasz: - Tu trzeba jeszcze dodać, że w tym samym dniu wstaliśmy o piątej rano by zobaczyć wschód słońca nad jeziorem Gruner Sea w Alpach, potem odwiedziliśmy miasto Graz, staliśmy długo w korku by z niego wyjechać, zaczął padać grad, pojawił się problem z hamulcami...

Kasia: - Miałam poczucie, że psychicznie pęknę, że zacznę płakać i nie przestanę.

Łukasz: - Dzień wcześniej w Alpach spotkała nas burza.

Kasia: - Wszystko to obudziło w nas uśpione lęki.

To był pewnie ten moment – chrzanię to i wracam do poprzedniego życia?

Łukasz: - To był ten moment.

Kasia: - Co my tu robimy?

Łukasz: - Miało być piękne i ładnie, życie jak marzenie. Tymczasem, co prawda nie kłócimy się, ale też i nie rozmawiamy ze sobą. Jestem przemęczony, poobijany, niewyspany. Nie chcę tak żyć.

Kasia: - Dobijała nas jeszcze myśl, że jakby coś się nam stało, to nie jesteśmy w stanie nikogo o tym powiadomić.

Rozwiązanie?

Łukasz: - Po kolei (śmiech). Niebawem przestało padać...

Kasia: - Powiedziałam do Łukasza, że widziałam znak, a Łukasz...

Łukasz: - Jaki znak??? Gdzie znak??? Za chwilę patrzę i widzę znak campingu za oknem. Nie mieliśmy nic do stracenia i pojechaliśmy w kierunku, który wskazywała strzałka. Na miejscu było jezioro, jakaś wiata i nagle tabliczka: Medjugorje cross. Medjugorje? w Austrii? Patrzę przed siebie i  faktycznie widzę krzyż, do tego małą figurkę Matki Boskiej. Mówię do Kasi, że nie trafiliśmy tutaj przypadkowo i powinniśmy tu zostać.

Kasia: - Dla mnie był to znak, że jesteśmy bezpieczni.

Łukasz: - Zaczęło się przejaśniać, burza przeszła. Byliśmy tylko my, jezioro, ławki. Kasia wyjęła gitarę, ja zapaliłem świeczkę. To była pierwsza noc, podczas której o nic się nie martwiłem. Codziennie nie mogłem spać, bardziej czuwałem, czy ktoś do nas nie zapuka, nie napadnie, czy coś się nie stanie. Tamtej nocy wiedziałem, że przy tym krzyżu nic się nam nie może przytrafić. Spałem jak zabity. W nocy przyjechała nad jezioro młodzież, zrobiła się głośna impreza. Kasia mówi, że coś się dzieje, a ja jej odpowiedziałem, że już śpię (śmiech). Jeżeli cokolwiek ta młodzież chciałaby nam zrobić, to niech się dzieje co chce. Zaufałem Bogu i teraz niech On się martwi. Oczywiście nikt nas nie zaczepiał.

Po co to wszystko? Po co wam vanlife?

Kasia: - Wierzę w to, że życie jest po to, żeby doświadczać. A my jesteśmy tutaj na Ziemi tylko na chwilę.

Łukasz: - To lekcja nieschematycznego życia. Wcześniej miałem pracę, w której żyłem z kalendarzem w ręku od poniedziałku do piątku. Teraz życie sprawia, że dostosowuje się do danej sytuacji. Jestem przekonany, że poradzę sobie wszędzie. Poznałem samego siebie i zaakceptowałem.

Skąd pomysł, żeby dzielić się swoim życiem z innymi?

Kasia: - Pomyśleliśmy, że będziemy się dzielić swoim doświadczeniem. Jak ktoś będzie chciał, to może z niego skorzystać. Chcemy pokazać, że każdy zwykły człowiek może sięgnąć po swoje marzenia. Nie czujemy się żadnymi specjalistami i otwarcie mówimy, kiedy czegoś nie wiemy. Skoro więc my mogliśmy zbudować mieszkanie w vanie i zostać podróżnikami, to każdy może!

Łukasz: - Pamiętam, że kiedy przylecieliśmy z Bristolu do Krakowa i wzięliśmy taksówkę, to zaczęliśmy luźną rozmowę z kierującym. Kiedy od słowa do słowa powiedzieliśmy mu, po co wróciliśmy z wysp, to przyznał, że realizujemy jego marzenie. Dotknęło mnie to. To była pierwsza osoba, która to powiedziała. Potem pojawiły się kolejne. To jest piękne.

Kasia: - Bardzo mnie cieszy to, że wielu ludzi pisze do nas, że sprawiamy, że się uśmiechają. Po odcinku o Medjugorje, w którym mówiliśmy o wierze, otrzymaliśmy wiele wiadomości, że nasze słowa coś poruszyły w sercach odbiorców.

Łukasz: - Nie zamierzamy jednak nikomu mówić, jak ma żyć. Każdy żyje po swojemu, my również. Informacja o tym, że ktoś się zmienił po naszym filmie, jest niesamowita. Napisał do nas pewien człowiek, który mieszka w Holandii. Ma dużo pieniędzy, dobrą pracę, jednak w jego życiu pojawiły się smutek i uzależnienia, także od narkotyków... Pod wpływem filmu o Medjugorje, postanowił coś zmienić. Chce zawalczyć o siebie i pojechać właśnie w tamto miejsce. Napisał nam, że słuchając naszej historii utożsamił się z nami, że płakał. To była dla nas niezwykle ważna wiadomość, bo baliśmy się tego odcinka o wierze. Nie jest to modny temat w internecie. Zastanawialiśmy się, co się stanie po jego emisji. W końcu pojawiła się krótka refleksja: mamy się wycofywać z wiary w Boga?

Kasia: - Od początku mówiłeś, że taki jesteś i niech Cię takiego biorą.

Łukasz: - Tak, ale mimo to była obawa, czy nie przesadziliśmy, albo, że stracimy część publiczności, zaczną się wojny słowne w komentarzach. Tymczasem ten odcinek dał nam jeszcze większy zasięg! Zgłosiło się do nas kilka firm z propozycją współpracy. Do tego niezliczona ilość pięknych wiadomości.

Kasia: - Kiedy przyznaliśmy się do wiary wiele osób napisało, że to dla nich ważne. Ktoś za nas przyjął komunię, ktoś inny napisał, że nas poleca Bogu. To jest niesamowite! Wielokrotnie odczuliśmy siłę modlitw, a dzięki niej zachowaliśmy spokój w kryzysowych sytuacjach. My również modlimy się za naszych widzów. Nie zamierzamy nikogo namawiać do wiary, ani wchodzić w dysputy teologiczne. Nie uważamy się za lepszych, bo wierzymy. Uważamy, że człowiek, to istota duchowa, a w dzisiejszych czasach za mało rozmawiamy o tym co dotyczy ducha, czego szukamy, czego pragniemy.

Łukasz: - Każdy ma wolną wolę i może, ale nie musi, iść w nasze ślady. Ci, którzy nie wierzą, też do nas piszą. Tak było przy okazji odcinka, gdy w Suchej Beskidzkiej poświęciliśmy naszego vana. Pojawił się komentarz: “Nie wierzę, ale szanuję.” I to jest piękne, bo my również mamy takie podejście, również szanujemy ludzi o odmiennych poglądach.

Widziałem wiele wpisów, o których mówicie, ale filmiku z Mejugorje już nie.

Łukasz: - Zapraszamy. To był pierwszy odcinek nagrany „na spokojnie”. Poprzednie były dobrze zrobione, ale... Każde z nas chciało wypaść jak najlepiej. Na początku ja mówiłem, potem Kasia skradła mi show (śmiech). Wcześniej mieliśmy parę spięć, ale w tym odcinku bardzo dobrze się uzupełniliśmy.

Pierwszy etap podróży za wami. Jak powstała jego trasa?

Łukasz: - Został on ułożony pod wesele naszych przyjaciół (śmiech) na które chcieliśmy wrócić w połowie lipca. Pierwotnie trasa była dłuższa, a jej początek miał być w Medjugorje. Niestety zabudowa vana oraz nasze przygotowania do wyjazdu trwały miesiąc dłużej niż planowaliśmy i musieliśmy trochę przyspieszyć i skrócić zwiedzanie krajów bałkańskich. Tak się zgrało, że wieczór kawalerski mojego przyjaciela miał miejsce w Pradze i stamtąd zaczęła się nasza podróż. Następnie były Austria, Słowenia, Chorwacja, Bośnia, gdzie celem było Medjugorje, a potem już w górę, do Polski.

Kasia: - Uznaliśmy, że ten miesiąc to taki wstęp do dalszej wyprawy. Już wiemy, że damy radę i możemy śmiało jechać w dalszą, już półroczną podróż. Planujemy przejechać Skandynawię,  jesienią zawitać do Niemiec, odwiedzić Włochy, a w zimie być w Portugalii, Hiszpanii.

Inne kontynenty są w planie?

Kasia: - Początkowo myśleliśmy o Azji, chodziła nam po głowie Tajlandia. Niestety kwestie prawne i polityczne wykluczają przejazd vanem. Super byłoby pojechać do Ameryki, ale to jest wielkie przedsięwzięcie. Zresztą zanim wybierzemy się na inne kontynenty, chcemy zwiedzić Polskę.

A w naszym powiecie byłaś na Babiej Górze?

Kasia: - Tak byłam, ale nie z Łukaszem. Razem chcieliśmy na nią iść, ale powstrzymała nas pogoda.

Szybko zleciało – ponad 50 minut rozmowy, a czuję, że mogłaby ona trwać i dwa dni. Ostatnie słowo? Oglądajcie, nie oglądajcie nas? Jedźcie za nami, albo nie?

Kasia: - Jedźcie! Żyjemy w niesamowitych czasach, w których nie ma granic. Nic, tylko z tego korzystać!

Łukasz: - Trzeba słuchać głosu serca i za nim podążać. Niekoniecznie robić to, co inni. Ktoś może kupić vana i być nieszczęśliwy. Jak się odczuwa czegoś potrzebę...

Kasia: - Cokolwiek to jest…

Łukasz: - Na przykład jazda na rowerze, to idźcie pojeździć! Tylko nic na pokaz, bo życie to zweryfikuje. Jeżeli chodzi o nas, to zaznaczę jednak, że nasz van jest tylko dwuosobowy i nikogo nie możemy przyjąć.

Kasia: -  Przed monitorami jest wiele miejsca.

Łukasz: - Można nas znaleźć na facebooku, youtube czy instagramie. A także na naszej stronie podrozovanie.pl. Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników.

 

asdasdasdasdas

 

HomeWydarzeniaSucha BeskidzkaWsiąść do vana nie byle jakiego, z nie byle kim, w nie byle jaką podróż