Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Wydrukuj tę stronę
środa, 03 lipiec 2019 07:43

Skawica. Przytulić własne dziecko do piersi…

Skawiczanka Lena Trybała z bólem serca patrzy na młode mamy spacerujące z wózkami dziecięcymi lub kołyszące niemowlęta w ramionach. Tak bardzo chciałaby robić to samo, mieć własną pociechę, którą będzie mogła samodzielnie się zająć! Ale jej droga do tego celu jest o wiele dłuższa i bardziej wyboista niż większości kobiet…

 

W czerwcu ubiegłego roku Lena Bartniczak ze Skawicy stanęła na ślubnym kobiercu z mężczyzną, który sprawił, że po raz pierwszy w życiu poczuła się pełnowartościową osobą. Dla Marka Trybały nie ma znaczenia jej niesamodzielność, lecz ranią go wymieniane ukradkiem komentarze w rodzaju: „Taki przystojny mężczyzna, a związał się z inwalidką”. Bo dobrze wie, że ze świecą można by szukać drugiej kobiety, która ma tyle walorów, co jego wybranka. – Jest nie tylko śliczna, ale również bardzo wrażliwa, serdeczna i naturalna. Nie ukrywa emocji, nie potrafi kłamać. Jest też uparta, jednak w jej przypadku to zaleta. Bo jeśli czegoś bardzo chce, mobilizuje mnie do działania. Ja sam boję się różnych wyzwań, ale dzięki niej potrafię się przełamać – opowiada Marek Trybała. – Lenka przejmuje się tym, że nie może całkiem samodzielnie ugotować obiadu, ale mnie wystarczy samo jej towarzystwo i troska, jaką mi okazuje. Jestem szczęśliwy, gdy mogę po pracy usiąść przy niej, porozmawiać z nią, patrzeć na jej radość, widzieć miłość w jej oczach. To nic, że sam muszę pewne rzeczy zrobić, przygotować, dbać o żonę bardziej, niż gdyby była w pełni sprawną kobietą. Liczyłem się z tym, zanim ją poślubiłem.

Lena od urodzenia cierpi na dziecięce porażenie mózgowe, które sprawiło, że jej nogi są prawie całkowicie bezużyteczne, a i ręce nie do końca funkcjonują tak, jak by tego chciała. Ilekroć skawiczanka pragnie wyjść z domu, skazana jest na pomoc kogoś pełnosprawnego. Gdy przez 6 tygodni codziennie musiała jeździć do szpitala w Suchej Beskidzkiej na rehabilitację, było to możliwe tylko dzięki wsparciu wielu osób. Na przystanek autobusowy zawoził ją wózkiem inwalidzkim siostrzeniec, który potem razem z pasażerami pomagał jej wsiąść do busa. Gdy już dojechała na miejsce, musiała prosić kogoś o to, by pomógł jej dostać się do budynku. – Za każdym razem martwiłam się, czy ktoś taki się znajdzie. Kiedyś się zdarzyło, że kierowca busa wziął mnie na ręce i zaniósł do windy. Zazwyczaj jednak byłam zdana na osoby, które zgodzą się mnie do niej zaprowadzić. Bo mogę przejść kilka czy nawet kilkanaście metrów, jeśli ktoś mocno mnie podpiera i przytrzymuje – opowiada Lena Trybała. W obrębie szpitala pomoc dla niej organizował zaprzyjaźniony z nią Tadzio. Wprawdzie on sam jest niepełnosprawny i porusza się o kuli, ale może popychać wózek inwalidzki, który czasami (choć nie zawsze) udało mu się dla Leny wypożyczyć. Jeśli nie było to możliwe, starał się przyprowadzić chodzik lub osobę, która mogłaby pomóc kobiecie przejść do odpowiedniego pomieszczenia… - Te sześć tygodni to była prawdziwa udręka. Dlatego nie zdecydowałam się kontynuować rehabilitacji, choć naprawdę dużo mi dawała – wspomina Lena.

Przez lata sądziła, że nie ma sposobu na to, by mogła zacząć chodzić o własnych siłach. Polscy chirurdzy nie dawali jej na to nadziei. Ale Marek namówił ją na konsultację u światowej sławy chirurga ortopedy, Drora Paleya z Florydy, do której doszło podczas jednej z wizyt lekarza w naszym kraju. To był pierwszy specjalista, który stwierdził, że przypadek Leny nie jest beznadziejny, ani nawet szczególnie skomplikowany. Ocenił, że wystarczą cztery operacje, by postawić ją na nogi. Ale zabiegi są bardzo drogie. Wszystkie razem będą kosztowały około 720 tys. zł… - Sprawne nogi są mi potrzebne nie tylko po to, abym mogła samodzielnie się poruszać. Ja i Marek marzymy o dziecku. Ale jaką matką mogę być dla takiego maleństwa, skoro nie przybiegnę do niego, gdy zacznie płakać i nie wezmę go na ręce, by przytulić do piersi? Poza tym doktor Paley zaleca, abym nie decydowała się na ciążę przed operacją, bo będzie to zbyt duże obciążenie dla mojego kręgosłupa. Ale zegar biologiczny nieubłaganie tyka. Jeśli zbyt długo będę zwlekała z macierzyństwem, w końcu będzie na to za późno. Mam już trzydzieści dwa lata – martwi się kobieta.

Jej mąż entuzjastycznie zapewnia, że gotów jest nawet zrezygnować z pracy, by zająć się córeczką lub synkiem. – Pieniądze nie są najważniejsze. Bywają chwile w naszym życiu, i to częste, kiedy nie potrzebujemy ani jednej złotówki, ani jednego grosika, by być szczęśliwi – mówi. Ale, choć to piękne słowa, zupełnie bez pieniędzy nie da się żyć. Trzeba mieć przynajmniej minimum, które wystarczy na jedzenie, opłaty i podstawowe wydatki. A żeby Lena mogła zacząć chodzić, potrzebna jest suma dla niego wręcz niewyobrażalna. Od blisko dwu lat trwają zbiórki środków na operacje nóg kobiety, były też akcje charytatywne na jej rzecz. Jednak dotąd udało się zgromadzić mniej niż jedną dziesiątą niezbędnej kwoty. – Nie narzekamy, że tak powoli to idzie. Jesteśmy wdzięczni za każdą wpłatę i doceniamy zaangażowanie wszystkich osób, które w jakikolwiek sposób zdecydowały się nam pomóc. Kiedyś nawet sto tysięcy złotych wydawało mi się kwotą nie do osiągnięcia. Teraz widzę, że  - dzięki ludziom o wielkich sercach - jesteśmy w stanie ją zgromadzić – uśmiecha się Marek.

Jeśli ktoś z naszych czytelników chciałby pomóc Lenie spełnić jej marzenie, może to zrobić za pośrednictwem portalu www.siepomaga.pl/lena-bartniczak lub dokonując wpłaty na konto Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010, z dopiskiem: „558/B, Trybała Lena – darowizna”.

Edyta Łepkowska

asdasdasdasdas